Developres dokonał niemożliwego! Najlepszy trener świata mógł się tylko krzywić. Horror w Lidze Mistrzyń

Jakub Balcerski
Niewiarygodne! Developres Bella Dolina Rzeszów po horrorze dokonał czegoś niemożliwego. Pokonał prawdopodobnie najlepszy obecnie zespół na świecie, Vakifbank Stambuł 3:2 (13:25, 29:27, 19:25, 29:27, 15:13) po horrorze na Podpromiu. Rzeszowianki były skreślane jeszcze długo przed startem tego meczu, ale udowodniły, że nie można tego robić. To dla nich historyczny dzień!

Wydawało się, że kibic polskiej siatkówki kobiecej będzie mógł mieć deja vu. Ćwierćfinał Ligi Mistrzyń, mecz z jednym z najlepszych klubów na świecie, Vakifbankiem Stambuł. Trudno było liczyć, że najlepszej drużyna z Polski utrze nosa takiemu gigantowi. W zeszłym roku na tym etapie z rozgrywkami po porażce z Turczynkami pożegnał się Chemik Police. Teraz cudu chciał dokonać Developres Bella Dolina Rzeszów

To nie do uwierzenia, ale dokonał! Wygrał 3:2 z Vakifbankiem Stambuł. A to przecież klubowy mistrz świata prowadzony przez prawdopodobnie najlepszego szkoleniowca w siatkówce kobiet, Giovanniego Guidettiego. Tym razem turecki zespół musiał jednak uznać wyższość polskiego. Jak to w ogóle brzmi? A jest prawdą!

Zobacz wideo Puchar Polski siatkarzy w cieniu w wydarzeń w Ukrainie. "Są ważniejsze rzeczy niż sport"

Trzęsienie ziemi i dominacja Turczynek

Zaczęło się od trzęsienia ziemi. Developres w pierwszych punktach spotkania nie był gotowy na to, jak dobrze rozpoczną je ich rywalki ze Stambułu. Pierwszy set tylko przez kilka pierwszych wymian był pod ich kontrolą. Od stanu 6:6 Vakifbank zdobył aż sześć punktów z rzędu i odjechał polskiej drużynie na tyle, że w tym secie był już nie do zatrzymania. 

I choć gra nie szła największej broni Turczynek, Isabelle Haak, która była nawet blokowana przez o wiele niższe zawodniczki Developresu, to klasę pokazywał turecki środek Vakifbanku z Zehrą Gunes, czy lewe skrzydło z Brazylijką Gabi. Kolejna seria - tym razem ośmiopunktowa - od 9:14 do 9:21 wskazała, że zespół Stephane'a Antigi w pierwszej partii nie miał już zupełnie czego szukać. Ostatecznie przegrał ją do 13. 

W jednej z akcji ucierpiał jednak ważny element tureckiej drużyny poza boiskiem - kontuzji doznał Giovanni Guidetti, który przez resztę meczu wyraźnie utykał. Na jednej z powtórek aż krzyczał z bólu.

Historyczny set. Vakifbank niespodziewanie przegrał końcówkę w Rzeszowie

Po zmianie stron grę znów lepiej zaczął Developres. Prowadził nawet 9:6, ale liczyło się przede wszystkim, że do samej końcówki utrzymywał delikatną przewagę nad rywalkami. Było jednak 23:21 i coś w grze Developresu zaczęło się psuć. Straciły dwa punkty, w tym jeden zdobyty asem serwisowym przez Vakifbank. Zawodniczki Giovanniego Guidettiego zdobyły pierwszą piłkę setową, ale ją zepsuły.

I to wydarzyło się jeszcze trzy razy z rzędu, ale za każdym razem zawodniczki Developresu odpowiadały - obronami Aleksandry Szczygłowskiej, blokiem Magdaleny Jurczyk, czy skutecznym atakiem Kary Bajemy, a także Bruny Honorio - i broniły się przed przegranym setem. Wreszcie zrobiło się 28:27 dla rzeszowianek po błędzie rozegrania prezentującej się fatalnie Cansu Ozbay. Giovanni Guidetti poprosił o czas dla swojej drużyny i próbował ją uspokoić na kolejną akcję. To się jednak nie udało: do tej pory świetna Michelle Barstch-Hackley uderzyła bez obicia piłki o blok, a ta znalazła się poza boiskiem. Stało się: Developres ugrał seta z klubowym mistrzem świata! Stephane Antiga uniósł pięść w górę, rzeszowianki cieszyły się wspólnie na boisku, a Bartsch-Hackley przepraszającym wzrokiem patrzyła na koleżanki z zespołu i szła na zmianę stron.

To przecież historyczny moment: ostatni raz, gdy polski klub wygrał seta na etapie play-offów Ligi Mistrzyń to styczeń 2014 roku i porażka Atomu Trefla Sopot z inną drużyną ze Stambułu, Eczacibasi 1:3. To była jednak zaledwie 1/12 finału rozgrywek. Żeby znaleźć ostatni wygrany set na podobnym etapie, trzeba byłoby cofnąć się aż do 2009 roku. Wtedy w marcu, grając w 1/6 finału Ligi Mistrzyń Fakro Muszynianka też przegrała z Eczacibasi 1:3. A zwycięstwo nawet jedynie w pojedynczym secie przeciwko klubowym mistrzyniom świata już trzeba uznać za realny opór i sukces polskiego klubu. Vakifbank zupełnie niespodziewanie przegrał walkę w końcówce. Nie dowierzał nawet trener Giovanni Guidetti.

Challenge, który zbyt wcześnie przyniósł nerwy

Wiadomo jednak, że z takimi osiągnięciami rośnie apetyt. One nie przynoszą też punktów, ani pucharów do gabloty, więc chce się więcej. A że wynik meczu był otwarty - 1:1, to rzeszowianki miały pewnie w głowie pójście na całość. 

I do pewnego momentu w trzeciej partii znów wszystko wydawało się iść po myśli gospodyń - grały równo z Turczynkami, ale prowadziły już 14:13. Zapowiadało się na nerwową końcówkę, ale nerwy przyszły wcześniej. Zupełnie niepotrzebnie. Przy stanie 14:16 dla Vakifbanku sędziowie stwierdzili, że rzeszowianki nie podbiły piłki jeszcze przed tym, jak ta spadła w boisko w czasie obrony.

Stephane Antiga poprosił o sprawdzenie tej sytuacji i wydawało się, że arbitrzy się pomylili, ale decyzja nie została zmieniona. Francuz był wściekły, podobnie jak kapitanka Developresu, Jelena Blagojević. Serbka została nawet ukarana żółtą kartkę. Ważniejsze było jednak, że po nieudanym challenge'u rzeszowianki straciły bezpośredni kontakt z Turczynkami w punktach, ale też koncentrację na boisku. Do końca seta zdobyły już tylko pięć punktów i Vakifbank wygrał go 25:19. 

As serwisowy dał sensacyjnie wygranego seta i tie-breaka

Kolejna partia miała zatem zdecydować, czy Developres stać na zagranie o zwycięstwo z jednym z najlepszych zespołów świata. I znów: początek był świetny. Ataki Honorio, czy Blagojević bardzo utrudniały życie rywalkom i dały polskiej drużynie prowadzenie 10:7. To zostało jednak szybko odrobione przez Vakifbank po błędach Kary Bajemy. W jej przypadku w tym meczu funkcjonowała jednak zasada "wszystko albo nic". W kolejnych kilku wymianach zatem błyszczała: miała udział w ataku, blokach i asie serwisowym. Było pięknie, Developres prowadził aż 17:13. 

Niestety, w końcówce czwartego seta, milcząca przez większość spotkania Szwedka Haak się odblokowała. Prowadzony przez nią Vakifbank najpierw wyrównał na 20:20, a potem po grze punkt za punkt zyskał pierwszą piłkę setową przy stanie 24:23. Nie wykorzystał jednak ani tej, ani kolejnej przy 25:24. Developres wyrównał i sam zyskał setballa po asie serwisowym Bruny Honorio. Seta wtedy jeszcze jednak nie wygrał. Nie udało się też z dwoma kolejnymi piłkami setowymi, ale już ta przy stanie 28:27 po asie serwisowym Anny Stencel pozwoliła na sensacyjną wygraną i doprowadzenie do remisu w setach. Na tablicy widniał wynik 2:2, oznaczający tie-breaka z obecnie najlepszą turecką drużyną. Coś, co jeszcze przed meczem w Rzeszowie brzmiało jak scenariusz science fiction. A to jednak jakże piękna rzeczywistość. 

Największy sukces Developresu w historii! Wygrały sercem. Antiga może być dumny

I ta piękna rzeczywistość została dopełniona wygraną w piątym secie. Chociaż Developres przegrywał 6:8, to sprowadził wszystko do gry punkt za punkt. Doszedł w niej do piłki setowej jako pierwszy. I piłka odbita po ataku Kary Bajemy przez libero Vakifbanku Aycę Aykac wróciła na drugą stronę poza boiskiem. Było 15:13, a rzeszowianki skakały z radości, ciesząc się z największego triumfu w historii klubu!

Żeby zobrazować, jak wielki to sukces, trzeba wskazać, że z Vakifbankiem do tego momentu nie wygrał żaden polski klub. Żaden - poza Chemikiem Police, który w 2015 roku wskoczył do półfinału jako organizator turnieju Final four - nie awansował też do półfinału Ligi Mistrzyń. A przed Developresem otwiera się teraz taka szansa. To historyczna chwila dla całej polskiej siatkówki kobiet.

To Developres nie odstawał w tym meczu od Vakifbanku praktycznie w niczym. Największe gwiazdy Turczynek - Isabelle Haak, Gabi, czy Michelle Barstch-Hackley wcale nie błyszczały jaśniej niż Kara Bajema, Anna Stencel, czy Bruna Honorio. Rzeszów był czymś pełnym, zespołem. Czasem brakowało mu jedynie jakości, którą miały indywidualności po stronie rywalek. Vakifbank nie miał za to determinacji w końcówkach, skuteczności przy podejmowaniu ryzyka i serca do gry, którym to spotkanie wygrały rzeszowianki. 

- Jeśli będę z tego zadowolony, to nie będę czuł smutku, ani żalu. To byłaby porażka z lepszym zespołem, ale na razie chcemy stać się dla Vakifbanku sporą przeszkodą na drodze do półfinału - mówił Sport.pl Stephane Antiga. I miał rację. Dzisiaj może być dumny z siebie i zespołu. Dokonali absolutnie niemożliwego. 

Więcej o:
Copyright © Agora SA