"Inaczej nie mogłam". Smarzek wyjaśnia, dlaczego nie zagra w kadrze

- To jeszcze nie jest ten moment - mówi Sport.pl Malwina Smarzek i zapewnia, że po sezonie odniesie się do krytyki, która na nią spadła w nawiązaniu do inwazji Rosji na Ukrainę. Decyzja o nieobecności w reprezentacji Polski podczas Ligi Narodów stawia ją z kolei w bardzo trudnym położeniu pod kątem udziału w mistrzostwach świata. - Ciężko było ją podjąć, ale inaczej nie mogłam zrobić - podkreśla siatkarka.

Pierwsza fala krytyki spadła na nią za brak natychmiastowego odejścia z Lokomotiwu Kaliningrad po rozpoczęciu wojny na Ukrainie. Nasiliła się, gdy okazało się, że klub i jego kibice poparli tę inwazję. Malwina Smarzek niedługo później opuściła drużynę, ale doszły pretensje za brak otwartego potępienia Rosji. Punktem kulminacyjnym był pamiętny transparent fanów ŁKS-u Commercecon Łódź podczas półfinału Tauron Ligi. Baner z napisem "smarZek WRACAJ DO rosji" doprowadził zawodniczkę, która pod koniec marca dołączyła do Developresu Bella Dolina Rzeszów, do łez. Wciąż milczy ona w tej sprawie, ale - jak zapowiada - nie będzie to trwało w nieskończoność.

Zobacz wideo Kto zostanie siatkarskim mistrzem Polski?

- To jeszcze nie ten moment, by wypowiadać się na ten temat. Walczymy teraz w finale ekstraklasy. Będzie na to czas po sezonie, na spokojnie - zaznacza.

Nie wszyscy zamierzają cierpliwie czekać i niespełna 26-letnia siatkarka wciąż jest celem krytyki oraz ataków słownych, które głównie pojawiają się w internecie. - Bardzo się staram odciąć od tego obecnie, ale wiadomo, że coś do mnie dociera. Gdy byłam w Łodzi, to odciąć się nie dało… - przyznaje, nawiązując do wspomnianego transparentu.

Malwina Smarzek i transparent, jakim przywitano ją w Łodzi"Paskudny, obrzydliwy" transparent. Smarzek płakała, a liga myśli o karze

"Pojawiło się 25 teorii spiskowych"

W środę o Smarzek zrobiło się głośno także za sprawą jej nieobecności wśród reprezentantek kraju powołanych do ostatecznego składu na tegoroczną Ligę Narodów. Atakująca podjęła taką decyzję ze względów zdrowotnych.

- Chciałabym ugasić pożar i domysły, że jest tu jakaś duża afera. Pojawiło się 25 teorii spiskowych. Nie dzieje się nic poważnego. Chciałabym być w stu procentach zdrowa na kadrze. No może w stu się nie da, bo zawsze coś tam dolega, ale granie nieprzerwanie ciągiem kadra-klub-kadra-klub, jak jest od kilku lat w moim przypadku, swoje robi. Szczególnie po tym sezonie spędzonym w Rosji, który był bardzo ciężki fizycznie dla mnie i po prostu wiem, że nie byłabym w stanie pociągnąć tak na dłuższą metę. Sezon kadrowy jest długi, więc teraz chcę się po prostu wyleczyć w stu procentach, żeby być gotową. Jeśli trener Stefano Lavarini będzie mnie widział w składzie na mistrzostwa świata i ja będę się czuła gotowa, to świetnie. Jeśli nie, to nie i tyle - podsumowuje.

W barwach Developresu zagrała w czterech meczach, w tym tylko w jednym w pełnym wymiarze. Szczegółów dotyczących kłopotów zdrowotnych nie chce podawać. Kiedy będzie gotowa do gry?

- Trochę czasu potrzebuję. Sama rehabilitacja trochę potrwa, a dojdzie jeszcze przygotowanie fizyczne, które wówczas będę musiała zrobić praktycznie od zera. Ale na mistrzostwa świata na sto procent będę gotowa. Do trenera będzie należała decyzja, czy będzie mnie widział w składzie, czy też nie - podkreśla.

Doświadczona zawodniczka ma pełną świadomość, że ominięcie Ligi Narodów - głównego sprawdzianu przed czempionatem globu - sprawi, że jej szanse na udział w docelowej tegorocznej imprezie maleją. - Personalnie to bardzo ryzykowna decyzja i ciężko mi ją było podjąć, ale inaczej nie mogłam zrobić - zapewnia.

Developres bez marginesu błędu

Developres w finale Tauron Ligi, w którym rywalizacja toczy się do trzech zwycięstw, przegrywa z Grupą Azoty Chemika Police 0:2. W czwartkowy wieczór rzeszowianki we własnej hali doznały porażki 1:3, choć w pierwszym secie rozgromiły rywalki do 15. Potem jednak niespodziewanie dopadła je prawdziwa niemoc. Smarzek niemal całe spotkanie obejrzała z kwadratu dla rezerwowych.

- Co się stało po tym pierwszym secie? To jest bardzo ciężkie pytanie i myślę, że teraz każdy w naszym zespole będzie szukał na nie odpowiedzi. Według mnie był to dużo gorszy mecz po obu stronach niż ten poprzedni w Policach. Trzeba jednak oddać rywalkom, że w tym spotkaniu grały znacznie stabilniej od nas. Miałyśmy sporo fajnych akcji, ale też zrobiłyśmy dużo prostych błędów. Skomplikowałyśmy sobie tym bardzo sytuację - przyznaje atakująca.

Chemik Police18-latka najlepsza na boisku. Nietęga mina Antigi w drugim meczu finału mistrzostw Polski

Chemik pod koniec pierwszego pojedynku finałowego stracił Marlenę Kowalewską, która zerwała więzadła w prawym kolanie. W miejsce reprezentantki Polski od tego czasu za prowadzenie gry obrończyń tytułu odpowiada Brazylijka Naiane De Almeida.

- Pokazała, że nie jest rozgrywającą znikąd. Zagrała dobry mecz, solidnie. Nie oglądałam wszystkich spotkań Tauron Ligi w tym sezonie, ale wiem, że Naiane grała wcześniej dużo mniej niż "Marley" i dużą sztuką było dla niej wejść teraz na tej najważniejszej pozycji i kierować grą. Zrobiła to dobrze. Dziewczyny wygrały, więc brawa dla niej. Na 100 procent poziomu gry Chemika nie obniżyła. Pokazała, że jest w stanie zastąpić pierwszą rozgrywającą - ocenia Smarzek.

Brak podstawowej zawodniczki na tej pozycji w kluczowym momencie sezonu jest ogromną stratą dla zespołu. Atakująca rzeszowskiej drużyny wskazuje, że jej i jej koleżankom z klubu taki rozwój sytuacji również w pewien sposób utrudnił przygotowania do drugiej odsłony finału.

- Nie podchodziłyśmy do tego meczu z nastawieniem "nie będzie Marleny, więc będzie łatwiej". Na pewno nie. Było nawet pod pewnym względem trudniej, bo nie znałyśmy Naiane wcześniej zbytnio. Miałyśmy oczywiście wideo, ale materiału było mało. Brazylijka mogła więc nas zaskoczyć stylem gry. Czasami taka kontuzja podstawowej zawodniczki odwraca trochę sytuację. Ale nie ma co na to patrzeć. Jedziemy do Polic walczyć o to, aby wygrać trzy kolejne mecze w tym finale - deklaruje.

Developres jest pod ścianą i nie ma już marginesu błędu, jeśli chce zachować szanse na odebranie tytułu Chemikowi. Trzecie spotkanie odbędzie się w niedzielę.

- Nie może być już trudniej. Tzn. może, jeśli będzie 0:2 w setach w Policach i trzeba będzie z tego stanu wyjść. Ja i tak dalej wierzę, że jedziemy tam po zwycięstwo. Nikt na pewno nie będzie się teraz załamywał, bo to nie o to tu chodzi. W siatkówce różne sytuacje się odwracało i to nie takie, więc dopóki ten finał będzie trwał, to wszystko jest możliwe - przekonuje siatkarka reprezentacji Polski.

Więcej o: