Najlepszy klub świata pod ścianą. Turcy przygotowali piekło dla polskich siatkarek. Będzie huk, jazgot i kocioł

W Turcji Malwina Smarzek dostawała życzenia śmierci, a po przegranym półfinale mistrzostw Europy bolała głowa od bębnów i gardeł kibiców, którzy stworzyli niewiarygodny jazgot. Właśnie w takich okolicznościach jeden z najważniejszych meczów w historii polskiej klubowej siatkówki kobiecej w środę rozegra Developres Bella Dolina Rzeszów w rewanżu ćwierćfinału Ligi Mistrzyń.

Developres Bella Dolina Rzeszów stoi przed szansą na wyrzucenie z Ligi Mistrzyń jednego z najlepszych, jeśli nie najlepszego klubu na świecie. W pierwszym meczu polska drużyna niespodziewanie wygrała z Vakifbankiem Stambuł po tie-breaku, ale spotkanie w Turcji w niczym może już nie przypominać tego na Podpromiu w Rzeszowie.

Zobacz wideo Siatkarze mają nowego selekcjonera. "Dokonał największego cudu w Polsce"

Dla Vakifbanku odpadnięcie z Developresem byłoby kompromitacją. Dla rzeszowianek to wielka szansa

Obie drużyny zdają sobie sprawę z wagi tego spotkania, ale to Turczynki wydają się być w gorszej sytuacji. Mają więcej do stracenia: odpadnięcie w ćwierćfinale Ligi Mistrzyń oznaczałoby nie tylko, że po raz trzeci stracą szansę na zdobycie trofeum, ale kompletną kompromitację klubu. Na tym etapie rywalizacji Vakifbank ostatni raz odpadł w sezonie 2011/2012, gdy po złotym secie pokonało go RC Cannes. Od tego czasu drużyna z Turcji zawsze grała co najmniej w półfinale Ligi Mistrzyń, a aż trzykrotnie sięgała po główne trofeum.

Dla Developresu już jedno zwycięstwo z Vakifbankiem to wielki wynik i sukces. Teraz staje przed jedną z największych szans w historii polskiej siatkówki kobiecej - może awansować do półfinału jako pierwszy klub w erze Ligi Mistrzyń [Chemik Police grał w Final Four Ligi Mistrzyń w 2015 roku, ale jako gospodarz turnieju finałowego - red.].

MŚ 2022 w siatkówce. Reprezentacje kobiet i mężczyzn poznały rywaliOficjalnie: Polska nie złożyła pisma do FIVB. Co z mistrzostwami świata?

Na Developres czeka turecki kocioł. "Stres musi je napędzać, a nie paraliżować"

Polski zespół może mieć przewagę wyniku i presji na rywalkach, ale nie zabierze im jednego: atutu własnego boiska. I tego, co dzieje się na tak ważnych meczach w hali w Stambule. - Rewanż będzie już zupełnie innym meczem, nie ma co tego ukrywać - mówił Sport.pl po pierwszym były trener reprezentacji Polski siatkarek, Jerzy Matlak. Według niego to będzie walka nie tylko przeciwko siatkarkom, ale także kibicom i tworzoną przez nich atmosferą, dodatkową presją. - W Stambule będzie kocioł i myślę, że rzeszowiankom będzie jeszcze trudniej ugrać wygraną i awans - stwierdził szkoleniowiec.

- Hala jest wielopiętrowa. Na jednym siedzą najmłodsze sekcje klubu, wyżej starsze grupy i zagorzali fani. To piękny obiekt, robi niesamowite wrażenie. Jestem dumna, że wisi tam także moja koszulka, tak mnie doceniono, klub pamięta - mówi Sport.pl była zawodniczka Vakifbanku, Małgorzata Glinka. - Tureccy kibice są bardzo głośni, żywiołowi i żyją tym, co dzieje się w siatkówce. To spory atut tamtejszych drużyn i coś wyjątkowego - dodaje.

Jak czuje się zawodniczka, która gra przed taką publicznością? - Jak grałyśmy derby Vakifbanku z Fenerbahce, gdzie przychodzili kibice z piłki nożnej. Tam powstał jeden wielki gwizd skierowany prosto na nas. Trzeba mieć nerwy na wodzy i mieć świadomość, że to nie będą łatwe warunki do gry. Nie ma na to sposobu. Trzeba nabierać doświadczenia w takich warunkach. Stres musi je napędzać, a nie paraliżować. Wszystko wokół nie może mieć wpływu na to, że one zagrają własną siatkówkę. A co będzie, to będzie - ocenia Glinka.

Polki mówiły: Będziemy się napie...ć i wygramy. Po meczu bolała głowa od tureckich gardeł i bębnów

Atmosferę tworzoną przez tureckich kibiców świetnie zna kapitan Developresu, Jelena Blagojević. Serbka przez jeden sezon grała dla Trabzonu Idmanocagi. - Są niesamowicie głośni, na boisku nie słyszy się swoich myśli. Dlatego trzeba się skupić na grze i nie przejmować. Mecze z Fenerbahce to coś, czego się nie zapomina. Ale wspomnienia z tureckimi kibicami mam też z mistrzostw Europy z 2019 roku, gdy zdobyłyśmy tam złoto, ale przez cały finał po trybunach niosło się "Turkiya, Turkiya". To gorący i ciężki teren, ale gdy oni będą walczyć z nami także poza boiskiem, my musimy się skupić, żeby na nim okazać się lepszym zespołem - wskazuje Blagojević w rozmowie ze Sport.pl. 

Mistrzostwa Europy z finałową fazą w Ankarze świetnie pamiętają też polskie siatkarki, które skończyły je wówczas bez medalu, na czwartym miejscu. Było jasne, że podczas półfinału z Turcją na trybunach będzie jazgot. Ale gdy w jednej z akcji Eda Erdem Dundar potężnie zbiła i podbiegła do Giovanniego Guidettiego, by w wyskoku zderzyć się z nim klatkami piersiowymi, to reakcja 12 tysięcy widzów była ekstatyczna. Polacy będący malutką grupką w tej kipiącej od energii hali nie mogli nie czuć się nieswojo. Rzadko mówienie o piekle na trybunach jest tak adekwatne jak było wtedy. 

Przed meczem Polki były nastawione bojowo. - Jak zagrać z Turczynkami? Będziemy się napie...ć i wygramy - wypaliła Malwina Smarzek. - Oczywiście będzie trudno. I sportowo, i dlatego, że w Turcji będzie totalnie inny doping niż był w Polsce - wskazała Joanna Wołosz. - Będziemy walczyć z groźnymi Turczynkami i nie damy się wystraszyć, nawet jak na trybunach kibice będą strzelać petardami - dodała rozgrywająca. I może petard nie było, ale gardła i bębny zrobiły jeszcze większy huk. Po meczu nie trzeba było być polskimi zawodniczkami, żeby nie dało się spać. Głowa pulsowała jakby przez ponad dwie godziny była na pokazie fajerwerków w Sylwestra, mimo że naprawdę nie użyto żadnej pirotechniki. 

Polki przegrały 1:3 i pozostała im walka o brąz z Włoszkami, które później także pokonały je w czterech setach. Okazało się, że tureccy kibice byli wówczas głośni nie tylko na trybunach. Kabaret Neonówka kilka godzin przed spotkaniem opublikował na Instagramie zdjęcie nawiązujące do Odsieczy Wiedeńskiej. Kilka polskich siatkarek uznało żart za dobry i podzieliło się nim z kibicami za pośrednictwem swoich kanałów w mediach społecznościowych. Zrobiła tak m.in. Malwina Smarzek. I to jej reakcję zauważyli tureccy kibice. - Dostawałam życzenia śmierci. Pisali, że wybuchnę. Neonówka wstawiła post wyjaśniający, ale do Turków to nie dociera. Są strasznie agresywni. Wystarczy, że ich się lekko podrażni. My nic złego nie chciałyśmy. Ale nie czuję się zagrożona, to było tylko na Instagramie - mówiła już po meczu. - To prawda, że nigdy nie grałam przed taką publicznością, ale nie rozumiałam, co oni tam krzyczeli, nie przeszkadzało mi to. Chociaż zdecydowanie wolę naszych, polskich kibiców - dodała.

Hubert Wagner, Belgrad 1976 (fot. archiwum prywatne Grzegorza Wagnera)Meksykanie próbowali ich kupić i zabić Wagnera. Polacy zrobili, co zapowiadali światu

Glinka: Developres nie pozwolił Vakifbankowi zagrać na swoim poziomie

A jak w Turcji będzie w środę? Kibice Vakifbanku będą bronić swoich siatkarek, które znalazły się pod ścianą. - Na pewno znów będą głośni i przyjdą jako ogromne wsparcie dla klubu. Ta drużyna ma zresztą kilka zawodniczek, które jeśli będą miały swój dzień, to trudno będzie je zatrzymać. Dlatego trzeba liczyć, że zagrają tak jak w Rzeszowie, a Developres będzie w stanie je ograć - zapowiada Małgorzata Glinka.

Dla dwukrotnej mistrzyni Europy już zwycięstwo w pierwszym spotkaniu było pokazem siły rzeszowianek. - To była wielka niespodzianka. Cieszymy się jako fani polskiej siatkówki, bo to duży sukces. Ze strony sportowej był bardzo ładny mecz. Czasem mówi się, że ktoś nie zagrał na swoim poziomie. I może tak było z Vakifbankiem, ale wydaje się, że Developres im na to po prostu nie pozwolił - wskazuje Glinka.

Chciałaby jednak, żeby udało im się wygrać także na terenie rywalek. - Może to będzie złoty set? - sugeruje Glinka. - Na pewno pojawi się sporo walki. Psychicznie mecz wydaje się ciężki dla obu stron. Vakifbank będzie obciążony pierwszym wynikiem i presją odpadnięcia z Ligi Mistrzyń, a Developres tym, że mogłyby powtórzyć to, czego dokonały w Rzeszowie - ocenia.

Porażka Guidettiego będzie oznaczać koniec jego ery? "Ma zbyt wielką renomę"

Taki wynik Developresu to zresztą świetny wynik całej polskiej siatkówki - przecież jeszcze niedawno nikt nie myślał, że wygrana w jednym secie z Vakifbankiem to coś możliwego, a co dopiero mówić o zwycięstwie w całym spotkaniu, czy dwumeczu. - Najwyraźniej w zespole z Rzeszowa jest jakaś chemia, bez której nie dałoby przeciwstawić się takiemu gigantowi jak Vakifbank. Nawet jeśli skończy się to porażką, to wrażenie pozostaje. Ale życzę im, żeby to wygrały. W końcu naprzeciwko ich stają takie same zawodniczki. Bo one też mogą mieć gorszy dzień, co pokazał mecz w Polsce - uważa Glinka.

A co z trenerem Giovannim Guidettim, uważanym za najlepszego trenera siatkówki na świecie? W pierwszym spotkaniu wyglądał na szkoleniowca, który wręcz wyszedł ze swojej roli i aż za bardzo wściekał się na swoje zawodniczki za linią. - To jego styl, on tak pracuje. Gdy byłam w klubie, bywało różnie. Czasem było gorąco i trudno, ale po wszystkim przychodziły sukcesy i czas na uśmiech. Tak u Guidettiego musi być, a ja wolę pracować z takim trenerem, który dzięki swojemu systemowi osiąga wielkie rzeczy, niż z trenerem spokojnym, który tych wyników później nie ma - opisuje Małgorzata Glinka.

Była zawodniczka Vakifbanku twierdzi, że porażka i odpadnięcie z Ligi Mistrzyń Vakifbanku nie zachwieje pozycją Guidettiego w Turcji. - Jest tam trenerem od czternastu lat, w klubie mu ufają. Nadal jest uważany za jednego z najlepszych fachowców, też myślę podobnie. To raczej nie będzie koniec ery Guidettiego. Oczywiście, brak trofeum, na które zawsze tak bardzo liczą, zasmuciłby ich i postawił pewne znaki zapytania. Ale Guidetti ma zbyt wielką renomę i to byłaby po prostu jego wielka porażka. Zresztą, nawet gdyby w Vakifbanku ktoś zareagował emocjonalnie, to Giovanni znajdzie pracę w każdym innym klubie. Chętnych na pewno by nie zabrakło - podsumowuje.

Malwina Smarzek (z lewej) i Magdalena Stysiak na ME w 2019 r.Gwiazda reprezentacji Polsku może opuścić Rosję. Decyzja w ciągu dwóch tygodni

Do awansu do półfinału Developresowi potrzeba zwycięstwa w dowolnym stosunku setów z Vakifbankiem lub jeśli Vakifbank zdoła wygrać po tie-breaku, rzeszowianki musiałyby wygrać złotego seta. Zawodniczkom ze Stambułu bezpośredni awans zagwarantuje tylko zwycięstwo 3:0 lub 3:1. W przypadku wygranej 3:2 też muszą liczyć na szczęście w złotym secie. Każdy inny wynik sprawi, że odpadną z rozgrywek.

W półfinale na zwycięzcę dwumeczu czeka już Fenerbahce Stambuł. Początek spotkania Vakifbanku z Developresem zaplanowano na godzinę 16:00. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

Więcej o: