Dotychczas tylko trzy zespoły triumfowały rok po roku w Lidze Mistrzów (najbardziej prestiżowe kontynentalne rozgrywki klubowe funkcjonują pod tą nazwą od sezonu 2000/01). Teraz do rosyjskich Biełogorie Biełgorod i Zenita Kazań oraz włoskiego Itas Trentino szansę dołączyć ma ZAKSA (w europejskich pucharach występuje pod skróconą nazwą Grupa Azoty Kędzierzyn-Koźle).
W półfinale tej edycji pokonała Jastrzębski Węgiel, a kiedy na boisku występowała w podstawowym składzie, pojedynek był dość jednostronny. Wpływ na to bez wątpienia miały kłopoty zdrowotne rywali prowadzonych przez Andreę Gardiniego i warto też zauważyć, że z kolei ZAKSA mogła wcześniej zaoszczędzić nieco sił. W ćwierćfinale ekipa trenera Gheorge Cretu otrzymała walkower - miała zmierzyć się z Dynamem Moskwa, a rosyjskie kluby wykluczono z powodu inwazji na Ukrainę. Nikt obserwujący grę kędzierzynian nie neguje jednak ich znakomitej dyspozycji.
W tym sezonie sięgnęli już po Puchar Polski, awansowali do finału LM, a tuż przed zakończeniem fazy zasadniczej w PlusLidze zajmują pierwsze miejsce w tabeli. W ekstraklasie wygrali póki co 22 z 25 spotkań. Niewykluczone, że tym razem uda im się osiągnąć to, czego byli blisko w rozgrywkach 2020/21, czyli triumfu w LM, polskiej lidze i krajowym pucharze. Do pełni szczęścia zabrakło wówczas tytułu mistrza Polski. Choć przez cały sezon szli jak burza, w finale złapali zadyszkę i niespodziewanie ulegli jastrzębianom.
Trwające obecnie pasmo sukcesów tego klubu (dominował w kraju i pokazywał się z dobrej strony na arenie międzynarodowej także na przełomie XX i XXI wieku) rozpoczęło się w sezonie 2015/16. Od tego czasu jest stałym uczestnikiem finałowej walki o mistrzostwo Polski, którą trzykrotnie rozstrzygnął na swoją korzyść. Rozgrywki 2019/20 zostały zakończone przedwcześnie z powodu pandemii COVID-19 i medali nie przyznano, ale ZAKSA wtedy również była na pierwszym miejscu.
ZAKSA z rozbitym kręgosłupem
Przez ostatnie lata przy pytaniu o przyczyny dominacji tej drużyny często wskazywano na stabilność składu. Właśnie w 2015 roku dołączył do niej siatkarz stanowiący bezsprzecznie kluczowe ogniwo - Benjamin Toniutti. Francuz zbierał zewsząd pochwały i oczywistym był jego wkład w sukcesy ekipy z Kędzierzyna-Koźla. Trudno było sobie ją wyobrazić bez mierzącego 183 cm rozgrywającego. Dwanaście miesięcy przed nim w zespole pojawił się libero Paweł Zatorski, którego pozycja również przez te wszystkie lata była niepodważalna. W poprzednim sezonie zaś mocnym punktem był też reprezentacyjny środkowy Jakub Kochanowski.
Gdy okazało się, że wszyscy trzej zmienią barwy klubowe, wydawało się, że ZAKSA zostanie bardzo poważnie osłabiona i nie sposób będzie zastąpić ich bez obniżenia jakości gry. Przed realizacją "mission impossible" stanęli pozyskani w ich miejsce Marcin Janusz, Amerykanin Erik Shoji i Norbert Huber.
- Odeszło trzech kluczowych graczy - mózg drużyny, środkowy, który był w świetnej formie oraz krajowa "jedynka" na pozycji libero. To było praktycznie rozbicie kręgosłupa drużyny, logicznie rzecz biorąc. Dokonano jednak bardzo rozsądnych zmian. Uzupełnień w składzie zespołu, które dały mu pewną świeżość. To wszystko połączyło się w pewien łańcuch. Niby doszło trzech graczy do podstawowego składu, ale drużyna dalej funkcjonuje na najwyższym poziomie - mówi Sport.pl były trener reprezentacji Polski, a obecnie komentator Ireneusz Mazur.
I nie szczędzi komplementów całej wspomnianej trójce, która dołączyła do ZAKSY jesienią. - Janusz gra bardzo dobrze, widać u niego myśl. Jedyna obawa dotyczy jego zdrowia. To jest największy problem. Jeśli chodzi o kreowanie gry, to już parę razy wygrał w tym sezonie z Toniuttim, który ma w Jastrzębskim Węglu skład - jak to mówią - klękajcie narody. Hubert jest zjawiskową postacią na środku. Shoji na dziś jest chyba dla wszystkich numerem jeden wśród libero w naszej lidze - wyliczał.
Świderski trzymał rękę na pulsie
Uniknąć całkowitej rewolucji udało się dzięki temu, że w zespole pozostali m.in. dwaj zawodnicy, którzy w poprzednim sezonie byli liderami w ofensywie. Mowa o przyjmujących Aleksandrze Śliwce i Kamilu Semeniuku. Pierwszy został MVP finału LM, drugi okazał się rewelacją sezonu i przebojem wdarł się do kadry. Nieco w ich cieniu był atakujący Łukasz Kaczmarek, który również jednak nie zawodził.
- Oś, którą stanowili - wraz ze środkowym Davidem Smithem - była pewnego rodzaju bazą. Na niej można było budować zespół na kolejny sezon. Nowi gracze świetnie się tu wkomponowali - ocenił Mazur.
Jego zdaniem pochwały za taki dobór personalny należą się Sebastianowi Świderskiemu. Na początku roku został zastąpiony przez Piotra Szpaczka w roli prezesa ZAKSY w związku z tym, że sam jesienią objął stery w Polskim Związku Piłki Siatkowej.
- To jeszcze Sebastian budował skład na ten sezon i trzymał rękę na pulsie. Należą mu się za to ukłony. Świetne zmiany - podsumował ekspert.
Zdaniem Mazura nie da się wybrać zawodnika, który obecnie jest największą gwiazdą u kędzierzynian. Wynikać ma to ze swoistego fenomenu tej drużyny. - Polega on na tym, że każda z gwiazd, które tam są, składa na ołtarzu swoje osobiste ambicje w imię dobra i jedności drużyny. Każdy z tych siatkarzy jest mimo wszystko bardzo skromny i poukładany. A to są jednak klubowi mistrzowie Europy, którzy teraz znów są w finale - podkreślił.
Ze wspomnianej nowej trójki szczególnie trudne zadanie miał Janusz. Niemal niemożliwym wydawało się zastąpienie zawodnika tej klasy co Toniutti.
- Ten problem był wielokrotnie podnoszony i obawy były bardzo duże. Czy Marcin jest w stanie sobie podporządkować drużynę, a nie, by on się podporządkował pod grę zawodników, do których dołączył? Czy jego poziom gry i osobowość będą wystarczające, by - wzorem Francuza - być takim kreatorem gry? Oczywiście, ma inne parametry fizyczne, ale jeśli chodzi o pozostałe elementy, to również jest zawodnikiem wyjątkowym. Spoczywa na nim duża odpowiedzialność. Widać jednak, że dzięki szansie, jaką dostał w ZAKSIE, odbudował wiarę we własne siły po wcześniejszych kłopotach zdrowotnych - analizował Mazur.
ZAKSA techniczna kontra ZAKSA atletyczna
Na barkach Świderskiego było też znalezienie w dość krótkim czasie następcy Nikoli Grbica. Ten ostatni w ubiegłym roku dostał ofertę z Sir Sicoma Monini Perugii i poprosił o rozwiązanie kontraktu z ZAKSĄ. W jego miejsce w Kędzierzynie-Koźlu pojawił się Cretu. Rumun ustępuje Serbowi pod względem zarówno sukcesów w roli zawodnika, jak i trenera. Patrząc z boku, wydaje się, że nie ma też może charyzmy swojego poprzednika, ale pod jego wodzą drużyna jak na razie spisuje się świetnie i wynikowo powtarza dokonania sprzed roku. Zmienił się jednak jej styl.
- Zespół z poprzedniego sezonu grał bardziej technicznie i wysublimowanie. Teraz jest bardziej atletyczny, stawia na żelazną taktykę. Oba są świetne i znakomicie się prezentują. Wybór to rzecz gustu. Która ZAKSA jest lepsza? Wskazać można będzie dopiero po zakończeniu sezonu, kiedy będzie wiadomo, co finalnie osiągnie obecna drużyna - zaznaczył komentator.
Kędzierzynianie zaś wrócili do stawiania na stabilność składu. W czwartek, tuż przed rozpoczęciem rewanżowego spotkania półfinałowego LM z Jastrzębskim Węglem, poinformowali o przedłużeniu umów na kolejne dwa lata ze Śliwką, Kaczmarkiem i Januszem.
W finale LM, który odbędzie się 22 maja w Lublanie, ZAKSA zmierzy się z Trentino. Obsada meczu o taką stawkę w poprzednim sezonie była taka sama. Po raz pierwszy doszło do takiej sytuacji, od kiedy rozgrywki funkcjonują pod obecną nazwą.