Dziewczyny z Rzeszowa i tak są wielkie. Cudu nie było, ale wyczyn jest historyczny

Jakub Balcerski
Siatkarki Developresu Bella Dolina Rzeszów przegrały z Vakifbankiem Stambuł w ćwierćfinale Ligi Mistrzyń i odpadły z rozgrywek. Ale i tak są wielkie. Takiego wyczynu, jak wygrana z tureckim klubem tydzień temu w Rzeszowie, nie można nie docenić. Trzeba być z niego dumnym, a w przyszłości stawiać go za przykład i wykorzystać. Może Polska dzięki takim meczom dogoni jeszcze europejską czołówkę?

Developres Bella Dolina Rzeszów jednak nie dokonał siatkarskiego cudu. Porażka w rewanżu ćwierćfinału Ligi Mistrzyń z Vakifbankiem Stambuł 1:3 (15:25, 19:25, 25:23, 23:25) oznacza, że drużyna Stephane'a Antigi odpada z rozgrywek. Ale odpaść w takim stylu to żaden wstyd. Było blisko walki o awans do półfinału w tie-breaku lub złotym secie. Skończyło się na świetnym, emocjonującym meczu i trudnym do zaakceptowania, choć w pełni zrozumiałym przy klasie przeciwnika.

Zobacz wideo "Mam nadzieję, że Grbić porwie chłopaków do walki o najwyższe cele"

Cała Polska może być z rzeszowianek wręcz dumna, bo okazało się, że nasza kobieca siatkówka nie musi być klasę niżej niż europejska czołówka. Nawet jeśli na razie tylko w jednym meczu - wygranym 3:2 tydzień wcześniej na Podpromiu.

Szwedka, której płacą milion euro, nie dawała Developresowi dojść do głosu

Developres w środę stanął przed wielką szansą na wyrzucenie z Ligi Mistrzyń finalistek jej zeszłorocznej edycji i klubowych mistrzyń świata, zawodniczek Vakifbanku Stambuł. - W pierwszym meczu set otwierający spotkanie był przejściowy. I to normalne, gdy grasz przeciwko takiemu zespołowi. W polskiej lidze nikt nie atakuje tak wysoko, nikt nie gra na takim poziomie. W Stambule chcemy szybko móc zaprezentować się na naszym najwyższym poziomie - mówił Sport.pl przed meczem w Stambule trener Stephan Antiga. I Francuz miał rację.

Vakifbank Stambuł - Developres Rzeszów, Liga Mistrzyń CEVFantastyczna walka z najlepszą drużyną świata! Polski klub był tak blisko

Przewaga zbudowana przez Vakifbank od stanu 3:2 do 13:5 dała zawodniczkom Giovanniego Guidettiego sprawiła, że set stał się nie do wygrania dla rzeszowianek. Na końcówkę seta przy stanie 21:11 Antiga wpuszczał już zawodniczki z kwadratu i nastawiał się na walkę w drugiej partii, a Vakifbank tylko pokazywał swoją siłę. Przede wszystkim ta, która grała fatalnie w Rzeszowie - Isabelle Haak. 

Szwedka, której roczny kontrakt warty ma być nawet milion euro, uderzała potężnie, zagrywała asy i dała Polkom do zrozumienia: to ja jestem dziś najważniejsza. Nie dawała rywalkom dojść do głosu. Developres nie miał przygotowanej odpowiedzi i musiał jej szukać w dalszej części spotkania. Choćby skuteczności w ataku i przyjęciu kluczowej postaci zespołu Antigi - Kary Bajemy. Zwłaszcza ta druga statystyka była u Amerykanki druzgocąca - Bajema przyjęła tylko dwanaście procent piłek. Vakifbank wygrał tę partię 25:15 i łapał dobry rytm, którego tak brakowało mu w Polsce.

Konstelacja gwiazd odpaliła. A Polki nie mogły wejść na jej poziom

Drużyna z Rzeszowa zderzyła się z atmosferą hali Vakifbanku, przed którą przestrzegano ją przed wyjazdem do Stambułu. Choć w pierwszej partii pomoc kibiców nie była potrzebna, to już dało się usłyszeć, jak liczą na to, że ich drużyna uratuje się przed odpadnięciem z rozgrywek. Odliczanie kolejnych uderzeń, gwizdy przy zagrywkach i akcjach Developresu i głośne skandowanie nazwisk największych postaci Vakifbanku - do tego rzeszowianki musiały się przyzwyczaić.

Trzeba było mieć nadzieję, że do drugiego seta będą już na to gotowe. Polki zaczęły nieźle - od wyrównanej gry i kontrolowaniu tego, żeby Vakifbank im nie uciekał. Brakowało jednak aktywniejszej gry w obronie i agresywności w zagrywce, która mogłaby zrobić różnicę. Turczynki wyglądały na wściekłe i używały każdej możliwości, żeby tworzyć przewagę nad rzeszowiankami. Jeśli pierwszy set przypisywaliśmy świetnej grze Haak, to w drugim trudno nie docenić zagrań brazylijskiej wicemistrzyni olimpijskiej Gabi, złotej medalistki igrzysk w Tokio, Michelle Bartsch-Hackley, czy wicemistrzyni Europy Zehry Gunes. Po stronie Turczynek odpaliła konstelacja gwiazd, wpadało im wszystko. A już największym symbolem skuteczności Vakifbanku była akcja na 13:9. Isabelle Haak nie spodziewała się rozegrania akcji na prawy atak, zbiegała już do środka siatki, ale gdy w połowie drogi zobaczyła, gdzie leci piłka, wysunęła rękę za siebie i palcami sięgnęła ją jeszcze, uderzając tuż za siatkę. Rzeszowianki nie miały żadnych szans podbić tego ataku. 

Szczelny blok, mocne zagrywki, coraz lepsze przyjęcie - to wszystko chcielibyśmy zobaczyć w grze Developresu, ale pojawiało się po stronie gospodyń spotkania. Ze stanu 8:8 zrobiła się pięciopunktowa przewaga Vakifbanku (18:13). Wtedy przyszedł najlepszy moment gry Polek - gdy Giovanni Guidetti przy stanie 20:16 musiał prosić o przerwę dla swojego zespołu, gwizdy kibiców w Stambule stawały się coraz głośniejsze, a drużyna Antigi zmniejszyła przewagę rywalek nawet do trzech punktów (20:17). Ale to Turczynki robiły swoje, a Developres nie potrafił wskoczyć na ich poziom. Skończyło się przegraną Polek do 19. 

Turcy milczeli po raz pierwszy. Nie wierzyli, że Developres się pozbierał

Jeśli Developres liczył, że zatrzyma Vakifbank presją wyniku pierwszego meczu, to po dwóch setach wiedział już, że się nie udało. Że klubowe mistrzynie świata nie grają tak słabo, jak w Rzeszowie, a nieporównywalnie lepiej. Znów były o klasę wyżej niż jakikolwiek polski zespół. Chciało się uwierzyć, że to nie będzie zmarnowana szansa polskiego klubu na kontakt ze ścisłą czołówką europejskiej siatkówki. Dziwił jednak spokój, z jakim każdą akcję rozgrywał Vakifbank. Tak rozchwiana była ta drużyna podczas pierwszego meczu - podejmująca tak wiele złych, nerwowych decyzji. W środę jakby Giovanni Guidetti wymienił swoje zawodniczki na lepszy model. Wręcz nie pojawiały się po ich stronie błędy. Trudno stwierdzić, czy jakikolwiek rywal byłby w stanie z Vakifbankiem ten mecz wygrać. 

Hubert Wagner, Belgrad 1976 (fot. archiwum prywatne Grzegorza Wagnera)Meksykanie próbowali ich kupić i zabić Wagnera. Polacy zrobili, co zapowiadali światu

Drużyna Antigi nie miała nic do stracenia, więc zaczęła ryzykować. Grać tak, żeby zaskoczyć Turczynki. I wynik zaczął się układać po myśli rzeszowianek. Najpierw gra toczyła się punkt za punkt przy kontroli Developresu, ale potem przewaga wzrosła nawet do trzech punktów. Giovanni Guidetti poprosił o czas i wściekły udzielał uwag swoim zawodniczkom. Po stronie polskiej drużyny po raz pierwszy w tym meczu pojawiła się czysta radość - podskakiwał Stephane Antiga i jego asystent Bartłomiej Dąbrowski. Szczęście nie trwało jednak długo.

Vakifbank wciąż był sobą i choć Polki prowadziły grę, był w stanie odegrać się Developresowi każdym momencie. Turczynkom udało się wyrównać na 23:23 po dwóch niesamowitych atakach Gabi, które potwierdzały klasę drużyny Giovanniego Guidettiego, ale co z tego skoro dwie akcje później było po secie? Siatkarki ze Stambułu popełniły błąd, a Rzeszów szybko to wykorzystał, skończył seta 25:23 i było już tylko 1:2. Guidetti darł się na swoje zawodniczki, Antiga opanowywał Developres, bo trzeba było przygotować się do dalszej części spotkania, a tureccy kibice po raz pierwszy milczeli. Jakby nie dowierzali, że po takim pokazie siły, jaki zaprezentowały Developresowi w dwóch poprzednich partiach ich faworytki, można było się jeszcze pozbierać.

Guidetti miał więcej amuletów. Czar Antigi prysł

Co się stało, że Vakifbank wyhamował? Turczynki coraz częściej myliły się w ataku, zaczęło im brakować tak skutecznych bloków, jak na początku meczu. Gigant zaczął się chwiać, uśmiechy u Haak, Gabi, czy Gunes bezpowrotnie zniknęły. Zastąpiło je za to skupienie na twarzach i myśli: jak nie stracić szans na bezpośredni awans do półfinału? To przecież cel Vakifbanku, ich nie interesował złoty set, a już na pewno nie porażka. 

Developres zaczął równo - nie pozwalał Vakifbankowi odjechać, ale przede wszystkim grał swoje. Nie dawał się wybić z rytmu, ale też robił to, o czym mówił Sport.pl przed spotkaniem Stephane Antiga: nie patrzył na wynik. Grał wymianę za wymianą, obserwował to, jak zachowywał się przeciwnik. I za chwilę z dwóch punktów starty robił się jeden punkt przewagi. A za linią gotował się Giovanni Guidetti. Znów był tak wściekły, jak w Polsce. Widział kilka piłek z rzędu kierowanych do Jeleny Blagojević, trafianych przez Serbkę w boisko i od razu robił się czerwony. Po ataku Kary Bajemy na 22:21 tylko rozkładał ręce.

Amuletami Antigi w czwartym secie stały się Jelena Blagojević i Kara Bajema. Były nie do zatrzymania aż do piłki na 24:23 dla Vakifbanku. Serbka spróbowała technicznej kiwki i została zablokowana. Czar po polskiej stronie prysł, a Turczynki zyskały jednego meczbola i niestety go wykorzystały. Bo amuletów Giovanni Guidetti miał kilka, w tym Brazylijkę Gabi, która skończyła mecz potężnym uderzeniem na 25:23 i 3:1. To jej statuetkę MVP za to spotkanie przekazała wskazana przez CEV Isabelle Haak.

Walczyć jak Rzeszów

Hala w Stambule wystrzeliła w górę z radości. To pokazało, jak wiele strachu i nerwów najedli się tureccy kibice i zawodniczki. Rzeszowianki zwiesiły smutno głowy, choć walczyły niesamowicie. Były tak blisko przeciągnięcia spotkania co najmniej do złotego seta, a być może i walki o awans do półfinału. Tego nie osiągnęły, ale i tak wykonały przecież o wiele więcej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.

Czy było tak, że Vakifbankowi nie wyszedł ten jeden jedyny mecz w Rzeszowie i w Turcji udowodnił już, że w stu innych scenariuszach ten mecz by wygrał? Być może. Ale to nie zabiera Developresowi tego, czego dokonał. W Stambule nie wyszło, ale nie wyszłoby też naprawdę wielu znacznie lepszym zespołom od nich. Taki Vakifbank będzie faworytem do wygrania Ligi Mistrzyń.

MŚ 2022 w siatkówce. Reprezentacje kobiet i mężczyzn poznały rywaliOficjalnie: Polska nie złożyła pisma do FIVB. Co z mistrzostwami świata?

A ten Developres, który wygrał pierwsze spotkanie tego ćwierćfinału, musi stać się przykładem tego, że się da. Że choć w teorii polska siatkówka kobieca w klubowym wydaniu jest o klasę, albo i kilka klas niżej, niż najlepsze zespoły z Turcji, to da się z nimi powalczyć i wyrwać niesamowity wynik. Stephane Antiga już osiągnął z tym klubem wielki sukces, ale ta porażka wiele jego i ten zespół nauczy. Francuz musi jeszcze poczekać na przełom, jakim na pewno byłby awans do półfinału Ligi Mistrzyń.

To chyba jednak wynik tak bardzo ponad stan polskiej siatkówki kobiecej, że jeszcze nie czas, żeby przyszedł. Rywalizacja z Vakifbankiem pokazała jednak, że jeśli uda się zbudować zgrany, gotowy do poświęceń i walki zespół, to wiele jest możliwe. Wygraną z Rzeszowa trzeba zapamiętać i poprzeć kolejnymi wynikami. Nikt nie wybaczy sobie, jeśli to będzie pojedynczy wyraz tego, że z polskim zespołem trzeba się liczyć w Europie. I teraz przyjdzie czas na to, żeby przed kolejnym sezonem wszyscy w środowisku tej dyscypliny wzięli z tego przykład. I walczyli jak Rzeszów.

Więcej o: