Fornal show nie wystarczył. Walec ZAKSA jedzie dalej i jest blisko mistrzostwa

Walka Jastrzębskiego Węgla i show Tomasza Fornala nie wystarczyły, by zatrzymać walec o nazwie Grupa Azoty ZAKSA. Kędzierzynianie, mimo przespania początku spotkania, wygrali obfitujący w zwroty akcji mecz wyjazdowy 3:2 i w finałowej walce o mistrzostwo Polski prowadzą 2-0. Pierwszą okazję do postawienia kropki nad "i" w rywalizacji z obrońcami tytułu będą mieli w środę.

Duże emocje, akcje warte zapamiętania i tie-break, w którym do końca nie było wiadomo, kto będzie się cieszył z ostatniego punktu - sobotni mecz można nazwać wartym finału. Był to już ósmy w tym sezonie pojedynek Grupy Azoty Zaksy Kędzierzyn-Koźle z Jastrzębskim Węglem, ale pierwszy aż tak wyrównany. Co prawda w rewanżowym półfinale Ligi Mistrzów również skończyło się na pięciu setach, ale prowadząca wówczas 2:0 ekipa z Opolszczyzny, która była już pewna awansu do finału, od tego momentu grała bez kilku podstawowych siatkarzy.

Zobacz wideo Kto zostanie siatkarskim mistrzem Polski?

Wszystkie pozostałe mecze tych drużyn w bieżącym sezonie kończyły się wynikiem 3:0. Przy czym zaledwie raz zwycięzcą byli jastrzębianie, którzy w październiku sięgnęli dzięki temu po Superpuchar Polski. Potem nastał czas dominacji kędzierzynian, który w kolejnych spotkaniach z ekipą ze Śląska - tak jak i z innymi rywalami - rozprawiał się niczym walec. 

Drzemka Zaksy bez poważnych konsekwencji

Początek sobotniej konfrontacji jednak siatkarze prowadzeni przez trenera Gheorghe Cretu ewidentnie przespali. Słabszą postawę w ataku Łukasza Kaczmarka i Kamila Semeniuka wykorzystali bezlitośnie gospodarze. Dobrze prezentował się m.in. przyjmujący Rafał Szymura, który w tym sezonie wraca do reprezentacji Polski po trzyletniej przerwie. 

Świetną grę, do jakiej przyzwyczaiła swoich kibiców, ZAKSA pokazała dopiero od drugiego seta. Poprawiła skuteczność, a grą drużyny popisowo kierował Marcin Janusz. Po dotkliwej porażce do 16 - obrońcy tytułu nie zamierzali jednak ustępować pola rywalom i wrócili na właściwie tory. W porównaniu z pierwszym meczem finału przede wszystkim znacząco ograniczyli liczbę błędów. W środę oddali przeciwnikom w ten sposób bowiem aż 28 punktów, czyli ponad seta.

W szeregach miejscowych szalał Tomasz Fornal, swoje dokładał też francuski rozgrywający Benjamin Toniutti oraz jego rodacy atakujący Stephen Boyer i przyjmujący Trevor Clevenot. Falowanie w tym spotkaniu trwało w najlepsze. Podrażniona stratą drugiego już seta ZAKSA sprawiła przeciwnikom prawdziwe lanie, pokonując ich do 12. W tie-breaku do Fornala w zdobywaniu ważnych punktów dołączył Jan Hadrava, ale w kluczowych momentach cenne punkty blokiem notowali kędzierzynianie. Spotkanie zamknęli jednak dopiero po wykorzystaniu czwartej piłki meczowej.

ZAKSA o krok od mistrzostwa Polski. Jastrzębski pokonany po raz siódmy z rzęduZAKSA o krok od mistrzostwa Polski. Jastrzębski pokonany po raz siódmy z rzędu

- Ten mecz wiele nas kosztował. Myślę, że było widać po nas w końcówce, że daliśmy z siebie wszystko. Bardzo się cieszymy, że przyniosło to efekt. To spotkanie szczególnie pokazało, że Jastrzębskiego Węgla nigdy nie można lekceważyć i powiedzieć, że już jest po sprawie - podkreśla Semeniuk.

Dwa zwycięstwa do wykasowania

Statuetkę dla MVP meczu dostał środkowy David Smith. Amerykanin zdobył 12 punktów, miał 75 procent skuteczności w ataku, cztery razy postawił szczelny blok i posłał dwa asy. Po raz kolejny jednak sprawdziło się, że największą siłą Zaksy jest jej zespołowość i rozłożenie sił w ataku - Kaczmarek i Semeniuk zdobyli po 19 pkt, a Aleksander Śliwka o trzy mniej. W ekipie gospodarzy wyraźnie pod tym względem wyróżniał się Fornal, zdobywca 23 "oczek". Hadrava miał ich 12.

Nic dziwnego, że jastrzębianie po tym spotkaniu byli podłamani. Po raz siódmy z rzędu doznali porażki z tym rywalem, a w finale PlusLigi przegrywają już 0-2.

- Brakuje nam tego czegoś. (...) Po raz kolejny mamy materiał do analizy. Jesteśmy już coraz bliżej, żeby pokonać Zaksę. Na pewno się nie poddamy, ale...dobrze, że jutro mamy wolne, bo będziemy mogli odpocząć psychicznie - przyznaje środkowy Łukasz Wiśniewski.

Kędzierzynianie, choć są bliscy upragnionego odzyskania tytułu, to jeszcze szampanów nie chłodzą. - Absolutnie nie możemy popadać w hurraoptymizm. Wiemy, jaką jakość ma Jastrzębski Węgiel, jaka to niesamowita drużyna. Wygraliśmy dopiero dwa mecze i wszystko teraz kasujemy i myślimy o spotkaniu w Kędzierzynie-Koźlu. By zagrać na jak najlepszym poziomie i odzyskać tytuł - zaznacza Kaczmarek.

Więcej o: