Vital Heynen odpowiada na zarzuty. "Nie chcę podawać nazwisk. Ale będę bardzo szczery..."

Jakub Balcerski
- Cztery lata temu polskiej siatkówki nie było tu, gdzie jest teraz, czyli wśród najlepszych na świecie. Wówczas była postrzegana, jako grupa zawodników, którzy czasem coś wygrają. Teraz, jako zespół, który ciągle jest w czołówce. A to wielka różnica - mówi o swojej kadencji trenera polskich siatkarzy Vital Heynen, podsumowując ją w długiej rozmowie dla Sport.pl. Analizuje porażkę w Tokio, czy mistrzostwa Europy, a także mówi o przyszłości - swojej i polskiej kadry.

- Byłem przez dwa tygodnie w domu i miałem obowiązki wobec mojej rodziny. Cóż, to coś innego niż w przypadku prowadzenia klubu, albo reprezentacji w siatkówce, chyba się zgodzimy? - tak rozmowę ze Sport.pl rozpoczyna - jak to dziwnie brzmi - były trener reprezentacji Polski siatkarzy, Vital Heynen

Zobacz wideo Brąz na otarcie łez. "Dobrze, że nie ma stypy na odejście Vitala Heynena"

Najbardziej emocjonalny dzień kadencji Vitala Heynena. "Dla mnie to było jasne już długo: po czterech latach trzeba było coś zamknąć"

I od razu opowiada o swoim ostatnim dniu z drużyną. I chyba najbardziej emocjonalnym w całej kadencji trenera polskiej kadry. - Wiedziałem, że to koniec pewnego okresu. Wszystko wygląda trochę inaczej, niż choćby w momencie, gdy zdobyliśmy mistrzostwo świata. To tylko pewna część tej ery, pewien krok. Dla mnie praca tutaj była czymś niesamowitym i uświadomiłem sobie, że to się kończy. Że to ostatni raz na długi okres, gdy będę się tak czuł. Dla mnie to było jasne już długo: po czterech latach trzeba było coś zamknąć. Przez to pojawiło się tak dużo emocji. Podobnie miałem, gdy opuszczałem niemiecką kadrę. Chodzi o to, że po wyjątkowym okresie w pewnym miejscu, gdzie dobrze się czujesz, to normalna reakcja. Przynajmniej dla mnie - mówi Heynen.

- Jestem człowiekiem, który mówi, co myśli, więc tego dnia nie było we mnie więcej myśli, niż te, które wypowiedziałem do moich zawodników w szatni. Turniej mistrzostw Europy nas wymęczył, a w takiej sytuacji emocje przychodzą łatwiej i o wiele jaśniej. Wszystko, o czym wtedy myślałem, powiedziałem i chyba dlatego zawsze mieliśmy tak dobrą relację z zawodnikami, sztabem, czy całą polską siatkówką - twierdzi.

Radość Polaków po zdobyciu brązowego medalu MŚ U-21, siatkówka"Ale mamy Kozamernika w drużynie, k***a!". Polacy oszaleli ze szczęścia

Tokio wróciło. "W meczu ze Słowenią. To jedyny moment, kiedy widzę chłopaków i mówię: jest tak, jak wtedy"

Heynen wskazuje dokładny moment, kiedy demony z Tokio wróciły. - W meczu ze Słowenią. To jedyny moment, kiedy widzę chłopaków i mówię: jest tak, jak wtedy. Że wróciło coś w stylu traumy. W innych meczach wszystko wyglądało jednak w porządku, a kibice pomagali nam, jeśli zdarzały się trudne momenty. Wydaje mi się jednak normalne, że w pewnym momencie to, co zdarzyło się w Tokio wróci i wręcz się powtórzy. W możliwie najtrudniejszych chwilach. Mieliśmy też te, z których będę dumny: Finlandia i Rosja w Gdańsku, czy pozbieranie się po Słowenii na mecz o brąz z Serbią. Ten dobry rytm z Gdańska straciliśmy jednak gdzieś w drugim secie półfinału i nadal myślę o tym w kontekście naprawdę dobrze wykonanej pracy, jeśli pomyśli się o tym, skąd zaczynaliśmy na początku mistrzostw. Oczywiście, że chciałem wygrać. Wszyscy tego chcieliśmy, ale się nie udało. A i tak wykonaliśmy to, co obiecywaliśmy sobie przed turniejem: udowodniliśmy, że wciąż jesteśmy zespołem z czołówki i zdobyliśmy kolejny medal. Dlatego nie mogę czuć się z tym źle - tłumaczy. 

- Błędy, które popełniliśmy na igrzyskach, czy przeciwko Słowenii trzeba było przeanalizować, wyciągnąć wnioski i odłożyć je na bok. To wyszło nam dobrze i temu zawdzięczamy brązowy medal. Tego wiele osób nie zrozumie: w sporcie zawsze chcesz, żeby wszystko szło perfekcyjnie. Jeśli spojrzy się na historię poszczególnych drużyn, w tym polskiej, to zobaczymy, jak bardzo to jest trudne. Wygraliśmy osiem z dziewięciu meczów na mistrzostwach Europy. Nie możesz powiedzieć, że zawiodłeś, nawet jeśli przegrałeś ten mecz, który decydował o tym, jaki medal przywieziesz z turnieju - analizuje Heynen.

- Polska za mojej kadencji weszła na drugie miejsce w światowym rankingu. O tym rzadko się mówi, ale wydaje mi się, że nigdy nie była wyżej. To, co chcieliśmy osiągnąć przez kolejne lata to pokazać, że Polska naprawdę jest jednym z najlepszych zespołów na świecie. Osiągnęliśmy coś, co mam nadzieję, uda się powtórzyć kolejnym grupom siatkarzy i trenerom. Polacy na to zasługują. Jeśli teraz zapytasz się kogoś ze środowiska o topowe zespoły siatkarskie na świecie to Polska będzie przodować. Cztery lata temu nie byłoby jej tu. Wówczas była postrzegana, jako grupa zawodników, którzy czasem coś wygrają. Teraz, jako zespół, który ciągle jest w czołówce. A to wielka różnica. Najlepsze zespoły nie udowadniają, że można je tak nazywać, jeśli wygrają coś raz, tylko że pozostają na najwyższym poziomie przez dłuższy czas i to nam się udało - wskazuje Belg.

Uraz Kubiaka kluczowy dla przegranych IO. "Podczas każdej innej imprezy bylibyśmy w stanie sobie z tym poradzić"

Heynen po igrzyskach mówił, że ze zdrowym Michałem Kubiakiem Polacy zdobyliby medal w Tokio. - Tak, podtrzymuję to. Jeśli zawodnik, wokół którego budowałeś skład na najważniejszy turniej, odnosi kontuzję na dziesięć minut przed końcem ostatniego treningu przed pierwszym meczem, to wiesz, że to najgorszy możliwy moment, żeby to się stało. To kapitan i lider tej drużyny, więc jasne, że to musi mieć wpływ na twój wynik. Pierwszą reakcją na jego uraz było uświadomienie sobie, że nie zagra z Iranem i że musimy znaleźć rozwiązanie, żeby go zastąpić. To udało się całkiem nieźle, bo wygraliśmy grupę w zasadzie bez niego. Potem miał jednak nawrót kontuzji i doszła kolejna, bo to typowe przy zawodniku, który bardzo chce wrócić i zbyt mocno ciśnie - opisuje problemy kapitana kadry szkoleniowiec.

- Prawdziwie silny zespół powinien móc to pokonać i sobie poradzić, ale to przytrafiło się podczas najtrudniejszego turnieju. Jestem przekonany, że podczas każdej innej imprezy bylibyśmy w stanie sobie z tym poradzić. Na igrzyskach jest inaczej. Łatwo jednak przyjąć, że to jedyny problem. Ale ja nie lubię wymówek i mówię wprost: nie udało nam się, odpowiedzialność spada na mnie. Jeśli jednak spojrzymy na całe cztery lata tej drużyny, to grała niesamowicie. Pewnie mogła grać jeszcze lepiej, ale to już naprawdę trudne wyzwanie - dodaje.

- Byliśmy tak blisko pokonania mistrzów olimpijskich, prowadząc 2:1 i w czwartym secie. I to bez Kubiaka. Oczywiście, że byli zawodnicy, którzy grali niesamowicie, a to chyba pokazuje, że nie byliśmy źle przygotowani do tego meczu. Gdy robiliśmy analizę po igrzyskach, nie znaleźliśmy wiele błędów popełnionych na drodze do tego spotkania. Nie mówiliśmy: a to powinniśmy zrobić zupełnie inaczej. Większość zawodników była na tym poziomie, na którym powinna. Zawsze potrzeba ci do tego jeszcze szczęścia, ale musisz sobie na nie zasłużyć. Nie zabrakło nam wiele do naszego celu, bo nie przegraliśmy 0:3, nie mając żadnych szans. A w sporcie czasem zdarza się, że minimalnie mijasz się z tym, co chcesz osiągnąć - podsumowuje Heynen.

Heynen odpowiada na zarzuty: Wszystko było fair i jasne już przez jakiś czas

W niedzielę na portalu WP Sportowe Fakty ukazała się rozmowa z Fabianem Drzyzgą, w której rozgrywający zwrócił uwagę na to, jak intensywna była selekcja Heynena przed igrzyskami i, że to mogło stanowić pewien problem. - Odniosłem wrażenie, że ta decyzja, ta walka w pewnym sensie wypruła niektórych z nas fizycznie i mentalnie. Z niektórych z nas po nominacji na igrzyska trochę zeszło ciśnienie. Z mojego doświadczenia reprezentacyjnego wynika, że kiedy zamykaliśmy skład szybciej, każdy mógł się oswoić z myślą, że jedzie na dużą imprezę i bardziej skupiał się na treningach, a potem na turnieju docelowym - mówił Drzyzga

Załamany Fabian DrzyzgaFabian Drzyzga ujawnił, co poszło nie tak na IO w Tokio. "Decyzja Heynena..."

- Cóż, jest kilka możliwości wyboru zawodników. Zawsze możesz po prostu wziąć dwunastkę i nie robić selekcji. Albo robisz z tego procedurę. I pewnie, że to wpływa na drużynę. Nie mogę zaprzeczyć, czy uciec od faktu, że Liga Narodów była dla nas bardzo trudna. Bańka i wybór dwunastki był ciężkim okresem dla niektórych zawodników. Nie chcę podawać nazwisk, paru z nich kosztowało to może nawet za dużo energii. Ale będę bardzo szczery: większość z nich wiedziała, czy będzie grała w Tokio. Grupa, która nie była tego świadoma, nie była duża - odpowiada Heynen.

Polscy siatkarze w Rimini mieli jednak jeszcze długą listę zawodników choćby na kluczowej w Tokio pozycji przyjmującego. To oni musieli po części zastąpić Kubiaka na igrzyskach. - Wewnątrz zespołu rozmawialiśmy o tych wyborach już bardzo wcześnie. Były dwie pozycje, na których było to najbardziej problematyczne: libero i drugi atakujący. I tam, jeśli Łukasz Kaczmarek narzekałby, że to wszystko było dla niego za trudne i bardzo intensywne, bo długo wybierałem pomiędzy nim a Maciejem Muzajem, to powiem, że to rozumiem. Ale na innych pozycjach, w tym u przyjmujących wszystko było fair i jasne już przez jakiś czas. Nie widzę tam żadnego problemu - ocenia trener. 

Heynen trenerem polskich siatkarek? "Nie chcę brać udziału w konkursie. Nie planuję tego"

Nadal nie jest jasna nie tylko przyszłość polskiej kadry po odejściu Vitala Heynena, ale i to, co będzie robił sam Belg. - Nie myślałem o tym w ogóle. Nie robiłem nic w kierunku tego, gdzie się znajdę za kilka tygodni, parę miesięcy, czy kilka lat. Oglądałem pierwszą kolejkę PlusLigi, choć muszę przyznać, że patrzyłem głównie na mecze i dyspozycję moich zawodników - śmieje się szkoleniowiec. - To trochę jakby wciąż był Pan w zespole - wskazujemy. - Jestem w tej grupie i to normalne, że gdy się spotkamy, to będę chciał ich wszystkich przytulić. To wciąż moje chłopaki, choć już razem nie pracujemy. Nigdy nie zapomnimy tych czterech wspólnych lat - dodaje Heynen. 

Pytamy go także o sprawę możliwego objęcia przez niego stanowiska trenera polskich siatkarek. - Odpowiedziałem w tej sprawie na dwa pytania. Czy chciałbym kiedyś zająć się kobiecą siatkówką? Tak. I o potencjał polskiej drużyny. Powiedziałem: "Jest tak wielki, że jeśli mnie zapytają, czy chcę je trenować, to tam pójdę". Bo nie ukrywam, że śledziłem zespół przez dłuższy czas - na Lidze Narodów, ale i wcześniej. Znam jego wyniki i wiem, kto tam gra. To ciekawa drużyna - wskazuje Heynen. I ma rację: od jakiegoś czasu potrafił sobie nawet żartować z dziennikarzami, że faktycznie zostanie trenerem siatkarek i o tym myśli w kontekście przyszłości. Nikt nie brał tego jednak na poważnie.

Po mistrzostwach Europy o takiej możliwości Sport.pl informował jednak, że to możliwe po uzyskaniu informacji od osób blisko trenera, a potem rzeczywiste zainteresowanie Belga tą posadą potwierdzała jego menedżerka. Choć później podkreślała, że to nie oficjalne zgłoszenie trenera jako kandydata do zastąpienia Jacka Nawrockiego, a wskazanie jednej z możliwych ścieżek dla niego w przyszłości. Heynen pisał o tym nawet w swoim blogu z ME siatkarzy dla WP Sportowe Fakty. - Siatkówka kobieca? Myślę, że jestem gotowy. Od dłuższego czasu powtarzam, że prowadzenie żeńskiej drużyny byłoby dla mnie ciekawym, nowym wyzwaniem. (...) Chciałbym się przekonać, czy mam rację. Czy przyszłoroczne mistrzostwa świata kobiet, które zostaną rozegrane w Polsce, są dla mnie kuszące? Ujmę to tak: Nie powiem, że nie są - wskazywał we wpisie. 

- Nigdy nie powiedziałem mojej menedżerce "Tak, już, robimy to". Nie widziałem i nie widzę siebie jako oficjalnego kandydata. Jeśli zapytają się mnie, to powiem: Pewnie. Ale nie chcę brać udziału w konkursie na nowego trenera. Nie planuję tego - zapewnia Heynen. Zapytany o pozostałe możliwości odpowiada krótko. - Nic. Na razie żadnych nie ma. Teraz wiem tylko tyle, że mam kilka motywacyjnych spotkań w firmach w Polsce. Ale nie traktuję tego jako pracy, bo ja po prostu lubię rozmawiać z ludźmi - twierdzi.

Alberto Giuliani i Nikola GrbićSłoweńcy wręcz błagają Grbicia, żeby został trenerem Polaków. Nie chcą powtórki z historii

Przyszłość polskiej kadry? "Zawodnicy pozostaną na tym poziomie przez kolejnych pięć-sześć, a może i siedem lat" 

- To na razie tylko koniec mojej ery. Myślę, że jeśli trener zajmuje się tymi samymi zawodnikami przez cztery lata, to wystarczająco długi okres. Zmiany będą teraz bardzo ograniczane, bo ten zespół jest gotowy, żeby dalej grać na wysokim poziomie. Jeśli spojrzymy na Brazylię, to także praktycznie nic w sobie nie zmieniali przez lata. Chodzi o małe zmiany, a nie szereg roszad. To nie koniec, oni nadal będą udowadniać, że są na szczycie. Macie zawodników, którzy pozostaną na tym poziomie przez kolejnych pięć-sześć, a może i siedem lat. Potem trzeba jakoś wprowadzić do zespołu młodszych. W większości przypadków widzę ich grających aż do igrzysk w Paryżu. Nie widzę, żeby ktokolwiek miał mieć z tym większy problem. Może Kubiak i Łomacz, bo są najstarsi, ale nawet oni mogą tego dokonać, jeśli będą chcieli - zaznacza Heynen. 

- W kontekście kolejnego trenera powtórzę to, co mówiłem w Katowicach. Naprawdę trudno mi znaleźć tak dobrą pracę, jak ta w kadrze polskich siatkarzy. Może i taka jest, ale jeszcze jej nie poznałem. Dlatego wiem, że jest wielu świetnych trenerów, którzy mogą przyjść w moje miejsce. A Polska nie będzie miała problemu ze znalezieniem nowego szkoleniowca. Takich, którzy odmówiliby propozycji poprowadzenia takiego zespołu, można by chyba policzyć na palcach jednej ręki. I nie jestem pewien, czy nie byłby to tylko jeden palec. A może ani jeden? Nie mogę sobie wyobrazić sytuacji, w której ktoś odpowie: nie. Czy będzie mi trudno oglądać Polaków z kimś innym za linią? Nie! Taka to już nasza praca i nawet napisałem do Sebastiana Świderskiego po wyborach w PZPS i tym, jak wybrano go na prezesa, że może na mnie liczyć. Że chętnie pomogę polskiej siatkówce, jeśli mogę wspierać reprezentację w innej roli. W dodatku jeśli nowy trener do mnie zadzwoni, to dam mu wszystko, czego mógłby potrzebować. Cztery lata budowaliśmy zespół na ten wysoki poziom, który utrzymują. Teraz nie chciałbym widzieć tego, jak przegrywają. To byłoby okropne. Mam nadzieję, że kolejny trener po prostu będzie miał tyle świetnych chwil w Polsce, co ja. Kibice i moi zawodnicy na to zasługują - kończy Belg. 

Więcej o: