Wielkie Lube skompromitowane w Polsce! Włosi popamiętają ich na lata. Trener nie mógł uwierzyć

Jakub Balcerski
Jastrzębski Węgiel jak król, Cucine Lube Civitanova jak błazen. Choć Włosi prowadzili już 2:0 i zmierzali po doprowadzenie do złotego seta w hali w Jastrzębiu, to zostali zatrzymani przez zawodników Andrei Gardiniego. Ci zupełnie odwrócili wynik spotkania, wygrali 3:2 (24:26, 23:25, 28:26, 25:19, 15:12) i awansowali do półfinału Ligi Mistrzów.

Niewiarygodny scenariusz rewanżowego meczu ćwierćfinałowego Ligi Mistrzów pomiędzy Jastrzębskim Węglem a Cucine Lube Civitanova. Włosi, którzy u siebie doznali dotkliwej porażki 0:3, prowadzili już dwoma setami w Polsce i myślami byli już pewnie przy złotym secie, w którym walczyliby o awans do półfinału. 

Zobacz wideo Puchar Polski siatkarzy w cieniu w wydarzeń w Ukrainie. "Nie wyobrażam sobie, żebyśmy grali z rosyjską drużyną"

Niesamowity awans Jastrzębskiego Węgla do półfinału LM! Lube znów ograne

Jastrzębski pogroził im jednak palcem, wyrwał zwycięstwo w zaciętej trzeciej partii i zapewnił awans w czwartym, zdominowanym przez Polaków secie i zwieńczył to niezwykłe dzieło w tie-breaku, który rozgrywał już rezerwami.

To zwycięstwo na zawsze zapisze się w historii polskiej siatkówki. Bo nikt tak włoskiego potentanta nie ogrywał, jak Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle w zeszłym sezonie i Jastrzębski Węgiel teraz. To symboliczne, że właśnie te dwie drużyny powalczą o awans do tegorocznego finału Ligi Mistrzów w bezpośrednim meczu.

Jastrzębski Węgiel w półfinałe Ligi Mistrzów CEV. Cucine Lube pokonane po raz drugiNiesamowity powrót od 0:2 do 3:2! Mamy polski półfinał w Lidze Mistrzów

Jastrzębskiemu na otwarcie meczu zabrakło najważniejszej umiejętności

Jeśli ktoś myślał, że Cucine Lube Civitanova do hali w Jastrzębiu-Zdroju przyjechało przegrać dwa sety, wylecieć z Ligi Mistrzów i wrócić do domu, to przy stanie 11:15 dla Włochów w pierwszym secie pewnie zrozumiał, że to dla polskiej drużyny nie będzie łatwy mecz. - Nic nie jest dla nas niemożliwe. Jedziemy tam po zwycięstwo i awans - mówił przed meczem kluczowy zawodnik obecnych mistrzów Serie A, Robertlandy Simon.

Kubańczyk wierzył w to, że Lube uda się odwrócić losy dwumeczu, choć przecież do awansu potrzebowali nie tylko wygranej w trzech lub czterech setach, ale potem także zwycięstwo w złotym secie. A jastrzębianom do wejścia do półfinału pozostawało wygranie dwóch setów. 

Włosi prowadzili grę, a wspomniany Simon coraz częściej dawał się drużynie Andrei Gardiniego we znaki. - To jest taki zawodnik, że musisz się pogodzić z tym, że zrobi co najmniej dziesięć punktów, z trzy razy cię zablokuje i dołoży dwa asy. To zwierzak, jest ogromny, wielki. Szybko chodzi na krótką piłkę, jest wysoki i bardzo dynamiczny. Jedną osobę, jak bym miał od nich wyjąć, to byłby to Simon. Potem długo, długo nikt i może Ricardo Lucarelli - mówił o Simonie podczas przedmeczowego pokoju na Twitterze z fanami jastrzębian Tomasz Fornal. 

W pierwszej partii Simon potwierdzał wielką klasę. Choć do zwycięstwa zespół poprowadził przede wszystkim Iwan Zajcew. Przy 17:20 twarz trenera Gardiniego była jeszcze spokojna. Jakby wiedział, co się zaraz wydarzy - Jastrzębski zdobył trzy kolejne punkty i wyrównał. Simon, który próbował podbić piłkę przy ostatniej z tych akcji tylko uderzył bezradnie dłonią w parkiet. Humor poprawił mu jednak zapewne Zajcew, który chwilę później zmieścił w boisku potężne uderzeni i głośno krzyknął. Tego, że Lube się obudzi, Gardini nie przewidział. Przy wyniku 21:23 Włochowi puściły o nerwy i poprosił o czas, na którym ostro wyjaśnił zawodnikom, z czego nie jest zadowolony. Niestety, Polakom zabrakło też zimnej krwi w końcówce seta. A walka w nich to ważna umiejętność w meczach takich jak z Lube. Jastrzębski może i walczył, ale przegrał 24:26. 

Sztuczka Lucarelliego, krwotok Yanta i katastrofalna kiwka Clevenota

- Nie mam problemu z zasypianiem przed ważnym spotkaniem. Może w dniu meczu można czuć lekki stresik i podekscytowanie, ale dzień przed meczem nie - oceniał we wtorkowej rozmowie z kibicami Fornal. Co będzie robił przed meczem? Może w coś pogra, może obejrzy coś na Netflixie. Ważny reset, wypoczęcie, a później standardowy dzień meczowy z rozruchem, krótką drzemką i głównym show. - Emocje przy takich meczach są większe, dostajemy informację, że wyprzedała się cała hala, a wiemy, że żeby ją zapełnić, trzeba drużyny z najwyższej półki. Tak działa ludzki mózg, że przy starciu z silnym rywalem jest trochę inne nastawienie - dodał Polak. Podczas meczu nie było widać u niego stresu, ale zaniepokojenie tym, jak dobrze rozpoczęło Lube już tak. 

Lube zaczynało się bawić. Wymiana przy 8:7 dla Jastrzębskiego w drugim secie, a po zbiciu piłki przez polski zespół znad siatki, Lucarelli podbija piłkę oburącz za plecami. Przedziwne, niezwykłe zagranie, choć z błędem podwójnego odbicia, którego nie odgwizdali sędziowie. 

Jastrzębianie "odegrali" się kilka minut później, gdy Marlon Yant został zablokowany na lewym skrzydle i piłka wracająca od Jana Hadravy pędziła z taką siłą, że mocno uderzyła Kubańczyka w nos, zanim ten zdążył opaść po wyskoku na boisko. Przyjmujący upadł, a z nosa szybko zaczęła mu lecieć krew. Okazało się, że krwotok znokautowanego Yanta był na tyle duży, że na boisko nie wrócił już do czwartej partii. Zastąpił go Osmany Juantorena. 

Lube i Jastrzębski grali dość równo, ale w końcówce znów inicjatywę przejęli Włosi. Czarę goryczy przelała fatalna kiwka Trevora Clevenota. Mistrz olimpijski próbował delikatnie uderzyć piłkę i przenieść ją na drugą stronę siatki, ale ta spadła jeszcze po stronie jastrzębian. Katastrofalne zagranie Francuza w najgorszym możliwym momencie. Jastrzębski chwilę później odrobiło jeden punkt, ale potem klasę kolejnym atakiem pokazał Robertlandy Simon. Dzięki niemu Włosi zyskali dwa setbole, pierwszego nie wykorzystali, ale drugi dzięki obiciu bloku polskiej drużyny przez Zajcewa dał Lube zwycięstwo już w drugim secie.

Jastrzębski Węgiel i Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-KoźleTakiej serii polska siatkówka nie miała nigdy w historii! Jest kolejny finał Ligi Mistrzów

Jastrzębianie odzyskali błysk

Zaczęło się robić nerwowo. Lube wychodziło wszystko, co powinno: świetnie grał środkowy Simone Anzani, swoje dokładał Simon. Momentami kapitalnie gra szła także Zajcewowi, a nie najgorzej Juantorenie i Lucarelliemu. W składzie Jastrzębskiego nie najlepiej funkcjonowało za to prowadzenie gry przez Benjamina Toniuttiego. W ataku robili co mogli Jan Hadrava i Tomasz Fornal, a na środku punkty dokładali też Łukasz Wiśniewski i Jakub Macyra.

Brakowało: skutecznego Trevora Clevenota, który w trakcie trzeciego seta został zmieniony przez Rafała Szymurę, dołożenia Lube presji agresywną zagrywką i błysku. Czegoś ekstra, co pozwoliłoby na zaskoczenie Włochów. 

Ten błysk Jastrzębski zyskał dzięki świetnej grze Tomasza Fornala. To reprezentant Polski złapał dobry rytm i prowadził drużynę mistrzów Polski, podtrzymywał kontakt ze wciąż świetnie dysponowanym Lube. Gospodarze kontrolowali przebieg seta. Co prawda dwie pierwsze piłki setowe zyskali zawodnicy Gianlorenzo Blenginiego, ale ich nie wykorzystali. Drugim swoim setbolem seta zakończył za to Jastrzębski. Na zagrywkę poszedł wspomniany Fornal. Wysoko podrzucił piłkę, ale potężnie uderzył i asem serwisowym zakończył trzecią partię przy wyniku 28:26. - Nie pozbywam się stresu w trakcie meczu, bo on mi nie przeszkadza. To w sumie bardziej podniecenie, dreszczyk emocji, a nie stres. Nie muszę tego zwalczać. Można go ewentualnie nazwać motywującym stresem - mówił przyjmujący we wtorek w twitterowym spotkaniu z fanami.

Fornal show! Poprowadził Jastrzębskiego do świętowania jeszcze przed tie-breakiem

I w środę, gdy szedł w pole serwisowe pod koniec trzeciej partii, właśnie ten motywujący stres pozwolił mu odebrać Lube szanse na wygraną bez straty seta. To stawiało Włochom ultimatum: albo wygrają kolejnego seta, albo żegnają się z Ligą Mistrzów. Byli pod ścianą.

I od samego początku strach zaglądał im w oczy. Po trzech skutecznych uderzeniach w ciągu zaledwie kilku akcji można było docenić, jak trafioną była zmianą Rafała Szymury. Przyjmujący wszedł na boisko i grał bezkompromisowo. A to obił blok Lube, a to załatwił Włochów uderzeniem po prostej. Solidny do tej pory Jan Hadrava zaczął systematycznie nękać swoimi potężnymi atakami rywali i zbierać dzięki temu kolejne punkty.

A Tomasz Fornal? Najpierw przedziurawił potrójny blok złożony z największych siatkarskich gwiazd, jakimi dysponuje Lube. A następnie, jak gdyby nic, zagrał trzy asy z rzędu dające Polakom siedmiopunktową przewagę nad Włochami. Set coraz szybciej wymykał się drużynie Gianlorenzo Blenginiego spod kontroli. Awans do półfinału odjeżdżał z prędkością światła.

Andrea Gardini co akcję unosił zaciśniętą pięść w górę i krzyczał z radości. Wściekł się tylko, gdy jego zawodnicy głupio stracili dwa punkty przewagi. Zmotywował ich jednak tak bardzo, że już chwilę później po nieudanym przyjęciu Jakuba Popiwczaka piłkę oddaną do uderzenia znad siatki Simone Anazaniemu jastrzębianie i tak zablokowali. Anzani jakby zastygł, zrozumiał, że to już koniec. I choć Lube pozory walki zachowywało jeszcze do końca seta, to przewaga Polaków była zbyt duża. Jastrzębianie wygrali 25:19 i mogli świętować awans. 

Historyczny wyczyn polskich klubów. Lube z boiska zeszło prosto do szatni. I może rozpaczać

Polski klub wyrzucił Cucine Lube Civitanova po raz drugi z rzędu w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Zawodnicy zaczęli się ściskać, jakby już skończył się mecz. Bo w sumie tie-breakiem niewielu się już przejmowało, został dla statystyków. Włosi znów doznali klęski, którą będą wspominać latami. Nawet ten świetny Simon, Lucarelli, czy Juantorena musieli się zbierać z parkietu. A Gianlorenzo Blenginiemu została twarz z czwartej partii. Zamyślona i zmartwiona, bo nikt nie może już powiedzieć, że jego przyszłość jest pewna. Nie mógł uwierzyć, że tak to się kończyło.

Na koniec meczu po drugiej stronie siatki Andrea Gardini zrobił swojemu zespołowi galę zwycięzców. Wprowadził na boisko drugą szóstkę, ale jego zespół grał z takim luzem, tak bawił się siatkówką, że nic nie było w stanie ich zatrzymać. Asy serwisowe, świetna gra środka, potężne ciosy ze skrzydeł - to wszystko potrafił zaoferować ten niby "rezerwowy" skład. Sześć punktów z rzędu przy zagrywce Eemiego Tervaporttiego uświadomiło Włochom, że przegrali w Polsce wszystko, co było do przegrania i zostali zupełnie skompromitowani. Woli walki na początku meczu nie można im odmówić. Ale to, w jaki sposób ich nadzieje na pozostanie ugasili jastrzębianie, było czymś imponującym. Pomimo chwilowego zacięcia w końcówce tie-breaka, jastrzębianie i tak go wygrali - 15:12.

Nowa era dla polskich klubów. Tego sukcesu nie wolno zmarnować. Nowa era dla polskich klubów. Tego sukcesu nie wolno zmarnować. "Możemy być dumni"

Wszyscy zawodnicy Lube zeszli z boiska prosto do szatni. Nie chcieli być w tym przeklętym miejscu już ani minuty dłużej. A polscy siatkarze mogli kontynuować świętowanie. To trzeci w historii klubu awans do najlepszej czwórki Ligi Mistrzów - wcześniej dokonywali tego w 2011 i 2014 roku, gdy skończyli rozgrywki na najlepszym w historii drużyny trzecim miejscu. W półfinale jastrzębianie zmierzą się zresztą z Grupą Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, co oznacza, że jedna z polskich drużyn może być już pewna gry w finale. 

To wielki dzień dla polskiej siatkówki. Taki styl wygranej i awansu Jastrzębskiego Węgla tylko to spotęgował. Nie można mieć już wątpliwości: żyjemy w najlepszym okresie w historii rywalizacji polskich klubów w historii. Siłą nie tylko dorównujemy już Włochom, czy Rosjanom. Na ten moment jesteśmy od nich lepsi. I nie trzeba się wstydzić o tym mówić.

Więcej o: