Na ostatnim zgrupowaniu dostał pseudonim "Bestia". 16 września już nie żył. "Najlepszy"

To była śmierć, która wstrząsnęła kibiców siatkówki. Arkadiusz Gołaś miał 24 lata, gdy w 2005 roku zginął w wypadku samochodowym na autostradzie w Austrii. Miał za sobą udany sezon we włoskiej Padwie i reprezentacji Polski, był u progu wielkiej siatkarskiej kariery. W czwartek mija 16 lat od jego tragicznej śmierci.

Tragicznego dnia podróżował z żoną Agnieszką, którą poślubił zaledwie dwa miesiące wcześniej, do Włoch, gdzie miał rozpocząć treningi w najmocniejszej lidze świata. Samochód, którym jechał Arkadiusz Gołaś niespodziewanie zjechał na prawo i uderzył w betonową podstawę ściany dźwiękochłonnej.

Zobacz wideo "Leon i Kurek wybili Rosjanom siatkówkę z głów. Idziemy po medal"

Słowenia - Czechy na ME siatkarzyPolska poznała rywala w półfinale ME siatkarzy! Szybkie 3:0

Zbijał ze stratosferycznej wysokości

Arkadiusz Gołaś w AZS-ie Częstochowa grał w latach 2000-2004. Trzy razy wywalczył wicemistrzostwo Polski, a raz brązowy medal. Był znakomitym środkowym. Pomagały mu w tym oczywiście znakomite warunki fizyczne - 201 centymetry wzrostu, niesamowity zasięg w ataku - 362 centymetry i w bloku - 338 centymetry. Już ósmej klasie miał bagatela 190 cm wzrostu. Błyskawicznie został jednym z najlepszych siatkarzy w Polsce. Miał nieprawdopodobną łatwość w skakaniu wysoko nad rękami rywali i błyskawicznym, mocnym atakiem ze środka.

- Zdzisław Ambroziak mówił, że zbija ze stratosferycznej wysokości. Wszyscy w klubie jesteśmy wstrząśnięci. Brakuje słów, żeby wyrazić to, co czuję. Zginął młody, uśmiechnięty chłopak, mój kolega z boiska, przyjaciel poza nim, przed którym kariera we Włoszech stała otworem. Jeszcze parę dni temu z nim rozmawiałem - mówił Andrzej Szewiński dla "Wyborczej" prezes AZS-u Częstochowa. 

Nic zatem dziwnego, że najpierw zrobił karierę w Polsce, a potem przeniósł się do Włoch. Będąc podstawowym graczem reprezentacji Polski, po świetnym sezonie w Sempre Volley Padwa, podpisał kontrakt z jednym z najsilniejszych włoskich klubów - Lube Banca Macerata. Włosi byli zachwyceni po jego transferze.

Daj spokój, mamo. Tu było źle, tam popełniłem błąd

Gołaś dał się bowiem poznać nie tylko jako znakomity środkowy, ale też bardzo lubiany, sympatyczny, uśmiechnięty człowiek, który był ulubieńcem kibiców, zwłaszcza płci pięknej. Miała wiele przezwisk, na każdym meczu w Polsce, fanki podchodziły na niego z prośbą o wspólne zdjęcie czy autograf.

Sukcesy, transfer zagraniczny, gra w kadrze nie sprawiły, że Gołaś się zmieniał. Wciąż był bardzo skromny. Momentami nawet aż za bardzo. - Onieśmielały go wszelkie pochwały. Zawsze był wobec siebie krytyczny i powtarzał, że przed nim jeszcze sporo nauki. Nieraz mówiłam po meczu: „Syneczku, ładnie grałeś", a on tylko: „Daj spokój, mamo. Tu było źle, tam popełniłem błąd - opowiadała pani Danuta, mama Arkadiusza Gołasia - pisał "Onet".

Uwielbiali go nie tylko polscy fani, ale również włoscy. - Kiedy pewnego dnia Arek udał się na zakupy z przyszłą żoną, Agnieszka zauważyła parę z kilkuletnim synkiem, który aż przystanął z wrażenia i dopytywał rodziców, czy to na pewno „Arki" (tak nazywali go Włosi), jeden z jego ulubionych siatkarzy. Skromny Arek nie wierzył, gdy narzeczona opowiedziała mu o tym, co usłyszała. – Wydaje ci się. W Częstochowie mnie nie znają, a co dopiero tutaj – powiedział, nie dowierzając Agnieszce - czytamy w "Onecie".

Lozano: Najlepszy siatkarz, z jakim w życiu pracowałem

Jego śmierć mocno dotknęła wszystkich kibiców, zwłaszcza AZS-u Częstochowa. Podczas mszy żałobnej w częstochowskiej katedrze żegnały go tłumy. Zrozpaczeni byli kibice, działacze, przyjaciele i cała jego rodzina. Teraz Gołaś co roku wspominany jest przy okazji towarzyskich turniejów poświęconych jego pamięci.

 - To wielka strata dla całej siatkówki. Myślę, że Gołaś w ciągu roku-dwóch gry w tak znakomitym klubie, stałby się najlepszym środkowym na świecie - mówił po jego śmierci Julio Velasco, słynny argentyński trener. 

Bliscy zawsze wspominali go ze wzruszeniem. - Ostatnie nasze zgrupowanie to Spała. Tam Arek dostał od Raula Lozano pseudonim "Bestia". Choć był wielkim łasuchem, potrafił zjeść dwie tabliczki czekolady od razu, nigdy nie przytył. W ogóle był wzorem, jeśli chodzi o profesjonalne podejście do sportu. Przedkładał naukę nad pieniądze. W kraju mógł dostać o wiele większy kontrakt, a mimo to pojechał do Włoch, by się rozwijać - mówił Krzysztof Ignaczak w rozmowie z "WP Sportowe Fakty". Raul Lozano nie tylko dał mu pseudonim, ale otwarcie mówił, że to najlepszy siatkarz, z jakim w życiu pracował.

Pamięć o Arkadiuszu Gołasiu wciąż jest żywa. Krótko po śmierci hala sportowo-widowiskowa w Ostrołęce otrzymała jego imię. W jej przedsionku jest tablica upamiętniająca wybitnego sportowca, a po lewej stronie galeria ze zdjęciami największych sportowców Ostrołęki. Jest wśród nich Arek – pierwszy olimpijczyk z tego miasta. 

Więcej o: