"W moim sercu jest ból. Kasa to nie wszystko". Legenda Zaksy przed finałem Ligi Mistrzów

Łukasz Jachimiak
- Okazało się, że Polak też potrafi - zauważa Paweł Papke. Kto, jak i co zrobił w Kędzierzynie-Koźlu, że Zaksa mimo odejścia trzech gwiazd, trenera i prezesa znów zagra w finale Ligi Mistrzów? Mecz z Itasem Trentino w niedzielę o godz. 21 w Lublanie. Relacja na żywo na Sport.pl.

Rok temu w Weronie Zaksa wygrała z Itasem 3:1 i została drugim polskim klubem w historii, który wywalczył Puchar Europy. Teraz Zaksa może obronić trofeum. Jest wciąż wielka, mimo że po ubiegłorocznym sukcesie straciła Benjamina Toniuttiego, Jakuba Kochanowskiego i Pawła Zatorskiego, a także trenera Nikolę Grbicia i kilka miesięcy później prezesa Sebastiana Świderskiego.

Zobacz wideo ZAKSA po przerwie odzyskała tytuł mistrza Polski. "Tajemnicą jest to, że ta drużyna ma świetną atmosferę"

Paweł Papke grał w Kędzierzynie-Koźlu w latach 1996-2003, z Mostostalem zdobył pięć tytułów mistrza Polski, a Ligę Mistrzów kończył na trzecim i czwartym miejscu. Były atakujący reprezentacji Polski cały czas uważnie śledzi to, co dzieje się w Zaksie. Były prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej wie, co i jak zrobiła, że mimo wielu zmian nie straciła na jakości.

Łukasz Jachimiak: Na początek będzie cytat sprzed ubiegłorocznego finału Ligi Mistrzów. "Zaksa to w tym sezonie może najlepsza drużyna w Europie, a więc i na świecie. Szkoda tylko, że za chwilę ta drużyna przestanie istnieć, że zawodnicy poodchodzą. Ale niech na koniec wygrają razem Ligę Mistrzów, to żal będzie mniejszy". Kto tak mówił?

Paweł Papke: Oczywiście pamiętam, że to moje słowa.

Wszyscy tak myśleliśmy, wszyscy się martwiliśmy i nikt się nie spodziewał, że po tylu zmianach Zaksa utrzyma poziom. A przecież jeśli wygra finał Ligi Mistrzów, to nawet przebije wynik sprzed roku, bo będzie miała potrójną koronę.

- Zgadza się, wtedy był Puchar Polski, była wygrana Liga Mistrzów i było wicemistrzostwo Polski. A teraz Zaksa może wygrać wszystko. Widać, że Sebastian Świderski wiedział, jak poukładać te wszystkie klocki. Wypadło mu trzech bardzo ważnych graczy, odszedł trener, a on znalazł świetne zastępstwa. Znakomity okazał się przede wszystkim transfer Marcina Janusza. Janusz wypełnił lukę po odejściu Toniuttiego, czyli gościa, który wydawał się być człowiekiem nie do zastąpienia. Okazało się, że Polak też potrafi. Polak wymyślił Polaka, ściągnął go i Marcin zagrał fantastyczny sezon.

Wilfredo Leon pracuje z Nikolą Grbiciem w Sir Safety PerugiaWystęp Leona w Lidze Narodów pod znakiem zapytania. Konieczna może być operacja

Trzeba pamiętać, że przed przyjściem do Zaksy Janusz był już znany w lidze, ale różnie mu się układało. W Zaksie stał się świetny. Pomogło mu to, że grał z innymi dobrymi siatkarzami. Wkomponował się w drużynę z siatkarzami o ogromnych umiejętnościach, dzięki czemu sam pokazał swój potencjał. Jako człowieka pracującego w Polskim Związku Piłki Siatkowej bardzo mnie cieszy, że mamy siatkarza, który może przez kilka najbliższych lat spokojnie prowadzić grę naszej reprezentacji.

Janusz świetnie zastąpił Toniuttiego, co nie było oczywiste, ale też wydawało się, że bardzo trudno będzie zastąpić Jakuba Kochanowskiego i Pawła Zatorskiego.

- Kończąc kwestię Janusza, uważam, że wkomponował się znakomicie, bo na skrzydłach nie było zmian. Kaczmarek, Semeniuk i Śliwka gwarantowali najwyższy potencjał ofensywny i defensywny. Oczywiście Norbert Huber bardzo dobrze zastąpił Kochanowskiego, a Erik Shoji potwierdził, że jest bardzo dobrym libero i, jak widać, wypełnił lukę po Zatorskim.

Rok temu pewnie wszyscy by się zgodzili, że Toniutti jest lepszy od Janusza, Kochanowski od Hubera, a Zatorski od Shoji'ego. Jak dziś pan widzi te rywalizacje?

- Na pewno można tu stawiać znaki równości. Zyskali gracze, którzy przyszli do lepszej drużyny. Oni podnieśli swoje możliwości, wzrosła ich klasa. A stracili ci, co poszli do drużyny, która się szamocze.

Kochanowski i Zatorski odeszli do Resovii, która jak zawodziła, tak dalej zawodzi.

- W Resovii zabrakło pomysłu albo zawodnikom, albo trenerowi, albo prezesowi - nie mi to oceniać. W każdym razie klasowi siatkarze, wybitni reprezentanci Polski, nagle się tam pogubili. Z różnych względów - zdrowotnych, psychicznych, przez to, że się w dany zestaw zawodników nie wkomponowali, że sprowadzenie sześciu czy siedmiu nowych siatkarzy w jednym momencie to nie jest najlepszy pomysł na zbudowanie kolektywu. A przede wszystkim graczy trzeba znać. Największym problemem jest to, że polskimi klubami zarządzają ludzie, którzy siatkarzy nie do końca znają. Myślą, że kogoś kupią i ten ktoś na pewno będzie u nich dobrze grał. Trzeba znać psychikę, znać człowieka od strony prywatnej. To jest najważniejsze. Sebastian Świderski zna prywatnie wszystkich zawodników, wszystkich trenerów i menedżerów. To jest jego ogromna przewaga nad innymi szefami, też często dobrymi. A zwłaszcza nad tymi, którzy nie wywodzą się z siatkówki.

Semeniuk odchodzi z ZAKSY do Włoch. Semeniuk odchodzi z ZAKSY do Włoch. "W Polsce osiągnął wszystko"

Ale teraz Świderski jest już szefem PZPS-u, a prezesem Zaksy od stycznia jest Piotr Szpaczek. Za chwilę odejdzie Semeniuk do Perugii, będzie zmiana trenera i znowu będzie trzeba reagować na problem. Może nie jest aż tak gorąco jak rok temu, ale nowy prezes musi znaleźć zastępstwo dla kluczowego gracza.

- Tak, Semeniuk to kluczowy zawodnik. Zastąpić go będzie bardzo trudno. Nie chcę przesadzić, mówiąc, że to już wybitny siatkarz, ale na pewno świetny i jeszcze z potencjałem do rozwoju. Dowodem przejście do Perugii, jednego z najbogatszych i najlepszych klubów świata. Tam się ściąga siatkarzy prezentujących tylko klasę mistrzowską. Na pewno będzie go trudno zastąpić i nie wiem, jaki pomysł ma Zaksa. Ale wróćmy do Sebastiana Świderskiego. Oczywiście jego już nie ma we władzach klubu, ale on jest mieszkańcem Kędzierzyna i myślę, że nowy prezes może liczyć na jego wsparcie, na podpowiedź ewentualnego rozwiązania. Z tego, co widzę, pomysł na nową drużynę też będzie. Czy na takim samym, najwyższym poziomie? Nie ukrywajmy, tu ważne będzie finansowanie. Trzeba zebrać spore środki od sponsorów, żeby móc cały czas rywalizować na takim poziomie, jak to robi Zaksa.

Podkreślmy, że Zaksa jest na topie, mimo że finansowo wcale nie jest najmocniejsza w Polsce, a co dopiero mówić o Europie.

- Zgadza się, topowe kluby z Rosji i Włoch mają budżety trzy razy większe. Oczywiście rosyjskie kluby są teraz zawieszone ze względu na wojnę w Ukrainie, i bardzo dobrze, natomiast tam nadal transferują zawodników. I, jak wyczytałem, Sam Deroo [ostatnio grał w Resovii] idzie tam grać, co jest smutną informacją. A wracając do Zaksy - tak, nie jest najbogatszym klubem w Polsce i tym bardziej w Europie, więc tym większy szacunek za to, co robią chłopaki na boisku i co robi kadra zarządzająca, mając budżet dwa-trzy razy niższy od największych rywali zagranicznych i o kilka milionów mniejszy niż niektóre polskie kluby.

Niektóre, czyli Resovia, Jastrzębski i jeszcze któryś klub?

- Jeszcze oczywiście Skra.

Trudno uwierzyć, że tam nie doszło do sporej finansowej zadyszki, patrząc na skład.

- A to już proszę zadzwonić do prezesa tego klubu i z nim rozmawiać o tym, jak budowany jest zespół. Mnie proszę o to nie pytać, mi nie wypada mówić o problemach tamtego klubu.

Norbert Huber doznał kontuzji w meczu finałowym PlusLigiDramat Norberta Hubera. Potwierdziły się najgorsze przypuszczenia. "Dłuższa przerwa"

Wracamy do Zaksy - jakie szanse daje jej pan w finale LM z Trentino?

- Rok temu byłem lekko sceptyczny, a teraz szanse oceniam 50 na 50. Wielka szkoda, że nie zagra Huber. To olbrzymie osłabienie. Ale w czwartym meczu finału z Jastrzębskim chłopcy sobie dali radę, Janusz wymyślił inną taktykę, całkowicie inaczej poprowadził grę, zaskakując chłopaków z Jastrzębia. Oby z Trentino trochę nie zabrakło ofensywnej siły Hubera. Ale wierzę, że będzie dobrze. Zwłaszcza że do Lublany wybierają się setki kibiców z Kędzierzyna i całej Polski. Wsparcie dla Zaksy będzie ogromne i będziemy też kibicowali Asi Wołosz, żeby zdobyła kolejny tytuł [Imoco Volley Conegliano z Polką w składzie zagra z VakifBankiem Stambuł].

Chcę się upewnić - mówiąc, że Marcin Janusz wymyślił taktykę na ostatni mecz finału PlusLigi, nie chciał pan wbić szpilki trenerowi Gheorghe Cretu?

- Nie, nie, nie! Na pewno wszystko przeanalizował sztab trenerski. Do tego doszły umiejętności analityczne Janusza.

A myśli pan, że zmiana Cretu na Tuomasa Sammelvuo będzie dla Zaksy z korzyścią, ze stratą, czy po prostu zostanie zachowany ten sam poziom na ławce?

- To jest smutna historia, bo wiem, że trener Cretu miał od klubu propozycję znacznej podwyżki, ale okazało się, że jest kolejnym panem sfiksowanym na środki finansowe z Rosji. Przez wojnę w Ukrainie ten plan mu padł, a Sebastian w międzyczasie postanowił już kontraktować innego trenera. Nie dziwię się - jak trener prowadzi najlepszą drużynę mocnej, polskiej ligi, jak dostaje jedną i drugą propozycję podwyżki, ale je odrzuca, to władze klubu nie mogą czekać aż się sezon skończy. Podpisany został inny trener, bardzo dobry.

I to Świderski sprowadził Sammelvuo? Przecież od stycznia nie jest już prezesem Zaksy.

- Rozmowy zaczęły się w grudniu. Z nowym trenerem dokończył je nowy prezes. Natomiast Sebastian jeszcze łącząc pracę w roli prezesa PZPS-u z pracą w roli prezesa Zaksy złożył trenerowi Cretu poważne, dobre propozycje. Niestety, trener miał inny plan na swoje życie. Teraz będzie musiał sobie jakoś poradzić. I sobie poradzi, bo to jest bardzo dobry trener, naprawdę fachowiec. Natomiast w moim sercu jest ból, że przychodzi człowiek do pracy z najlepszą polską drużyną, że podawana jest mu ręka, a on już w połowie sezonu, po czterech miesiącach, myśli o większej kasie w Rosji i nie patrzy na to, że tu ktoś mu pomógł. Niedocenianie polskiej ligi i polskiej siatkówki boli. Kasa to nie wszystko.

Więcej o: