Bohater polskich siatkarzy. Kochanowski przed nim klęknął. Kurek go kopnął

Jakub Balcerski
82 procent skuteczności w ataku, pięć asów i łącznie dwadzieścia punktów - to dorobek najważniejszego zawodnika potkania polskich siatkarzy z Chińczykami, Tomasza Fornala. To on sprawił, że kadra Nikoli Grbicia nie grała z nimi co najmniej czterech setów, a pomimo problemów na początku spotkania, wygrała dość gładko. Choć może to i lepiej, że z pewnymi problemami, bo Grbić zdecydowanie ma teraz, o czym myśleć.

Tych, którzy spodziewali się kolejnego łatwego zwycięstwa, mecz z Chinami mógł bardzo rozczarować. Ale Nikola Grbić należy raczej do tych, którzy niczego przed spotkaniami nie oczekują. Serb znów dostał dużo materiału do analizy, bo polscy siatkarze w czwartek w Gdańsku na pewno nie grali perfekcyjnie. Ale trudno nie zauważyć, jak podnieśli się po niespodziewanej porażce z Iranem i jak kilku z nich wyróżniało się na boisku, wykorzystywało swoje szanse.

Zobacz wideo Grbić nie obiecuje zwycięstwa nawet w meczu towarzyskim. „A co dopiero mówić o Lidze Narodów czy mistrzostwach świata"

Fornal pokazał, że potrafi odmienić wynik w kluczowym momencie. Gwarantował stabilność

Mecz z Chińczykami miał być teoretycznie najłatwiejszym podczas całego turnieju w Gdańsku. To właśnie w czwartek Nikola Grbić miał zatem najwięcej testować. Przede wszystkim sprawdzić zawodników, którzy zazwyczaj nie dostają szansy gry w wyjściowym składzie, czy nawet na podwójnych zmianach. I Serb tak właśnie postąpił. Spotkanie rozpoczęli Łukasz Kaczmarek, Jan Firlej, Jakub Kochanowski, Karol Kłos, Kamil Semeniuk, Tomasz Fornal i Jakub Popiwczak. Wchodzili także Karol Butryn, Mateusz Bieniek i Marcin Janusz. 

Pierwszego seta Polacy rozgrywali fatalnie. Chińczycy, którzy całą partię skończyli z 75-procentową skutecznością ataku, momentami byli nie do zatrzymania. A sami stawiali pojedynczy blok i to na nim kończyła się choćby akcja Kamila Semeniuka. Znów wydawało się, że Polacy tak, jak dwa dni temu z Iranem, przeliczyli się, myśląc, że rywal nie będzie w stanie im wyraźnie zagrozić. Chińczycy mieli trzy piłki setowe, ale wtedy zareagował ten, który odwrócił losy tego spotkania.

Łukasz Kaczmarek, Tomasz Fornal, Liga Narodów, reprezentacja PolskiPierwszy set stanie się legendą. Potem deklasacja. Polska liderem

Tomasz Fornal już w środę pokazał, że swoją zagrywką potrafi odmienić wynik w kluczowym momencie. Przeciwko Iranowi swoimi serwisami w czwartym secie dał tie-breaka. Z Chińczykami już w początkowej fazie partii dwa razy zaserwował asa. Ale od stanu 21:24 aż trudno było uwierzyć w to, co wyprawia. Najpierw zdobył punkt w ataku, potem trzy razy z rzędu zdobył punkt zagrywką. Po ataku w aut Chińczyków w kolejnej akcji Polacy wygrali seta 26:24, choć nawet przez chwilę wcześniej nie wyglądali na stabilniejszych, pewniejszych siebie od rywali. To Fornal im to zagwarantował. 

Po zakończeniu drugiej partii klękał przed nim "Kochan", Kurek kopnął go zawiadiacko, jak napisał dziennikarz TVP Sport, Filip Czyszanowski na Twitterze, a Kaczmarek popychał w stronę pola serwisowego jeszcze przed każdą zagrywką. A na tym świetny występ Fornala się nie skończył. Choć nie dokładał już kolejnych asów to przyjmował każdą piłkę zagrywaną w jego kierunku, a w ataku po dwóch setach miał sześć piłek skończonych na osiem. Skończył też ostatnią piłkę w trzeciej partii, w której podniósł jeszcze skuteczność w ataku do 82 procent. Został bohaterem spotkania i w ten sposób błysnął w oczach Nikoli Grbicia. Pokazał, że powinien brać go pod uwagę przy wyborze najsilniejszego składu. I to w pierwszej kolejności. 

Poza Fornalem mecz z Chińczykami był kluczowy zwłaszcza dla Łukasza Kaczmarka. Atakujący mógł imponować w bloku, czy na zagrywce. W ataku na początku szło mu nie najlepiej - kończył tylko jedną z czterech piłek. Później wrócił jednak do solidnej gry, poprawił skuteczność i wyglądał lepiej. Choć to znów sytuacja, w której dostaje szansę na grę w większym wymiarze czasowym i nie przekonuje w niepodważalny sposób. 

Nikola GrbićGrbić stawia Polaków w sytuacji, której dotąd nie znali. "Każdego mogę zmienić"

Polacy wreszcie pozbyli się błędów. Jakby Grbić ustalił z nimi wykaz kar

Największa różnica pomiędzy Polską w meczu z Iranem i Polską w meczu z Chinami? Błędy, a w zasadzie ich brak. Przeciwko Iranowi już po trzech setach zawodnicy Nikoli Grbicia mieli dwadzieścia zepsutych zagrywek i prawie trzydzieści punktów oddanych rywalom przez własne, niewymuszone pomyłki. A w meczu z Chinami? Po dwóch setach dziesięć - tylko siedem w zagrywce, dwa w ataku i jeden w przyjęciu.

Wyglądało to, jakby Nikola Grbić ustalił z zawodnikami jakiś wykaz kar za popełniane błędy. Ze stylu gry nie mógł być zapewne w pełni zadowolony, bo Chińczycy wciąż umiejętnie wykorzystywali polski blok, grali bardzo skutecznie w ataku, ale poprawiła się jeszcze jedna rzecz, o którą pretensje Serb miał po meczu z Iranem.

- Nie może nam brakować reakcji na grę rywala. To nasz problem - mówił i uczulał zawodników, że nie mogą zastygać na boisku, tylko dlatego, że to Iran, czy w tym przypadku Chiny grają dobrze. I trzeba przyznać, że Polacy starali się iść za słowami swojego trenera. W pierwszym secie widać było jeszcze przede wszystkim złe nawyki z wtorkowej rywalizacji z Iranem. Ale później świetnie reagowali na kryzys. Najpierw dzięki zagrywkom Fornala, a potem Bieńka i Kochanowskiego. Serwis pobudzał pozostałe elementy i tak w trzecim secie ze stanu 17:16 przy piłce dla Chińczyków zrobiło się aż 22:16 dla Polski. Po tej serii to drużyna Grbicia popędziła po wygraną.

Grbić żartuje, że będzie rozdawał bilety do Bolonii tuż przed wejściem na samolot. A na poważnie? Nikt nie może być go pewny

Dla pokazania siły lepiej byłoby, żeby Polacy wygrali w setach do 15,12 i 13, nie mając żadnych problemów z pokonaniem rywala. Dla widowiska, ale i dla wyciągnięcia wniosków z tego meczu, dobrze, że Chińczycy okazali się nieco bardziej wymagającym przeciwnikiem.

Mecz Niemcy - Australia w Lidze NarodówNiemcy przełamali fatalną serię, ale awansu nie będzie

Czy ktoś już tym meczem pokazał, że jest gotowy na wyjazd do Bolonii? Można byłoby wskazać: Tomasz Fornal. Ale Nikola Grbić dzień w dzień tłumaczy, że w jego wyborach i budowie reprezentacji Polski nie chodzi tylko o same spotkania, a także treningi, zachowania, czy podejście do konkretnych wyzwań. Testuje i sprawdza zawodników wielokrotnie, w bardzo różny sposób, żeby dać sobie jak najlepszy, jak najczystszy obraz kadry. Na meczu z Chinami kilku zawodników wyraźnie zyskało, a reszta nieco straciła. Grbić powtarza jednak, że dla żadnego przed końcem turnieju w Gdańsku nikogo do Bolonii nie wyśle. A żartuje, że bilety na lot do Włoch może rozdać dopiero przed samym wejściem na pokład samolotu.

Więcej o: