Developres Bella Dolina Rzeszów sensacyjnie wygrał 3:2 (13:25, 29:27, 19:25, 29:27, 15:13) z jedną z najlepszych drużyn siatkówki kobiecej na świecie, Vakifbankiem Stambuł w pierwszym spotkaniu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzyń. Mecz miał jednak także jeden pozasportowy akcent, który mógł się nie spodobać kibicom, jak i siatkarkom klubu z Polski.
Rzeszowianki przed meczem miały na rękach opaski w barwach ukraińskiej flagi, ale po oficjalnej prezentacji na boisku, a przed rozpoczęciem gry, musiały je zdjąć. Komentator Polsatu Sport, Adrian Brzozowski, przekazał, że to Europejska Federacja Siatkówki (CEV) zdecydowała się zabronić noszenia opasek zawodniczkom Developresu.
Taki przekaz płynął też z pomeczowych wypowiedzi. - Nikt z CEV mi nie przedstawił oficjalnie powodu. Wydaje mi się, że nie chcą mieszać sportu z polityką. Jednak nam, sztabowi, pozwolili je zachować i to zrobiliśmy. Cały świat jest przeciwko wojnie w Ukrainie. To dla nas sposób, by wyrazić swoje zdanie bez słów - powiedział w rozmowie z portalem WP Sportowe Fakty trener Stephane Antiga.
Poprosiliśmy zatem CEV o wyjaśnienie sytuacji i wskazanie, na jakiej podstawie zabroniono użycia opasek. Otrzymaliśmy jednak bardzo dziwną odpowiedź. "CEV nie prosił o zmianę działań zaplanowanych przez Developres Rzeszów przed i podczas ich domowego spotkania przeciwko Vakifbankowi Stambuł" - przekazała nam federacja.
"Ostatecznie jakakolwiek decyzja - w tym czy i na jak długo opaski w barwach ukraińskiej flagi mogły być noszone przez zespół - nie została uzgodniona z CEV" - czytamy dalej w komunikacie. "Postępując zgodnie z zaleceniami Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl), CEV zamierza popierać i kontynuować dialog pomiędzy wszystkimi członkami siatkarskiej rodziny, a także promować wspólną pomoc i zrozumienie. Zarząd CEV pod kierownictwem Aleksandar Boricicia, prezydenta federacji, zajął jasne stanowisko zgodne z decyzją MKOl-u i współpracą z naszymi partnerami w europejskich krajowych związkach sportowych" - przekazuje CEV.
To o tyle dziwne oświadczenie, że wskazuje, jakby CEV nie miał ze sprawą nic wspólnego. Tymczasem według informacji przekazanych Sport.pl przez klub, podjęcie takiej decyzji zasugerował Developresowi supervisor, którego wyznacza właśnie europejska federacja.
- Parę godzin przed meczem zwykle jest odprawa, na której sprawdzamy wraz z supervisorem, czy wszystko jest w porządku. Sprawdza się różne aspekty meczu, w tym stroje drużyn. W tym miejscu poinformowaliśmy panią supervisor, że nasze zawodniczki i sztab trenerski wystąpią w opaskach w barwach ukraińskiej flagi na lewym ramieniu. Pani supervisor odpowiedziała, że w takim razie musi skonsultować się z centralą, bo według niej może to nie być do końca dozwolone. Zadzwoniła gdzieś, nie wiemy gdzie. Po tym telefonie powiedziała nam, że to niedozwolone, a CEV nie chce eksponowania symboli polityczno-narodowych w ten sposób. Zasugerowała, żebyśmy tego nie zrobili - przedstawia nam swoją wersję wydarzeń wiceprezes Developresu, Marek Pieniążek.
- Zapytałem ją, jakie konsekwencje grożą nam w przypadku zagrania w opaskach. Pani supervisor wskazała, że mogą pojawić się kary od federacji. Zaznaczyła, że ona nas wspiera, uważa, że to, co się dzieje, nie jest normalne, ale dostała pewne instrukcje i nie chce ich interpretować, a po prostu nam przekazać. Powiedziałem: dobrze, to zróbmy deala. Na rozgrzewce, przygotowaniu przedmeczowym i prezentacji będziemy mieli opaski, ale podczas meczu zawodniczki, które będą przebywały na boisku je zdejmą. Pani supervisor powiedziała, że wspiera Ukrainę i zaakceptuje każdą naszą decyzję, a konsekwencje i tak będą po naszej stronie. Poprosiłem nasz zespół po prezentacji, żeby zawodniczki przebywające na boisku ściągnęły opaski, ale zaznaczyłem: jeśli chcecie je zachować, to nie będę was zmuszał. Nie ma zakazu od klubu. Ostatecznie pierwsza szóstka te opaski ściągnęła, a dwie zawodniczki rezerwowe i sztab szkoleniowy dalej je nosili. Ot, cała historia - opisuje Pieniążek.
Wygląda zatem na to, że CEV może chcieć wymazać swoje działanie z Rzeszowa, które wbrew temu, co przesłała nam federacja w swoim komunikacie, jednak naprawdę się pojawiło. - Nie dziwię się im, ale to nie jest fair - mówi nam Marek Pieniążek. - Panie supervisor mocno nas wspierała i chciała pomóc. Złego słowa nie powiem. W pełni rozumiała nasze intencje, ale musiała nam powiedzieć, jakie są przepisy. Nie mam do niej żadnych zastrzeżeń - ocenia działacz.
Dopytujemy zatem: "A do CEV-u pan ma?". - Ktoś przeczytał tam przepis, który powstał kilka lat temu. Ale wtedy nikt nie myślał o pojawieniu się zbrojnej inwazji Rosji na Ukrainę. To inna, wyjątkowa sytuacja, która moim zdaniem wykracza poza obnoszenie się z symbolami politycznymi, religijnymi i narodowymi. Sprawa jest szczególna i powiem tak: nawet gdyby grożono nam konkretnymi karami i tak przeprowadzilibyśmy naszą manifestację - zapewnia Pieniążek.
Poza opaskami Developres zaangażował się w sprawę wsparcia dla Ukrainy w trakcie meczu także w inny sposób: na trybunach pojawiła się kartoniada w barwach ukraińskiej flagi, a cały dochód z biletów zakupionych na to spotkanie, klub przekaże na zbiórki mające zapewnić pomoc na Ukrainie.
Rewanż ćwierćfinału Ligi Mistrzyń Developresu przeciwko Vakifbankowi Stambuł zaplanowano na godzinę 16:00 w czwartek, 16 marca. Rzeszowianki do bezpośredniego awansu potrzebują zwycięstwa. Jeśli Vakifbank chce awansować musi wygrać w trzech, lub czterech setach, albo wygrać po tie-breaku i następnie walczyć w złotym secie.