Najpierw falstart, potem show "Kąki". Pierwsze zwycięstwo Polek w Lidze Narodów

Jakub Balcerski
Zaczęło się od falstartu i problemów w ataku, a skończyło przyzwoitą i dynamiczną grą. Polki pokonały 3:1 (20:25, 25:22, 25:23, 25:20) Kanadyjki i wygrały pierwsze spotkanie tego sezonu o stawkę, otwierające ich zmagania podczas Ligi Narodów.

Dla Polek mecz z Kanadą miał być pierwszym z dwunastu sprawdzianów, jakie rozegrają w trakcie Ligi Narodów. Drużyna Stefano Lavariniego do Bossier City w USA pojechała niezgrana, bez nominalnej atakującej (poza rezerwową Weroniką Sobiczewską) i jako wielka niewiadoma. 

Zobacz wideo Zgrupowanie siatkarzy w Spale przed Ligą Narodów 2022

Gra w pierwszym meczu nowej ery polskiej kadry nie mogła porywać i pewnie jeszcze przez kilka meczów trudno będzie ją oceniać. Bo zespół wciąż się ze sobą spaja i wręcz nie ma prawa funkcjonować tak, jak wymagałby tego trener. Stąd wynik przeciwko Kanadzie - 3:1 (20:25, 25:22, 25:23, 25:20) - może bardzo cieszyć. Pomimo braków kadrowych, eksperymentów w składzie i problemów w trakcie meczu udało się zdobyć trzy punkty i ważną dawkę pewności siebie na kolejne spotkania.

Dwa miesiące i koniec. Malwina Smarzek odchodzi z Developresu RzeszówDwa miesiące i koniec. Malwina Smarzek odchodzi z Developresu Rzeszów

Polki były faworytkami, ale zaczęły od falstartu. Tylko siedem punktów w ataku

Przed meczem to Polki wydawały się wyraźnym faworytem, bo są sklasyfikowane na 12., a Kanadyjki na 19. miejscu w rankingu FIVB. Do tego nie przegrały z tym rywalem jeszcze nigdy - bilans spotkań przeciwko Kanadzie to pięć zwycięstw jeszcze z czasów cyklu World Grand Prix, cztery w trzech i jedno w czterech setach, a także jedna wygrana już w Lidze Narodów po tie-breaku. 

Zaczęło się bardzo słabą grą drużyny Lavariniego, wyraźnym falstartem. Polki wyszły w składzie: Olivia Różański, Katarzyna Wenerska, Agnieszka Kąkolewska, Kamila Witkowska, Zuzanna Górecka, Martyna Łukasik, Maria Stenzel. Czyli bez nominalnej atakującej, której funkcję pełniła Różański. I to stanowiło spory kłopot: 24-latka w czasie pierwszych dwóch akcji nie skończyła aż pięciu piłek. Przez całego seta Polki miały problemy właśnie ze skutecznością w ataku. Choć w przyjęciu nie szło im najgorzej (45 procent skuteczności), to w ataku pojawiło się tylko siedem piłek dających punkty (zaledwie 20 procent skuteczności).

Kanadyjki korzystały z błędów rywalek i potrafiły dochodzić do nawet czterech punktów przewagi - trzykrotnie: na 8:4, 14:10 i 21:17. Te dwie pierwsze różnice Polki potrafiły zniwelować, ale przy ostatniej przeciwniczki były już nie do doścignięcia. Ostatecznie wygrały 25:20. 

Zaczęło się show "Kąki". Polki długo pędziły po wyrównanie

W drugiej partii błędy Polek się zmniejszały, a pomiędzy zawodniczkami widać było zalążek zgrania. Atak? Nadal kulał. Najpewniejszym punktem nie było żadne ze skrzydeł, a wykorzystywany przy dobrym przyjęciu środek i grająca na świetnym poziomie Agnieszka Kąkolewska. Przyjęcie trzymała Maria Stenzel, a zagrywkami straszyły Kąkolewska, Górecka i Łukasik, która swoje dokładała także w obronie. 

DLOGDWilfredo Leon zabrał głos. Może opuścić mistrzostwa świata

To było show "Kąki". Ataki środkowej z 50-procentową skutecznością, a także jej bloki dawały Polkom wyrównaną walkę z Kanadyjkami. Te ostatni raz w drugim secie prowadziły jednak przy stanie 18:17. Później zawodniczkom Lavariniego dosyć długo zajęło dojście do chwili, w której nie dadzą rywalkom odrobić strat i popędzą po wyrównanie wyniku całego meczu. To udało się dopiero przy stanie 22:22. Trzy kolejne punkty zdobyły Polki i wygrały całą partię. 

Łukasik wsparła Kąkolewską. Bez przegranych końcówek

Polskiej drużynie długo brakowało wsparcia dla Kąkolewskiej - odciążenia jej dobrą dyspozycją prawego, czy lewego skrzydła. Olivia Różański, czy jej zmienniczka na prawym ataku, Weronika Szlagowska, wciąż nie była na tyle skuteczna, żeby zrobić różnicę dla swojego zespołu. Tę zapewniła Martyna Łukasik, która w trzecim secie zdobyła aż siedem punktów. Grała coraz pewniej i dobrze czuła się na boisku. Po stronie Polek pojawiła się też długo niewidziana presja wywierana zagrywką - często kluczowa do wygrywania takich spotkań.

Kanadyjki traciły do zespołu Stefano Lavariniego już nawet cztery punkty (15:11), ale Polki nie potrafiły tego w pełni wykorzystać. Rywalki dogoniły je przy stanie 20:20 i znów wszystko miało się rozstrzygnąć dopiero od wyniku 22:22. Jednak Polki szybko zapewniły sobie dwie piłki setowe i wykorzystały drugą z nich. Nie pozostawiły wątpliwości, że choć w meczu nie dominowały, to wyrównanych końcówek nie przegrywały. I dzięki wynikowi 25:23 w trzecim secie, objęły prowadzenie 2:1 w całym meczu. 

Kanadyjki odrabiały, ale skończyło się na czterech setach. Pierwsze zwycięstwo Lavariniego

A czwarta partia to już momentami koncert duetu Agnieszka Kąkolewska - Martyna Łukasik. To dwa największe źródła punktowego dorobku Polek, które wreszcie nie straciły do reszty wypracowanej wysokiej, siedmiopunktowej przewagi (22:15). Kanadyjki odrobiły z niej cztery punkty, ale po przerwie na żądanie Stefano Lavariniego, Polki wróciły do optymalnej, dynamicznej gry. A przewagę udało się utrzymać na poziomie pięciu punktów i wygrać 25:20 w czwartym secie, a 3:1 w całym spotkaniu. 

Ostatnią piłkę skończyła Martyna Łukasik, którą wraz z Agnieszką Kąkolewską można nazwać najważniejszymi punktami polskiego zespołu. Zwycięstwo z Kanadyjkami na pewno będzie cenne: da dość spokojne wejście w Ligę Narodów, pozytywne nastawienie do kolejnych meczów, ale i doświadczenie, dzięki któremu zespół będzie mógł się dalej budować. Wygrał przecież z zespołem zdolnych, młodych zawodniczek - być może najsłabszym w pierwszym turnieju Ligi Narodów, w którym biorą udział Polki, ale potrafiącym stworzyć zagrożenie. 

Polska - Czechy w siatkówce kobietRusza siatkarska Liga Narodów. Gdzie i kiedy oglądać spotkania Polek?

Kolejny mecz Polki rozegrają jeszcze w czwartek. O 21:00 polskiego czasu zmierzą się z Brazylijkami, które w pierwszym meczu w Bossier City pokonały Niemki 3:1.

Więcej o: