Popis trzech polskich skrzydłowych w meczu z mistrzami olimpijskimi. Rehabilitacja

Polscy siatkarze zwycięstwem nad Francuzami 3:1 w Lidze Narodów pokazali, że odrobili lekcję po meczu z Włochami. Trzy dni po porażce z mistrzami Europy pokonali mistrzów olimpijskich z Tokio, a popisowo zagrała trójka skrzydłowych - Tomasz Fornal, Karol Butryn, Bartosz Kwolek.

Pojedynek Polaków z Francuzami organizatorzy zostawili kibicom obu drużyn na deser w turnieju Ligi Narodów w Ottawie. Jego smakiem delektowali się fani biało-czerwonych, których sukces w tym spotkaniu można uznać za miłą niespodziankę, biorąc pod uwagę, że do Kanady Nikola Grbić zabrał kilku debiutantów. Jednym z nich jest Karol Butryn, który w niedzielę razem z Tomaszem Fornalem i Bartoszem Kwolkiem grał pierwsze skrzypce. 

Zobacz wideo Grbić nie obiecuje zwycięstwa nawet w meczu towarzyskim. „A co dopiero mówić o Lidze Narodów czy mistrzostwach świata"

Bezlitosny Brizard. Licytacja polskiego trio

Po poprzednim spotkaniu tych ekip gorzką pigułkę musieli przełknąć Polacy, którzy przegrali w sierpniu ubiegłego roku w Tokio 2:3 i po raz kolejny mówiono o klątwie ćwierćfinału w kontekście ich występów w igrzyskach. Trudno jednak postrzegać niedzielne zwycięstwo w kategoriach rewanżu za tamten pojedynek. Po stronie mistrzów świata w składzie w obu przypadkach był bowiem jedynie Jakub Kochanowski, u "Trójkolorowych" na boisko weszło pięciu graczy, którzy zaprezentowali się wtedy w stolicy Japonii - Jean Patry, Earvin N'Gapeth, Yacine Louati, Antoine Brizard, Barthelemy Chinenyeze (w składzie byli jeszcze Trevor Clevenot i Stephane Boyer). Obie drużyny mają obecnie też innych szkoleniowców - po stronie mistrzów świata Vitala Heynena zastąpił Grbić, a Francuzów prowadzi obecnie Andrea Giani, który przejął wiosną stanowisko po Bernardo Rezende (Brazylijczyk zastąpił po igrzyskach Laurenta Tillie).

W Lidze Narodów, zwłaszcza na wczesnym etapie, niespodzianek nie brakuje. Sensację wręcz sprawili w niedzielę kilka godzin wcześniej Chińczycy, którzy wygrali bez straty seta z Brazylijczykami. Triumf Polaków aż takim zaskoczeniem nie jest, ale stawianie na ich dość pewne zwycięstwo przed meczem można było uznać za optymizm, biorąc pod uwagę, że Grbić próbował w ostatnich dniach różnych ustawień i dawał szansę na ogrywanie się mniej doświadczonym siatkarzom.

Biało-czerwoni w czwartek odebrali bolesną lekcję od Włochów. Dobrze wtedy zaczęli, ale potem pogrążyli ich nie tylko rozkręcający się rywale, ale i m.in. własne liczne błędy na zagrywce, w efekcie czego przegrali 1:3. W niedzielę sytuacja była odwrotna - na początku dali się zdominować przeciwnikom, a spustoszenie w ich szeregach siał trudnymi zagrywkami Brizard. Nie miał litości dla byłych kolegów z PlusLigi stojących po drugiej stronie siatki - posyłał precyzyjne bomby i Fornal, Kwolek oraz Jakub Popiwczak nie mieli wiele do powiedzenia. 28-latek, który także w Tokio dał się Polakom mocno we znaki, w samym pierwszym secie zdobył osiem "oczek", z czego sześć z zagrywki i był najlepiej punktującym graczem w swojej drużynie, co w przypadku rozgrywającego jest dużym wyczynem.

Od drugiego seta jednak rozpędu zaczęli nabierać mistrzowie świata, a prym wiodła wspomniana już wcześniej trójka. Butryn spotkanie skończył z dorobkiem 22 punktów. Atakujący szalał nie tylko w ofensywie - posłał też trzy asy i popisał się trzema blokami. Podobnie rozkładało się to u Fornala, który z 16 pkt po dwa zawdzięcza serwisowi i blokowi. Kwolek z kolei miał nieco skromniejszy dorobek (12), ale należą mu się duże pochwały za grę w obronie i kończenie trudnych piłek. W jednej z akcji umieścił lobem piłkę w samym rogu boiska, popisując się dużą czujnością. Cała trójka szła ramię w ramię i wyglądało to tak, jakby licytowali się między sobą, który jak najwięcej pomoże zespołowi. A na takiej rywalizacji reprezentacja tylko korzysta.

Rehabilitacja Fornala. Polacy pokonali Francuzów ich własną bronią

W przypadku Fornala można mówić o rehabilitacji. W pojedynku z Italią przyjmujący Jastrzębskiego Węgla, będący jednym z najbardziej doświadczonych zawodników w składzie na Ottawę, zawiódł. Zrobił wtedy wiele błędów na zagrywce, nie miał też najlepszego dnia w ataku. W niedzielę - tak jak Butryn oraz Kwolek - potwierdził, że nie zamierza ułatwiać trenerowi zadania przy wyborze składu na rozpoczynające się za dwa i pół miesiąca mistrzostwa świata.

Cały polski zespół w meczu z Francuzami zagrał znacznie lepiej w polu serwisowym niż w pierwszych spotkaniach w Kanadzie. Niekiedy jeszcze widać było chaos i dochodziło do nieporozumień między zawodnikami, którzy dopiero rozpoczynają zgrywanie się, ale nieraz mimo to z takich sytuacji wychodzili obronną ręką. Znamienne jest też to, że nad słynącymi z technicznej gry i bardziej doświadczonymi rywalami górowali m.in. sprytem.

Niewidoczny zupełnie tego dnia był N'Gapeth. Charyzmatyczny przyjmujący przyzwyczaił już, że nieraz przez jakiś czas nie pokazuje na boisku pełni swoich wielkich umiejętności, by "odpalić" w kluczowym momencie. Tym razem do tego nie doszło i nie miał on wiele do powiedzenia, a w końcówce operator uchwycił nietęgi wyraz twarzy gwiazdy "Trójkolorowych".

Francuzi bez wątpienia od drugiego seta zaczęli popełniać więcej błędów, zwłaszcza na zagrywce. Naciskani przez Polaków mylili się również nieraz w trakcie akcji, choć w czwartym secie przypomnieli na chwilę, że nie można ich za szybko skreślać. Wykorzystali w pewnym momencie każde potknięcie biało-czerwonych i zrobiło się nieco nerwowo. W końcówce znów jednak dali o sobie znać liderzy ekipy Grbicia i przypieczętowali zwycięstwo w czterech partiach.

Na wagę zaciętej czwartej odsłony zwrócił uwagę komentujący w studiu TVP Marcin Możdżonek.

- Ten jeden set da im więcej niż trzy poprzednie spotkania - ocenił były reprezentant Polski.

Biało-czerwoni mogli tego dnia czuć się, jakby grali u siebie. Polonia przyzwyczaiła już, że wspiera siatkarzy w każdym zakątku globu, ale w niedzielę w Ottawie było jej tak dużo, że można było naprawdę pomyśleć, że spotkanie odbywa się w kraju. Siatkarze cieszyli się, że mogli wynagrodzić w pewien sposób sympatykom porażkę z ekipą z Italii.

- Jest jeszcze kilka rzeczy do poprawy. Nie ma się co zachwycać, bo u Francuzów brakowało kilku zawodników. Nie popadałbym w hurraoptymizm. Tak jak nie załamywaliśmy się po meczu z Włochami, tak nie będziemy się zachwycać tym zwycięstwem - zaznaczył przed kamerą TVP Fornal.

Pierwszy turniej fazy interkontynentalnej biało-czerwoni zakończyli z bilansem trzech zwycięstw i jednej porażki. Występ w drugim - w Sofii - rozpoczną 22 czerwca z Brazylią. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.