Wołosz patrzyła zrezygnowanym wzrokiem na koleżanki. Smutny "last dance" wielkiego Conegliano

Jakub Balcerski
Joanna Wołosz po ostatniej piłce meczu z Vakifbankiem tylko rozłożyła ręce, schyliła smutno głowę i poszła pocieszać koleżanki z drużyny. Jej Imoco Volley Conegliano właśnie nie tylko przegrało finał Ligi Mistrzyń, ale także zostawiło z tyłu niezwykłą erę sukcesów. Bez happy endu.

To miał być piękny "last dance" jednej z najlepszych drużyn w historii siatkówki kobiecej. Zawodniczki Daniele Santarelliego pobiły rekord świata w liczbie wygranych meczów z rzędu, zdobyły piąte mistrzostwo i piąty Puchar Włoch w historii klubu, ale triumfu w Lidze Mistrzów sprzed roku nie zdołały już powtórzyć.

Zobacz wideo ZAKSA po przerwie odzyskała tytuł mistrza Polski. "Tajemnicą jest to, że ta drużyna ma świetną atmosferę"

"Last Dance" Conegliano okazał się wyraźną porażką. Klasa Egonu i Wołosz nie wystarczyła

Historia tego niezwykle utytułowanego zespołu pełnego klasowych zawodniczek skończyła się bez radości po wygranej, a ze smutkiem po wyraźnej porażce. Do wielkiego Vakifbanku Stambuł zabrakło wiele. Nie wystarczyła "tylko" walka o każdą piłkę Joanny Wołosz i genialna forma Paoli Egonu. Na przeciwniczki w niedzielę trzeba było czegoś więcej. Po trzecim secie drużyna Giovanniego Guidettiego padła na boisko i nie dowierzała.

Turczynki rozpoczęły świętowanie, gdy drużyna Joanny Wołosz po drugiej stronie stanęła w bezruchu na boisko. Włoszki wiedziały, że coś bezpowrotnie się skończyło. Ta drużyna po odejściach zaplanowanych po sezonie nie będzie już taka sama i zawodniczkom musiało być przykro, że to wszystko kończy się bolesną porażką 1:3 (22:25, 21:25, 25:23, 21:25). 

Niezwykła atmosfera w Stozicach. Nie "tylko", a "aż" finał Ligi Mistrzyń

Arena Stozice to hala stworzona do wielkich meczów. Ktoś powie: to tylko finał Ligi Mistrzyń. Ale aż cztery tysiące fanów Imoco Volley Conegliano, którzy stworzyli niesamowite show na położonych blisko boisko trybunach największej hali w stolicy Słowenii. Przed spotkaniem włoscy fani zrobili kocioł tak niesamowity, że w ich stronę z podziwem patrzył nawet trener Vakifbanku, Giovanni Guidetti. Podczas meczu wręcz natarczywie się gapił, jakby chciał wytrącić z równowagi największy motor napędowy swojego przeciwnika. W starciu kibiców Włoszki i ich tifosi nie miały sobie równych.

Oprawa finału stworzona przez CEV i Słoweńców też mogła imponować - dowiedzieliśmy się, że hymn CEV jednak ma słowa, a nie samą melodię, a do tego obejrzeliśmy pokaz odpalanych przy boiskowych bandach ogni i rozświetlających całą halę światłach. Wejścia zawodniczek mogły przyprawiać o ciarki na plecach - zwłaszcza gdy pojawiały się na nim Włoszki z Joanną Wołosz i Paolą Egonu na czele. Poza boiskiem było potężnie. Nadszedł czas na wielkie widowisko w trakcie samego spotkania.

Gabi świetnie weszła w rolę Haak. Nawet kibice nie pomogli Conegliano

Kibice nie przestawali. Gdy w pierwszym secie zrobiło się 15:15, bo po challenge'u okazało się, że Conegliano dotknęło siatki, na trybunie z fanami włoskiej drużyny pojawiły się przeraźliwe gwizdy. Zawodniczki próbowały udowodnić sędziom, że Kathryn Plummer dotknęła siatki jedynie swoim warkoczem i punkt należy się Włoszkom. Sędziowie stali jednak uparcie przy swojej decyzji, choć gwizdy tylko się wzmagały. 

Giovanni Guidetti na konferencji prasowej przed meczem dostał pytanie: "Czy możliwe, że finał i wygrana w Lidze Mistrzów rozstrzygnie się poprzez pojedynek Isabelle Haak z Vakifbanku i Paolą Egonu z Conegliano?". Odpowiedział wprost: może tak być. Wiedział, że jego zawodniczka dysponuje ogromnym potencjałem, a Włoszka jest przecież uważana za jedną z najlepszych atakujących na świecie. Ale na boisku w pierwszej partii działo się dokładnie odwrotnie: nic nie zależało od tych dwóch zawodniczek. Choć Egonu miała aż 67 procent skuteczności w ataku, to jej drużyna była o krok za Vakifbankiem. Z kolei Haak grała dość słabo - skończyła tylko cztery z trzynastu piłek. Zamiast Szwedki główną rolę na parkiecie przejęła Brazylijka Gabi. Pokazywała wirtuozerię gry na lewym skrzydle. Nieskuteczne okazały się tylko dwa jej ataki i pewnie poprowadziła swój zespół do wygranej 25:22 na otwarcie spotkania. 

"Ten Vakif, z którym" grał Rzeszów. Smutny, zrezygnowany wzrok Wołosz

Ciekawie mecz w trakcie drugiego seta skomentowała przyjmująca Developresu Bella Dolina Rzeszów, Jelena Blagojević. Serbka, która wybrała się na finały do Lublany, napisała na Twitterze "Ten Vakif z którym My grałyśmy". I ma pełną rację. W Lublanie zobaczyliśmy te same Turczynki, które, choć przegrały pierwszy mecz ćwierćfinałowy w Rzeszowie, na koniec okazały się lepsze w dwumeczu i w fantastycznym stylu odrobiły straty podczas rewanżu w Stambule. 

Tak, jak wtedy, w drugim secie odblokowała się Isabelle Haak. Zawodniczka, której wymagania kontraktowe podobno sięgają miliona euro, atakowała już z 55-procentową skutecznością, a w całym spotkaniu miała ją już na poziomie 42 procent. Conegliano nie miało gotowych odpowiedzi. A przede wszystkim towarzystwa dla Egonu. Ona i Joanna Wołosz jako jedyne trzymały bardzo wysoki poziom gry, ale aż zbyt często musiały jedynie spoglądać smutnym, zrezygnowanym wzrokiem na koleżanki z drużyny. Wynik 21:25 nie był tragedią, ale dawał zastrzyk pewności Turczynkom. Były już przecież jedynie o seta od pierwszej wygranej w Lidze Mistrzyń od czterech lat.

Guidetti rzucił notatkami i złożył ręce z politowaniem. Włoszki odżyły

10:10 w trzecim secie. Jeden z najbardziej wyrównanych momentów spotkania, dający jeszcze nadzieję Conegliano. Na zagrywkę po stronie Vakifbanku szła Isabelle Haak. Do atakującej podszedł trener Guidetti i w kilku krótkich słowach próbował ją zmotywować. Kolejne dwie zagrywki? Dwa punkty dla Vakifbanku. Najpierw bezpośrednio po serwisie, potem dzięki blokowi po słabej akcji Conegliano. A później jeszcze kilka fenomenalnych ataków. "Bella', jak Haak lubi nazywać Guidetti, tylko potwierdzała: umiem zrobić różnicę. 

I gdy wydawało się, że wypracowana przewagę zrobi różnicę na wagę zwycięstwa w Lidze Mistrzów, Conegliano ruszyło z miejsca. Blokowało Gabi, uruchomiło lewe skrzydło i środek, żeby odpowiednio odciążyć Paolę Egonu, a przede wszystkim zaczęło regularnie skutecznie bronić - robiło wszystko, żeby pozostać w grze. Nie chciało oddać tego finału bez walki. Po ataku Paoli Egonu, który dał Włoszkom punkt na 23:21 Giovanni Guidetti tylko podszedł do ławki rezerwowych, rzucił notatkami i z politowaniem złożył ręce w kierunku swoich zawodniczek. Ale to nie odmieniło ich gry. Na Conegliano nie pomogłaby w końcówce tego seta nawet czarna magia. Niewykorzystana pierwsza piłka setowa? Od czego jest Egonu? Skończy atak pomimo kiepskiego przyjęcia przy drugim setbolu. I zrobiło się 1:2, a trybuna z kibicami Conegliano wreszcie odżyła.

Piąta wygrana w Lidze Mistrzów w historii Vakifbanku

10:10 w czwartym secie, według sędziów Miriam Sylla właśnie wyrzuciła piłkę w aut bez dotknięcia bloku rywalek. Sylla i całe Conegliano mówi co innego. Trener Daniele Santarelli nie jest przekonany, ale prosi o challenge. Chwilę później podchodzi do sędzi liniowej i pokazuje skrzyżowane palce. Kilka chwil później telebim w Arenie Stozice pokazuje, że piłka dotknęła palców u jednej z blokujących Vakifbanku i to Włoszki zyskują punkt. Sam Santarelli wydaje się być w szoku, ale uśmiecha się i uspokaja rozradowane zawodniczki.

To jeden z momentów, który pokazuje, że Conegliano potrafi jako drużyna wyjść z kryzysu. Ale od połowy czwartego seta właśnie drużyny zaczyna u Włoszek brakować. To, co pojawiło się w trzecim secie - wsparcie dla fantastycznej Paoli Egonu - zaczęło zanikać. A bez rozłożenia sił i odciążenia atakującej nie było tu szans dla mistrzyń Włoch. Vakifbank doskonale wykorzystywał ich słabości. Do pogrążenia prawie całej hali w Lublanie w smutku wystarczyła im jedna piłka meczowa wykorzystana przez niesamowitą w tym spotkaniu Gabi. Świętowanie piątego triumfu w Lidze Mistrzów w historii Vakifbanku rozpoczął sektor kibiców ze Stambułu. 

Koniec "dream teamu". Najlepszy trener na świecie potwierdził swoją wartość

Nie wystarczyło nieprawdopodobne 39 punktów Paoli Egonu. Jeden set okazał się być odpowiedzią, która nie odwróci już przebiegu meczu. Wołosz tylko bezradnie rozłożyła ręce i poszła pocieszać koleżanki. W mixed zonie przy rozmowach dla telewizji u samej Polki emocje brały już górę i coraz ciężej się jej rozmawiało z dziennikarzami. Podobnie, jak pozostałym zawodniczkom Conegliano. Niektóre z nich schodziły do szatni zupełnie zapłakane. Rozradowany był sztab Giovanniego Guidettiego i sam szkoleniowiec. Właśnie udowodnił, że nazywanie go najlepszym na świecie nie jest przesadą.

To historyczny moment dla Conegliano. Drużyna, która potrafiła wygrać ponad 70 meczów z rzędu po części się rozpada. Odejdzie część gwiazd, w tym Paola Egonu. Wołosz zostanie i już żałuje, że nie będzie mogła dłużej grać w "dream teamie" zbudowanym we Włoszech. A teraz najbardziej szkoda jej, że nie udało się spiąć okresu spędzonego z zawodniczkami opuszczającymi klub zwycięską klamrą.

Więcej o: