Polki nie patrzą już, czy mogą awansować. Lavarini: Teraz kluczowy jest inny cel

Jakub Balcerski
- Wchodzimy na boisko i patrzymy, co zrobią rywalki. Jesteśmy nad morzem, idziemy na plażę, podchodzimy do wody, ale nie zanurzamy się, tylko nogą bezpiecznie badamy temperaturę. To nie może być podejście ofensywnego zespołu, jakim chcemy się stać - mówi Sport.pl trener polskich siatkarek Stefano Lavarini.

Porażka 0:3 z Chinkami, brązowymi medalistkami mistrzostw świata, a zwłaszcza pierwszy set przegrany do ośmiu punktów, mogły boleć. Tym bardziej że Polkom pozostały matematyczne szanse na awans do ćwierćfinału Ligi Narodów. W rozmowie ze Sport.pl trener Stefano Lavarini podjął się próby wytłumaczenia tego, co stało się z jego zespołem, mówił, dlaczego przeprosił za ten wynik, a także, czy patrzy jeszcze w tabelę pod kątem możliwości gry w turnieju Final 8.

Zobacz wideo Ukraińska drużyna ze Lwowa oficjalnie w PlusLidze. "Każda informacja o sporcie przyjmuje się ciszej niż w normalnych czasach, gdy nie było wojny"

Stefano Lavarini, Polska - Chiny, Liga Narodów siatkarek, reprezentacja PolskiLavarini nie wytrzymał. "Jeśli nie jesteście gotowe, jest sześć innych zawodniczek"

Jakub Balcerski: Po meczu w rozmowie z TVP Sport przeprosił pan za wynik i grę zespołu. To niezbyt częsty widok wśród trenerów.

Stefano Lavarini: Czułem, że tak powinienem postąpić, że to było jedyne właściwe zachowanie po takim meczu. Oczywiście, jesteśmy w trakcie pewnego procesu, budowy zespołu, więc takie spotkania mogą się zdarzać, to musimy brać za nie odpowiedzialność. Potrafię dostrzec parę małych pozytywów: choćby to, że w dobrym stylu wyszliśmy z trudnej sytuacji po pierwszym secie i walczyliśmy na równi z Chinkami już w kolejnym. Jednocześnie tak ważne spotkanie dla kibiców, osób oglądających go w telewizji, ale także dla nas oznaczało ostatnią tak sporą szansę na pozostanie w walce o Final 8. I jeśli zaczynamy go od seta przegranego do ośmiu, to coś jest nie tak, bo w ten sposób nie da się walczyć o ten awans. Źle się z tym czułem. Musimy uszanować tych, którzy po dobrej walce z mistrzyniami Europy oczekiwali czegoś podobnego, a dostali coś zupełnie odwrotnego. Mówiłem, co czułem: że jest mi przykro i przepraszam za takie podejście do tego meczu.

Pierwszy set, 3:9, bierze pan czas i pyta się zawodniczek: "Co wy chcecie dziś zrobić?". Mówi, że jeśli nie są gotowe, to można je zmienić z szóstką siatkarek czekających w kwadracie. Doszedł pan do tego, co się wydarzyło, próbował sobie to jakoś wytłumaczyć?

Długo rozmawialiśmy o tym ze sztabem, na czas wywiadu i kolacji zrobiliśmy sobie przerwę. Ale nie skończyliśmy i chcemy dojść do tego, co się stało, bo bardzo nam się to nie podobało. Możliwe, że adrenalina po meczu z Włoszkami spadła na tyle, że nie było możliwości wrócić na ten sam poziom w krótkim czasie. Może psychicznie i fizycznie nie byliśmy na to gotowi. Ale to tylko wymówka, bo mecz i tak musi się rozpocząć. Z twoją drużyną na boisku, a grając jak przeciwko Chinkom, nie daliśmy sobie nawet szansy na to, żeby wejść w to spotkanie.

Włochy - Polska, siatkówka, reprezentacja Polski siatkarek, Liga NarodówBlamaż Polek z Chinkami. Tak wygląda tabela Ligi Narodów. Duży problem

Nie chcę zaakceptować, że zawodniczki były po prostu zmęczone. Na razie daję sobie odpowiedź, która niekoniecznie pochodzi z analizy tego jednego meczu, a całej pierwszej części sezonu. Wielu, wielu meczów w zasadzie w ogóle nie zaczynamy. Wchodzimy na boisko i patrzymy, staramy się rozczytać, co zrobią rywalki. Jesteśmy nad morzem, idziemy na plażę, podchodzimy do wody, ale nie zanurzamy się w niej, tylko nogą bezpiecznie badamy jej temperaturę. Zyskujemy pewność siebie, gdy rywalki sobie nie radzą, albo tracimy, gdy na nas naciskają i zaczynają zdobywać punkty seriami. To nie może być podejście ofensywnego zespołu, jakim chcemy się stać. I to coś, nad czym musimy teraz pracować.

Więcej treści sportowych znajdziesz również na Gazeta.pl

Mówiłem już dziewczynom: "Nie chcę, żebyśmy stali się zespołem reagującym na to, co dzieje się na boisku. To my musimy się narzucać rywalkom, być pewnym siebie". Taki start daje nadzieję, że to my będziemy kontrolować mecz. I tak było z Włoszkami. To był duży krok naprzód, w dobrym kierunku, bo ruszyliśmy bardzo pewnie. A dzień później wracamy już do tych złych nawyków i czekania na rywalki. To łatwa droga do wycofania się z meczu tuż po tym, gdy się zaczął.

To były jakby dwie zupełnie inne reprezentacje Polski — ta z Chinami i Włochami, choć personalnie praktycznie się nie różniły. Czego nauczył się pan o zespole po tych dwóch trudnych meczach?

Nie przykuwam uwagi tylko do tych 24 godzin. Skupiam się na ogóle, całym okresie, od kiedy zostałem trenerem polskiej kadry. Wiem, że potrzebujemy pokazywać naszą najlepszą siatkówkę, mieć dużo pewności siebie, stawać się zespołem i żeby dziewczyny wzajemnie się wspierały na boisku. Osiągnięcie tego wszystkiego na pewno zajmie więcej czasu, niż przypuszczaliśmy. To długi proces, skupiamy się nad nim i kontynuujemy pracę.

Mecz Kanada - Turcja w siatkarskiej Lidze NarodówSensacja w Lidze Narodów. Kanadyjki nie dały szans faworytkom

Polki pozostają w walce o Final 8 Ligi Narodów, ale są daleko od awansu do ćwierćfinału rozgrywek. Jak na to patrzycie: śledzicie tabelę, bo to realne, czy staracie się myśleć bardziej o samym powrocie do zwycięstw i zdobywania pewności siebie?

To dość dziwna sytuacja. Jeszcze dwa dni temu spodziewaliśmy się, że mecz z Chinkami zdecyduje o naszej przyszłości w Lidze Narodów. Albo da motywację do walki o awans, albo wskaże, że musimy uważać na utrzymanie się w rozgrywkach. Jesteśmy jednym z zespołów dryfujących, czyli tych zagrożonych spadkiem z elity. Jednak w międzyczasie zwycięstwo Dominikany z Tajlandią sprawiło, że pomimo porażki nadal mamy szanse na awans do ćwierćfinału, a jednocześnie pogorszyliśmy swoją sytuację i utrzymania jeszcze nie mamy. I jeśli mam być szczery, to jestem bliżej myślenia o tym, żeby najpierw uniknąć spadku, a potem patrzeć na możliwości awansu, zwłaszcza że nie są duże. Praktycznie w ogóle już tego nie rozważamy.

Teraz kluczowe jest pozostać w Lidze Narodów. I nie skupiać się na wynikach. Tak, potrzebujemy zwycięstw, ale one przychodzą, gdy dobrze wykonasz pracę na boisku. Na nie składa się twoja forma i to, jak się zaprezentujesz, jak wykonasz poszczególne zadania. A my nie jesteśmy zadowoleni z tego, jak gramy. Musimy myśleć nad lepszą jakością naszej siatkówki i tym, jak odzyskać pewność w grze, czy ambicję.

Nie ma też co płakać. Jeśli nasza gra od początku rozgrywek byłaby równiejsza, może dziś bylibyśmy już pewni awansu, albo chociaż mogli się na nim skupić. Teraz najważniejsze jest wrócić do jak najwyższego poziomu, powalczyć w dwóch ostatnich meczach i zobaczyć, dokąd to nas zaprowadzi.

Więcej o: