Heynen jak Klopp, ale przed meczem show skradł "Rett". Trener Polek często nawet nie patrzył na boisko

Jakub Balcerski
Vital Heynen przed meczem udawał Juergena Kloppa, jego asystent na chwilę kradł mu show podczas rozgrzewki, a jego Niemki znów pokonały polską kadrę w sparingu, tym razem w Nysie. Z kolei dla prowadzącego Polki Stefano Lavariniego liczy się przede wszystkim to, co może wyciągnąć z obu spotkań, jak je przeanalizować. To właśnie z tej wiedzy będzie musiał korzystać podczas nadchodzących pierwszych meczów o stawkę.

Dwa sparingi i dwa zwycięstwa Vitala Heynena na polskiej ziemi w nowej roli. W Gliwicach po tie-breaku, a w Nysie już po czterech setach - Niemki okazały się lepsze od reprezentacji Polski i wygrały 3:1 (26:28, 25:22, 25:21, 25:23).

Nowy trener polskiej kadry może nie zaczyna dobrymi wynikami, ale chyba nie tylko na tym mu zależało. Oba spotkania miały być przede wszystkim przeglądem wojsk przed rozpoczynającą się już za tydzień, na przełomie maja i czerwca, Ligą Narodów. I Lavarini pierwsze odpowiedzi już otrzymał. A Heynen może się cieszyć pozytywnym początkiem nowego rozdziału w trenerskiej karierze.

Zobacz wideo ZAKSA po przerwie odzyskała tytuł mistrza Polski. "Tajemnicą jest to, że ta drużyna ma świetną atmosferę"

Zapomnijcie na chwilę o Heynenie. Show skradł mu "Rett"

- Przyjechałem do Polski i nie usłyszałem ani jednego nieprzychylnego głosu z trybun. Ani gdy prowadziłem kadrę mężczyzn, ani teraz gdy wróciłem tu z Niemkami. Mam spore szczęście, że ludzie tak mnie tu lubią i szanują - mówił nam Vital Heynen, gdy rozmawialiśmy na półtorej godziny przed drugim sparingiem jego kadry Niemek z Polkami. Przez kilkanaście minut opowiadał o swoim nowym wyzwaniu, a potem poszedł porozmawiać z drużyną w szatni. Na boisku, podczas rozgrzewki, oddał już inicjatywę komuś innemu. Przez tę jedną chwilę nie był w hali jedynym showmanem.

Vital HeynenVital Heynen usłyszał hymn Polski i... zaimponował. Z niemieckim poszło mu gorzej

Tym, przy którym na chwilę można zapomnieć o Heynenie, stał się Amerykanin Garrett Larson. To trener przygotowania fizycznego, który pracował już w drużynach uniwersyteckich w USA, w Chinach, Turcji, czy reprezentacji Holandii. W tej ostatniej był obecny choćby podczas zeszłorocznej Ligi Narodów w Rimini i już wtedy wsławił się nietypowym sposobem przeprowadzania rozgrzewek. Zaczyna się oklaskami, a w trakcie ćwiczeń "Rett" każe swoim zawodniczkom tańczyć, szybko zmieniać kierunki biegu głośnym krzykiem, chodzi z nimi na czworakach, czy robi mostek. Wszędzie jest go pełno. Nietrudno byłoby pomyśleć, że Heynen szybko zrobi się zazdrosny. Ale nie, nic z tego. - On tak robi codziennie. Nie tylko przed meczami, każdy trening tak zaczynamy. Podoba mi się - mówił nam Belg.

Heynen jak Klopp. Śpiewał nie niemiecki, a polski hymn

A sam Heynen? Jak zwykle spokojny, chyba że pokłóci się z sędziami. - W Gliwicach nie musiałem, bo spotkanie prowadził jeden z najlepszych arbitrów, za jakiego uważam Wojciecha Maroszka. Dzisiaj mamy na słupku już kogoś innego, więc zobaczymy - śmiał się jeszcze przed spotkaniem. Ostatecznie nie miał żadnych pretensji.

Przed meczem zabawił się w Juergena Kloppa. Jak niemiecki trener przed meczami Liverpoolu, stanął przed siatką i długo obserwował ataki Polek, co jakiś czas odbijając lecące w jego kierunku piłki. Podczas odgrywania hymnów śpiewał nie ten niemiecki, a polski. - To odruch. Do niemieckiego muszę się przyzwyczaić i go sobie dobrze przypomnieć - stwierdził Heynen. W trakcie meczu zajmował się już jednak swoimi zawodniczkami. Spokojnie wszystko im tłumaczył, uśmiechał się podchodził i zbijał piątkę nawet po zepsutych zagrywkach. 

Lavarini czasem nawet nie patrzył na boisko. Umie dyskutować z sędziami

Stefano Lavarini wydawał się bardziej zamyślony. Czasem pogrążony w pracy nad notatkami nie patrzył nawet na boisko. Po nieudanych zagraniach swoich zawodniczek cofał się od linii i kręcił głową, ale po chwili podchodził też do zawodniczek i motywował je do dalszej gry. Na czasach na żądanie mówił spokojnie i wyraźnie. Przy linii głównie głaskał i ciągnął swoją brodę, ciągle myśląc o poprzednich akcjach i możliwych rozwiązaniach. 

Po akcjach zakończonych zdobytym punktem Włoch od razu podchodził do zawodniczek blisko linii i przekazywał pierwsze uwagi. Dużo konsultował się też ze swoim sztabem. Trochę mniej, ale za to chyba jeszcze głośniej dyskutował z sędziami. Potwierdził, że kiedy nie zgadza się z ich decyzjami, potrafi wyraźnie to pokazać. Może jeszcze nie tak ostro, jak Vital Heynen, ale nie ma wątpliwości: to będzie bardzo ważny aspekt jego boiskowej pracy.

Kamil SemeniukZAKSA dokonała niemożliwego. "Poza zasięgiem wszystkich na świecie"

Owocne testy Lavariniego. Jest pierwsze rozwiązanie największego problemu

Lavarini znów sprawdził wiele nazwisk. W wyjściowym składzie pojawiły się Olivia Różański, Katarzyna Wenerska, Klaudia Alagierska, Aleksandra Gryka, Monika Fedusio, Martyna Łukasik i Maria Stenzel. Potem wchodziły jeszcze Zuzanna Górecka, Weronika Szlagowska, Magdalena Jurczyk, Alicja Grabka, Kamila Witkowska, Aleksandra Szczygłowska i Martyna Czyrniańska.

Już w Gliwicach szkoleniowiec sprawdzał w polskim składzie możliwość stawiania nominalnych przyjmujących w roli atakujących, bo ta pozycja jest obecnie najtrudniejszą do obsadzenia pod nieobecność Magdaleny Stysiak i Malwiny Smarzek. I wydaje się, że jedno z rozwiązań, które może wykorzystywać podczas Ligi Narodów już znalazł: duet Wenerska - Różański. Obie zawodniczki wydają się nieźle rozumieć i dobrze czytać grę. Skuteczność w ataku? Różański zatrzymała się na poziomie 44 procent - piętnaście z 34 piłek zakończonych zdobyciem punktu. Za to Wenerska wyróżniała się dobrą, agresywną zagrywką. W dystrybucji piłek na rozegraniu często pomijała jednak korzystanie ze środkowych. Pod tym względem lepiej wypadała jej zmienniczka, Alicja Grabka. 

Bez Czyrniańskiej i Jurczyk w USA

Teraz zadaniem Lavariniego będzie poukładanie zespołu tak, żeby nie odczuł znacząco tego, jak mało ma za sobą wspólnych treningów. Atmosferę meczową zawodniczki już miały okazję poczuć, a hala w Nysie wypełniona na ponad półtora tysiąca osób zdała egzamin dużo lepiej niż Arena Gliwice.

PGE Skra Bełchatów podczas meczu Pucharu CEV z Tours VBSkra Bełchatów zbroi się. Nowe otwarcie i hitowe transfery

W najbliższych tygodniach Polki czeka maraton lotów, wyjazdów i dalszego testowania nowego wyglądu kadry, tyle tylko, że już w meczach o stawkę. A o nich siatkarki i sztab mówi wprost: do każdego podchodzą z głodem wygrywania. Kto poleci na pierwszy z nich, do Bossier City w USA? Pełnej kadry ma ponoć nie znać nawet sztab. Na pewno w składzie zabraknie Martyny Czyrniańskiej i Magdaleny Jurczyk. Obie potrzebują odpoczynku, a ta pierwsza będzie nadrabiała zdawanie matur, w którym przeszkodziła jej rywalizacja w finale Tauron Ligi. One dolecą na turniej do Quezon na Filipinach. Rywalizację w Bossier City zaplanowano na dni 31 maja-5 czerwca, a rywalkami Polek będą Niemki, Koreanki, Brazylijki i Kanadyjki.

Więcej o: