Miał być spacerek, wyszedł koszmar. Zmiennicy nie dali rady ze słabeuszem

Jakub Balcerski
Mecz polskich siatkarzy odbywał się dokładnie wtedy, co reprezentacji Polski piłkarzy. I jeśli Grecja miała być dla kadry Heynena tym, co San Marino dla drużyny Paulo Sousy, to nie wyszło. Vital Heynen wystawił zmienników, a ci grą nie zachwycili. Mógł to być po prostu męczący spacerek, a wyszedł koszmarek z drugim w tym turnieju setem przegranym ze słabeuszem. Dobrze, że nie było ich więcej i Polacy nie stracili punktów po wygranej 3:1 (25:15, 25:22, 20:25, 26:24).

Polscy siatkarze mieli być napędzeni wygraną 3:2 z Serbią. Z o wiele słabszym rywalem, czyli Grecją zagrał jednak skład, który musiał się odpowiednio zgrać, bo od kilkunastu dni nie grał ze sobą na boisku podczas meczów. Skończyło się na męczącym spotkaniu, z którego niewiele da się wywnioskować. Najlepiej grali i tak ci, którzy już podczas tych mistrzostw Europy błysnęli. 

Zobacz wideo "Zwycięstwo nad Serbią było ważne ze względu na mental zespołu"

Pierwszy set nie zwiastował problemów. Pięć asów w jednym secie po seriach Bieńka i Kaczmarka

Przed meczem z Grecją Vital Heynen pojawił się na hali podczas pierwszego seta meczu Portugalii z Ukrainą. Ten potrwał aż pięć partii, a podczas nich Belg odpisywał na wiadomości w telefonie, bawił się chwilę z kibicami dopingującymi drużyny na boisku, a potem udał się na odprawę przed meczem z Grecją. Chwilę wcześniej dłużej porozmawiał z Michałem Kubiakiem. Czy o nieudanym meczu z Serbią? Kto wie, ale kapitan na niedzielny mecz kadry nie wyszedł w wyjściowej szóstce. 

Heynen dał zagrać zmiennikom. Na boisko wyszli Łukasz Kaczmarek, Kamil Semeniuk, Aleksander Śliwka, Grzegorz Łomacz, Piotr Nowakowski, Mateusz Bieniek i obaj zmieniający się ze sobą libero - Paweł Zatorski i Damian Wojtaszek. I rozpoczęli słabo - od nawet trzypunktowej (5:2) przewagi Greków. A Polacy najwyraźniej musieli się ze sobą nieco zgrać, bo gra w tym ustawieniu im nie szła. W aut leciały piłki po atakach Śliwki, czy Kaczmarka. 

Liga Narodów: Polska - BułgariaO włos od wielkiej sensacji! Czesi mieli już nawet piłkę meczową

Zupełnie inaczej polski atakujący wyglądał jednak na zagrywce. Przypominał tego samego zawodnika, który w kluczowych meczach Ligi Mistrzów ładował asy najlepszym klubom Europy. Po dwóch asach z rzędu Kaczmarka, gorszy nie chciał być Bieniek, który zaserwował nawet jednego więcej. Polacy świetnie radzili sobie także w bloku, gdzie zdobyli pięć punktów i przy wykorzystaniu środkowych - Bieniek i Nowakowski nie pomylili się ani razu i zdobyli razem kolejnych pięć punktów. Set wygrany do 15 nie zwiastował wielkich problemów przeciwko do tej pory najsłabszej drużynie "polskiej" grupy. 

Piętnaście minut bez prowadzenia. Po zmianie Heynena wynik się odwrócił

"Jazda! Jazda! Jazda!" - nakręcał kolegów Kaczmarek po powrocie na boisko. I Polacy zaczęli od prowadzenia, ale później od stanu 5:4 dla Grecji nie mogli wrócić do korzystnego wyniku przez blisko piętnaście minut. Wkradało się sporo niedokładności, nieskończonych ataków, a także zepsutych zagrywek.

Grecy za to wykorzystywali słabszy moment polskiej kadry, zwłaszcza atakami ze środka, a także świetnie podbijając ataki rywali i dokładając do tego blok. Przy stanie 19:19 Heynen się zniecierpliwił i wprowadził na boisko Fabiana Drzyzgę oraz Bartosza Kurka. Ale kluczowym zawodnikiem na boisku po polskiej stronie pozostawał Mateusz Bieniek, który pokusił się nawet o obronę nogą. 

Kurek i Drzyzga w zasadzie nie wnieśli dużo na boisko, ale to przy ich obecności Polacy wyszli na dwupunktowe prowadzenie, które do końca seta udało im się jeszcze powiększyć o punkt i wygrać 25:22. Nie błyszczeli, ale kontrolowali mecz, a to też sztuka. Martwiło tylko choćby dziesięć błędów w ataku przy ośmiu rywali. 

Zatracanie się w problemach i przegrany set ze słabeuszem

Początek trzeciego seta? Deja vu z drugiego. Grecy grali swoje i prowadzili, a Polacy zatracali się w problemach. Bolączką stała się lewe skrzydło, gdzie pomimo świetnego wejścia z Serbią w ataku nie zachwycał Kamil Semeniuk. Drużyna Heynena w zasadzie nie broniła, do czego przyczyniał się zaliczający kolejny dość słaby mecz Zatorskiego, a jej wybloki niczego nie przynosiły. Nie kończyła ataków po akcjach w obronie. 

To był czas na kolejną reakcję Heynena. Belg zdjął grającego tylko coraz gorzej Kamila Semeniuka i wpuścił na nie Wilfredo Leona. Ten od Grzegorza Łomacza dostał jednak tylko parę piłek, w dodatku słabo, albo wręcz źle wystawionych. Dlatego po chwili na boisku znów pojawili się Kurek i Drzyzga. I gra ruszyła - Kurek blokował, Drzyzga zdynamizował kolejne akcje, presję na zagrywce dołożył Wilfredo Leon, a blok Aleksander Śliwka. Ze stanu 15:8 dla Greków zrobiło się 16:12.

To był jednak tylko przebłysk dobrej gry Polaków. Tracili kolejne punkty, a Grecy umacniali prowadzenie z przewagą pięciu-sześciu punktów. W końcówce nieźle wyglądał środek z Bieńkiem i Nowakowskim, czy wreszcie kończący ataki Wilfredo Leon, ale na tym pozytywy się skończyły. Polacy musieli się pogodzić z drugim na tych mistrzostwach setem przegranym ze słabeuszem po tym, jak jednego oddali Portugalii. Grecy wygrali tę partię 25:20 i złapali kontakt w całym meczu - było 2:1. 

Świetna sytuacja polskich siatkarzy, ale to nie jest najważniejsze. Świetna sytuacja polskich siatkarzy, ale to nie jest najważniejsze. "Kalkulacje możemy wyrzucić"

Trzy punkty ugrane, choć oglądało się to trudno

Na początku czwartej partii można było odetchnąć. Polacy odzyskali kontrolę nad meczem pomimo słabiutkiego trzeciego seta. Wyróżniali się Kurek, Leon i Kochanowski, którzy grali wtedy chyba najlepiej podczas całego meczu, choć cały zespół nie funkcjonował jeszcze perfekcyjnie - brakowało choćby zagrywki na takim poziomie, jak w pierwszym secie. To potwierdziło się, gdy zagrywką zaczęli trafiać Grecy i z przewagi 15:11 zrobił się remis 18:18.

Nieporadność trwała w najlepsze i pomimo niezłej końcówki w wykonaniu Aleksandra Śliwki, która pchnęła Polaków do piłki meczowej, pierwsza nie została wykorzystana. Udało się skończyć dopiero drugą, wyrwaną po chaosie i błędnym sprawdzeniu dotknięcia siatki przez Greków. Polacy wygrali 26:24 i w całym meczu 3:1. 

Ale nie trzeba tego wymagać w spotkaniu, w którym nie idzie i liczy się to, żeby pozostać przy kursie na zwycięstwo. Tak się stało, choć momentami trudno było to obserwować. Nie ma co ukrywać: Grecy nie grali wcale siatkówki na równorzędną walkę z takim zespołem, jak ten polski. To Polacy podawali im rękę i do tego zapraszali. 

Tym meczem Vital Heynen ustalił tak naprawdę niewiele. Zmiennicy, którym dał szansę nie zdali egzaminu, a zastępujący ich liderzy też potrafili się zaciąć. Nie pierwszy raz u Polaków po takim meczu pojawia się więcej znaków zapytania, niż odpowiedzi na ważne pytania. Były momenty, w których drużyna stawała w sposób wręcz niewytłumaczalny.

Cieszy jedno: Polacy nie zatracali się zupełnie w tej mizerii i ugrali trzy punkty. To sprawiło, że są liderem tabeli grupy A i nadal mają przewagę nad Serbami w walce o pierwsze miejsce dające awans do 1/8 finału, a tam grę z teoretycznie najsłabszym przeciwnikiem. Kolejny mecz zagrają już w poniedziałek, 6 września o 20:30, gdy zmierzą się z Belgią. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

Mocna zagrywka Sport.pl - #StrojeZaAsy w siatkarskich mistrzostwach Europy

Za każdego asa serwisowego polskich siatkarzy w mistrzostwach Europy, redakcja Sport.pl ufunduje stroje meczowe młodym zawodniczkom i zawodnikom. Do tej pory w fazie grupowej Polacy zaserwowali 17 asów, co oznacza 51 zakupionych strojów. Teraz, przeciwko Grecji doszło do tego jeszcze pięć asów, czyli kolejnych 15 strojów. 

Kolejne asy będziemy odliczać w internecie oraz na nośnikach reklamy zewnętrznej na budynku Cepelii w Warszawie i Dworca Głównego w Katowicach - polskiej nieoficjalnej stolicy siatkówki, w której odbędzie się faza finałowa całej imprezy. Szczegóły akcji znajdziecie tutaj, a regulamin konkursu wyłaniającego nagrodzone kluby pod tym linkiem.

Więcej o: