Polscy siatkarze jak szefowie. Robili, co chcieli. Grbić dostał ważne odpowiedzi

Jakub Balcerski
Polscy siatkarze z Kanadą wygrali niczym prawdziwi szefowie. Trzy sety i zaledwie 71 minut gry, a na boisku ogromna kontrola. Zawodnicy Nikoli Grbicia robili, co chcieli, a Serb po dokonanych zmianach w składzie dostał ważne odpowiedzi pod kątem kolejnych meczów kadry.

Kanada to jeden z ulubionych rywali reprezentacji Polski. Raczej z nią nie przegrywa, a wielokrotnie organizuje rywalom wielkie lanie i pokaz umiejętności. Tak było i w czwartek, a cieszyć może, że choć Nikola Grbić wymienił kilku zawodników w składzie w stosunku do środowego meczu z Brazylią, to jego zespół i tak wygrał i to wyraźnie - 3:0 (25:16, 25:18, 25:16).

Zobacz wideo Grbić nie obiecuje zwycięstwa nawet w meczu towarzyskim. „A co dopiero mówić o Lidze Narodów czy mistrzostwach świata"

Polacy w ataku robili, co chcieli. "Mile spędzone popołudnie"

Jest jedna liczba, która dobrze obrazuje, jak spokojnie rozgrywali spotkanie z Kanadą polscy siatkarze - skuteczność w ataku. Pierwszy set? 74 procent. W drugim 75 procent, w trzecim już "tylko" 53 procent, ale ostatecznie wyszło 66 procent w całym spotkaniu. Przy tak wysokim procencie kończonych ataków trudno, żeby to Kanadyjczycy mieli kontrolę nad spotkaniem. To Polacy robili, co chcieli.

Dla nich to był po prostu kolejny dzień w biurze. "Mile spędzone popołudnie" - rzucił nawet w którymś momencie były siatkarz Radosław Panas, komentujący spotkanie dla TVP Sport. Tym lepiej, że pomiędzy meczem z Brazylią i tym z Kanadą Polacy mieli zaledwie 18 godzin odstępu. Nie zdążyli odpocząć, nie mieli też treningu, ani rozruchu, ale dzięki zmianom w składzie Nikoli Grbicia, kadra nadal wyglądała świeżo.

Polska - Kanada w siatkarskiej Lidze NarodówPolacy deklasują w Lidze Narodów: do 16, 18 i 16. Piąty triumf

Grbić jak w laboratoryjnym fartuchu. Ale zawodnicy wykorzystywali szanse

A zmiany wyglądały tak, jakby Grbić przy wyborze składu przebrał się w laboratoryjny fartuch, zamieszał w wielkim kotle i przeprowadził swój kolejny eksperyment. Serb w wyjściowym składzie dokonał aż czterech zmian w stosunku do tego, który grał z Brazylią. Na Kanadę wyszedł Marcin Janusz, Łukasz Kaczmarek, Jakub Kochanowski, Karol Kłos, Kamil Semeniuk, Tomasz Fornal i Jakub Popiwczak. Do nich dołączyli jeszcze wchodzący na boisko Mateusz Poręba, Mateusz Bieniek, Grzegorz Łomacz, Bartosz Kurek i Bartosz Kwolek.

Szanse, które dawał zawodnikom Grbić, oni potrafili jednak wykorzystać, a trener dostał ważne, być może nawet kluczowe odpowiedzi. Głównie pozytywne. Najciekawiej wyglądało ustawienie przez Serba Fornala na pozycji numer 5, podczas gdy Kamil Semeniuk grał bliżej rozgrywającego. Szkoleniowiec sprawdził tam zawodnika Jastrzębskiego Węgla, a ten odwdzięczył się solidną i wszechstronną grą - siedmioma punktami w ataku, a także asem i punktowym blokiem. Często grał mądrze, nie siłował się z Kanadyjczkami, a uderzał piłkę lekko, kiwając i myląc rywali. 

Polska - Brazylia, reprezentacja Polski siatkarzy, Liga NarodówTabela Ligi Narodów po piątym zwycięstwie Polski

Janusz grał przez całą siatkę do Kaczmarek. Poręba wchodził jak po swoje

Wiadomo, że kapitan Bartosz Kurek jest pierwszoplanową postacią polskich siatkarzy na prawym ataku, ale w czwartek swoją szansę miał Łukasz Kaczmarek. I jego współpraca z Marcinem Januszem wyglądała dobrze. Dwanaście zdobytych punktów po siedemnastu dostarczonych do kolegi z ZAKSY piłkach. A już najlepszym przykładem tego, jak dobrze się rozumieli, była akcja na początku drugiej partii: Kaczmarek dostał piłkę dograną przez całą długość siatki, na drugą stronę i bardzo swobodnie skończył tak trudną piłkę mocnym uderzeniem w parkiet. Sam wówczas aż się wykrzyczał, z satysfakcją na twarzy, wiedząc, że potwierdził, że na boisku funkcjonuje bardzo dobrze.

Cieszyć mógł się także Mateusz Poręba. Młody środkowy skończył wszystkie cztery ataki, nie popełnił błędu na zagrywce, a nawet jedną zamienił na punkt i do tego dołożył jeden punktowy blok. Nieźle jak na żółtodzioba, za którego można go jeszcze uważać. W końcu to dopiero jego drugi turniej w kadrze, a już wchodzi na boisko jak po swoje i gra bez żadnych uprzedzeń. 

Mateusz Bieniek, Nikola Grbić, Liga Narodów, siatkówkaBieniek zagrywał, a Brazylijczycy tylko patrzyli. "Do rekordu Leona jeszcze daleko"

Polacy blisko Bolonii. Ale chcą myśleć i o Australii

Polska eksperymentuje, zmienia, kombinuje, a i tak wygrywa. I jest o krok od awansu do ćwierćfinału Ligi Narodów, który zapewni jej już zwycięstwo z Australią. W tabeli Polacy mają drugie miejsce i pięć zwycięstw. Inne zespoły mają na tyle duże problemy i mało wygranych, że choć do turnieju Final 8 w Bolonii pozostanie jeszcze tydzień rywalizacji w grupach, to i tak zespołu Nikoli Grbicia nie wyprzedzą.

Mecz z Australią to jednak kolejna okazja do testów, a pod kątem wyniku raczej formalność. Prawdziwy sprawdzian przyjdzie w niedzielę przeciwko Amerykanom. - Wiadomo, że na zakończenie turnieju gramy z Amerykanami i to będzie o wiele trudniejsze spotkanie od tych dwóch z Kanadą i Australią, które zagramy wcześniej. Oczywiście żadnego rywala nie lekceważymy, bo już niejeden zespół, gdy się odpowiednio nie koncentrował, to dostawał za swoje. Ich też będziemy chcieli pokonać - mówił Sport.pl Mateusz Bieniek. I trzymamy go za słowo.

Więcej o: