Różański wybrała Polskę kosztem Francji. "Usłyszałam, że jestem najgorsza, beznadziejna i nic ze mnie nie będzie"

Jakub Balcerski
- Od trenerki usłyszałam, że jestem do niczego. Ale też, że nigdy nie zagram w reprezentacji Francji. Wtedy powiedziałam jej na głos: "Ja chcę grać dla Polski". A trenerka z lekceważeniem powtarzała, że tu też nikt mnie nie dostrzeże - wspomina w rozmowie ze Sport.pl Olivia Różański. Minęło ponad dziesięć lat, siatkarka przeniosła się z Francji do Polski i wciąż nie przestaje udowadniać swojej wartości. W tym sezonie może być jedną z kluczowych zawodniczek kadry Stefano Lavariniego.

"Dlaczego Różański, a nie Różańska?" - tak pewnie myśli sobie wielu kibiców reprezentacji Polski, widząc nazwisko przyjmującej na koszulce z numerem 30 podczas meczów Ligi Narodów. A za nim kryje się historia niedocenianej zawodniczki, która właśnie spełnia swoje marzenia i dziś jest jedną z kluczowych postaci kadry Stefano Lavariniego.

Zobacz wideo Nowy trener – nowa motywacja i entuzjazm u polskich siatkarzy. Grbić wyróżnił dwóch graczy

Olivia poszła w ślady mamy. "Wierzyła, że siatkówka mi też jest pisana"

Albi, miejscowość godzinę drogi od Tuluzy, we Francji. W 1997 roku to tam urodziła się Olivia Różański, córka Jarosławy, siatkarki, jednej z najlepszych reprezentantek Polski przełomu lat 70. i 80. oraz Wojciecha, także siatkarza. Ale Olivia jako dziecko zaczynała od lekkoatletyki i nie była przekonana do pójścia w ślady rodziców. - W lekkiej atletyce radziłam sobie dobrze, ale mama zachęcała mnie do siatkówki. To nie tak, że mnie zmuszała, czy była natarczywa, ale wierzyła, że mi też ona jest pisana - mówi Sport.pl Różański.

To właśnie przez karierę Jarosławy Różańskiej Olivia przyszła na świat poza Polską. Razem z mężem wyjechali do Francji, gdzie najpierw została dwukrotną mistrzynią kraju z Racing Club Paris, a później z klubem z Albi awansowała do I ligi i tam zakończyła karierę. W reprezentacji zagrała w aż 156 spotkaniach i była bardzo wyróżniającą się siatkarką, ale trafiła na czasy, gdy kadry nie było stać na wielkie sukcesy. - Mama nigdy nie była osobą, która przechwalała się swoją karierą. Opowiadała trochę o czasach, gdy grała, potem odbijała ze mną piłkę i nawet została moją trenerką we Francji. Jestem jej za wszystko bardzo wdzięczna - wspomina Olivia Różański.

Bartosz KwolekWalka o MŚ wśród siatkarzy trwa. Kwolek: Nie podkładamy sobie nóg

"Usłyszałam, że jestem do niczego. Że jestem najgorsza, beznadziejna i nic ze mnie nie będzie"

Dla młodej Olivii Francja okazała się jednak niemalże przekleństwem. Tam nauczyła się grać i starała się rozwijać. Najpierw jako środkowa, a dopiero potem z pomysłem zmiany pozycję na przyjęcie. Ale jej nie szło. Sama Różański nie ukrywała, że choć wiele osób widziało w niej potencjał, to ona nie potrafiła go wykorzystać.

Takiej krytyki, jak od jednej z trenerek młodzieżowej kadry Francji nie mogła się jednak spodziewać. - To musiało być, gdy miałam trzynaście, albo czternaście lat. Było nas na obozie francuskich juniorek trzynaście dziewczyn, które trenerka wybrała i zamierzała oceniać, jak możemy się rozwinąć. Od razu nie najlepiej się z nią rozumiałam, zwłaszcza gdy starałam się wytłumaczyć, że podjęłam decyzję o przejściu ze środka na przyjęcie. Padło parę mocnych, przykrych słów w moim kierunku - opisuje Różański.

- Trenerka mówiła mi wprost: "Nigdy nie będziesz profesjonalną siatkarką". Wmawiała mi, że już na środku grałam słabo, a na przyjęciu będzie jeszcze gorzej. Że jestem najgorsza, beznadziejna i nic ze mnie nie będzie. Na koniec obozu stworzyła ranking zawodniczek i wiedziałam, że będę trzynasta, ostatnia. Po wszystkim rozmawiałyśmy jeszcze raz. I znowu usłyszałam, że jestem do niczego. Ale też, że nigdy nie zagram w reprezentacji Francji. Wtedy, nie wiem dlaczego, ale pomyślałam sobie i w końcu powiedziałam jej na głos: "Ja chcę grać dla Polski". Chciałam tego od dziecka, ale dopiero wtedy tak naprawdę to sobie uświadomiłam. A trenerka z lekceważeniem powtarzała, że tu też nikt mnie nie dostrzeże. Postanowiłam sobie i jej coś udowodnić - tłumaczy Różański.

Odżyła w polskich klubach. Po czterech latach przyszło powołanie do kadry

W wieku 17 lat Rózański przyjechała do Polski. Najpierw grała w Jastrzębiu i Szczyrku jako juniorka. Już po roku gry tutaj została powołana do reprezentacji Polski B i zagrała w Lidze Europejskiej. Cztery lata później debiutowała w kadrze seniorek i wyróżniała się grą w Tauron Lidze, najpierw w barwach BKS-u Bielsko-Biała, a potem DPD Legionovii. Szybko stała się jedną z najlepszych skrzydłowych rozgrywek.

Polska - Włochy, reprezentacja Polski, Liga Narodów siatkarzyKurek to jego rywal. A Wlazły to wzór. Butryn świetnie zadebiutował w kadrze. "Wiedziałem"

- Przestawienie się na granie w Polsce nie było dla mnie łatwe, ale tu dostałam sporo wsparcia. Przede wszystkim nikt nie starał się mi wmówić, że nie dam sobie rady. W klubach czułam się dobrze, a powołania do reprezentacji stały się docenieniem wykonanej pracy i wielkim wyróżnieniem - mówi nam Różański.

Nietrudno to stwierdzić: w Polsce siatkarsko odżyła. To widać zwłaszcza po ostatnim sezonie, kiedy siedmiokrotnie dostawała nagrodę MVP za poszczególne spotkania, a całe rozgrywki kończyła jako najlepiej punktująca i atakująca zawodniczki. Jej Legionovia zajęła tylko piąte miejsce w tabeli Tauron Ligi, ale w Pucharze Polski doszła do finału.

Doceniona we Włoszech i u Lavariniego. "Nie boję się"

Potwierdzeniem jej wysokiego poziomu jest transfer do Włoch: w przyszłym sezonie zagra w szóstej drużynie zeszłego sezonu Serie A, Reale Mutua Fenera Chieri. Różański zasłużyła, żeby po pięciu latach spędzonych w Polsce przenieść się do ligi jeszcze o poziom lepszej. - Nie boję się tego kierunku, we Włoszech na pewno będę mogła się rozwinąć. Marzyłam, żeby tam zagrać i cieszę się, że zostałam doceniona - wskazuje Olivia Różański.

Docenił ją także trener polskiej kadry Stefano Lavarini. Nie tylko powołał ją do reprezentacji na sezon, który zakończą domowe mistrzostwa świata, ale także powierzył jej jedną z najtrudniejszych ról na boisku. Drużyna włoskiego szkoleniowca od pierwszego spotkania gra bez nominalnej atakującej pod nieobecność Magdaleny Stysiak i pierwszym wyborem Lavariniego na tę pozycję była właśnie Różański. Musiała przejść tam z przyjęcia, co dla siatkarki nigdy nie jest łatwe, ale z każdym meczem zyskiwała coraz więcej pewności siebie.

Pytamy ją, czy po pierwszych meczach Ligi Narodów nie ma już dość nowej roli, ale odpowiada, że ani trochę. - Bo to nie o to chodzi. Pewnie, że jest mi trudno i że wolałabym lewe skrzydło. Ale skoro tego wymaga sytuacja, to przejdę na prawy atak i tam będę dawała z siebie wszystko. Jestem na to gotowa - zapewnia zawodniczka.

Japońskie siatkarkiRośnie nowa siatkarska potęga. Japonia liderem bez porażki [TABELA]

Różański ma 25 lat i choć wciąż pamięta uwagi swojej trenerki sprzed dekady, to potwierdza, że Francuzka zupełnie nie miała racji. - No tak, gdybym jej się teraz przedstawiła, to pewnie miałaby dziwną minę - śmieje się siatkarka. Mówi o sobie dumnie i jest gotowa dalej udowadniać sobie i innym, jak wartościową jest zawodniczką. Choćby na tegorocznych mistrzostwach świata i w drodze do igrzysk olimpijskich w Paryżu w 2024 roku. Nikt już nie zabroni jej o tym marzyć.

Więcej o: