ZAKSA zgniotła wielkie Cucine Lube Civitanova! Szalony mecz i tie-break

Jakub Balcerski
Kolejne wielkie zwycięstwo Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle w Europie! Na koniec fazy grupowej Ligi Mistrzów pokonali jedną z najlepszych drużyn na świecie, Cucine Lube Civitanova 3:2 (25:22, 21:25, 26:24, 21:25, 15:10). W tie-breaku wręcz zgnietli rywali i choć awans do ćwierćfinału mieli pewny już przed meczem, to potwierdzili, że na niego w pełni zasłużyli.
Cucine Lube Civitanova - ZAKSA Kędzierzyn Koźle 2:3
Fot. CEV

To miał być mecz o awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, a zrobił się hit bez wielkiego znaczenia dla Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. Chociaż warto byłoby się pożegnać z fazą grupową zwycięstwem przeciwko wielkiej firmie, prawda? Trener Gheorghe Cretu i jego zawodnicy postawili przed sobą w środę takie zadanie i je wykonali. 

Zobacz wideo "Mam nadzieję, że Grbić porwie chłopaków do walki o najwyższe cele"

Wielka ZAKSA Kędzierzyn-Koźle! Kapitalne show polskiego zespołu we Włoszech

Jeśli ktoś szuka momentu, który najlepiej odzwierciedlałby, jakie to było spotkanie, to powinien obejrzeć trzeciego seta. Do tamtego momentu było 1:1 - w pierwszym secie kędzierzynianie wykorzystali zgromadzoną w końcówce przewagę trzech punktów i wygrali 25:22, a w drugim Cucine Lube Civitanova od stanu 21:21 zdobyło cztery punkty i wyrównało stan meczu. Ale trzecia partia należała do polskiego zespołu. A rozpędem i widowiskowością akcji, którymi ją wygrał można byłoby obdzielić kilka pełnych spotkań.

"Kozły poszły na całość" - napisał oficjalny profil ZAKSY na Twitterze. I racja - to było kapitalne show. Lube prowadziło 24:21 i miało trzy piłki setowe, ale żadnej z nich Włosi nie wykorzystali. A kędzierzynianie grali, jak w transie. Zdobyli cztery punkty z rzędu i zyskali własnego setbola.

David Smith posłał petardę z zagrywki, libero Lube, Fabio Balaso tylko oddał piłkę ZAKSIE na drugą stronę, a tam użytek z niej zrobili Kamil Semeniuk i Marcin Janusz. Semeniuk dał ją rozgrywającemu, cofnął się, a Janusz odegrał mu na lewe skrzydło. Przyjmujący oszukał Ricardo Lucarelliego w bloku i Andreę Marchisio w obronie i dał Polakom punkt na wagę prowadzenia 2:1 w całym meczu. 

Semeniuk sadził bomby, Huber blokował Simona, a zawodnikom Lube opadły szczęki

Polski zespół nie skończył jednak spotkania już w czterech setach, jak w lutym zeszłego roku, kiedy pokonał Lube 3:1 w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. W czwartym secie ZAKSA miała dobry tylko początek. Potem od stanu 17:16 gospodarze nie stracili już prowadzenia i skończyli z wynikiem 25:21. Jak to często bywa w meczach ZAKSY z Lube, doszło do tie-breaka. 

A w nim, jak w całym meczu: środkowy Norbert Huber bawił się na bloku, zatrzymując Robertlandy'ego Simona, Kamil Semeniuk sadził bomby z pola serwisowego i nabijał asy, a na skrzydle Aleksander Śliwka dokładał kolejne punkty. A po drugiej stronie Iwan Zajcew, czy Ricardo Lucarelli chwilami niemalże tylko popełniali błędy i podziwiali kolejne akcje klubowych mistrzów Europy, zbierając szczęki z parkietu. A ZAKSA potwierdzała, że wciąż nim jest. Z pierwszych dziesięciu punktów tie-breaka pozwoliła Lube na zdobycie zaledwie dwóch. Nokaut. To był siatkarski majstersztyk drużyny Gheorghe Cretu.

Ostatecznie w tie-breaku ZAKSA zgniotła rywali aż 15:10 i wygrała to spotkanie 3:2. Wielkie Lube jeszcze jeden raz musiało pokłonić się Polakom. Oczywiście, drużyna Gianlorenzo Blenginiego miała już zapewniony awans do ćwierćfinału z pierwszego miejsca w grupie i grała tylko o rozstawienie. Ale go nie uzyskała i musi czekać na wynik czwartkowego meczu Berlin Recycling Volleys z Zenitem Sankt Petersburg. Jeśli Niemcy wygrają, to Lube zostanie bez rozstawienia. A włoskie media przed spotkaniem pisały, że "zwycięstwo pozwoli uniknąć wpadek w przyszłości". Teraz nie mogą być tego pewni.

Awans potwierdzony zwycięstwem. Ta wygrana to sygnał ZAKSY dla rywali

Spotkanie z Lube ZAKSA zaczynała akurat w momencie, kiedy rozstrzygała się sprawa jej awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Okazało się, że kędzierzynianie wyszli z grupy bez gry w szóstym spotkaniu, które miało zdecydować o tym, czy uda im się utrzymać w gronie trzech najlepszych drużyn z drugich miejsc, co gwarantowało awans do kolejnej fazy. Pomogli rywale. 

Najpierw Dynamo Moskwa pokonało 3:0 Ziraat Bankasi Ankara, a potem po horrorze Hebar Pazardżik wygrał 3:2 z Knackiem Roeselare i sprawił, że po Turkach także Belgowie stracili szanse na wyprzedzenie ZAKSY i odpadli z Ligi Mistrzów. A kędzierzynianie, choć rozgrywali jeszcze jeden bardzo trudny mecz we Włoszech, to w duchu mogli odetchnąć, bo ćwierćfinał był już dla nich pewny.

Dzięki pewności, że awans do ćwierćfinału nie może już zostać im odebrany, zawodnicy ZAKSY grali na większym luzie, wyglądali na pewniejszych. I tak stworzyli sobie kolejne, małe siatkarskie święto. Bo przecież takim zawsze jest pokonanie potęgi pokroju Lube. A awans tylko przyklepali - potwierdzili, że w pełni zasłużyli na wejście do najlepszej ósemki kolejnego sezonu w Europie. Znaleźli się tam już trzeci raz z rzędu.

To zwycięstwo to sygnał do każdego rywala, na którego ZAKSA może trafić w kolejnej fazie Ligi Mistrzów. Kędzierzynianie mają ogromną chęć powtórzenia sukcesu z zeszłego sezonu i coraz bardziej to udowadniają. Wcale nie wydają się słabsi niż rok temu. W piątek [losowanie o 13:00 - red.] okaże się, kto będzie musiał się ich obawiać w ćwierćfinale. 

Jakub Balcerski
Więcej o: