Lanie, którego Rosjanie długo nie zapomną. Po atakach Leona bolała głowa i łapały skurcze

Jakub Balcerski
Po atakach Leona łapały skurcze i bolała głowa, po obronach i blokach oczy wychodziły z orbit, a w wynik trudno uwierzyć. Ale 3:1 (21:25, 25:19, 25:19, 25:14) z zupełnie zgaszonym przez zawodników Vitala Heynena najsilniejszym składem Rosjan to prawda. To było lanie, którego rywale długo nie zapomną, a jednocześnie najlepszy mecz polskiej drużyny w Rimini. Grany na najwyższym poziomie i pełen bohaterów.

Heynen tym razem nie cudował - posłał na boisko dwóch liderów, których można było się spodziewać przeciwko Rosji - Wilfredo Leona i Michała Kubiaka. Skład uzupełnili Maciej Muzaj, który dostał szansę na potwierdzenia niezłej dyspozycji z wcześniejszej serii meczów, a do tego Fabian Drzyzga, Paweł Zatorski, Mateusz Bieniek i Karol Kłos. A po drugiej stronie? Wielkie nazwiska - choćby Dmitirij Muserskki, Maksim Michajłow czy Artiom Wolwicz. 

Zobacz wideo

Fantastyczny Michajłow, słabszy początek Kubiaka

W pierwszym secie dominowali Rosjanie. Po końcówce partii - siedmiu punktach z rzędu dla rywali Polaków - wydawało się, że to głównie zagrywka, którą po stronie rosyjskiej napędzał od stanu 18:20 do 24:20 Maksim Michajłow. Prezentował się fantastycznie, ale jeśli spojrzymy dokładniej na to, jak wyglądały kluczowe akcje po stronie drużyny Vitala Heynena, to wnioskiem i zarazem przyczyną porażki będą nieskuteczne ataki. To przez nie seta wygrali Rosjanie do 21. 

Kompletnie nie funkcjonowały zwłaszcza te posyłane przez Michała Kubiaka. Przyjmujący skończył jedną z pięciu dogranych do niego piłek, a to na niego zagrana była jedna z kluczowych - przy stanie 17:20. To w tamtym momencie Polacy stracili kontrolę nad setem i pozwolili Rosjanom rozwinąć się przy świetnej zagrywce. Lepiej wyglądała skuteczność Leona (60 procent) i Muzaja (50 procent), ale brakowało tego, żeby w kluczowych momentach, gdy Polacy opanowali przyjęcie, kończyć tak ważne akcje. 

Vital Heynen podczas meczu Polska - USA w Lidze NarodówVital Heynen zdolny do wszystkiego. Daje do myślenia swoimi ruchami

Wyrównanie dał Polakom Leon. Znów odleciał. A Heynen świetnie zmieniał

Jeśli pierwszy set Rosjanom wygrał Michajłow, to drugą partię dla Polaków przejął Wilfredo Leon. Znowu odleciał - zaserwował trzy asy. Posyłał piłki pędzące odpowiednio 125, 134 i 133 kilometry na godzinę i sam swoim atakiem skończył seta. Skuteczność jego ataków w tamtym momencie wynosiła aż 69 procent. Leon przypominał Rosjanom siebie z czasów gry dla Zenita Kazań

Mając tak świetnego zawodnika, robiącego tak ogromną różnicę, wygrana w secie 25:19 nie była zatem dla Polaków zaskoczeniem. Z pewnością nie dla Vitala Heynena, który wykazał się także sprytem i mądrością przy zmianach - w odpowiednim momencie wprowadzał Mateusza Bieńka, żeby mieć go w polu zagrywki i zmieniał go z powrotem z Piotrem Nowakowskim, który dokładał świetny blok.

Akcja-symbol całego meczu wygrana przez Leona. Wróciło "serducho" Kubiaka

Trzecia partia to niesamowita, fizyczna walka obu drużyn. Najlepiej wszystko opisać może akcja na 20:13 dla Polski. Wilfredo Leon trzy razy próbował kończyć swój atak technicznymi piłkami, ale po tym, jak jakimś cudem Rosjanie nie skończyli dość łatwej piłki, a Polacy podbili ją dzięki Kłosowi i Drzyzdze, to on doskoczył do piłki i potężnie uderzył ją prosto w boisko po stronie rywali. Tych aż łapały skurcze po 25 sekundach niezwykle intensywnej gry, a Dmitrij Wołkow padł po całej akcji na twarz. 

W końcówce powrót do dobrej dyspozycji potwierdzał Michał Kubiak. Przede wszystkim jednej cechy, której nie da się wyrazić statystykami - "serducha". Kubiak bronił, Kubiak walczył, Kubiak wywierał presję zagrywką. A jeśli komuś wciąż brakowało skutecznych ataków kapitana kadry, to skończył ostatnią piłkę, dającą Polakom wygraną w secie wynikiem do 19. W trakcie spotkania przeszedł kapitalną przemianę i swoją postawą przeciwko Rosji naprawdę sporo zyskał.

Vital Heynen ma za sobą trudne decyzje. 'Musiałem im odebrać marzenia'Kontuzja i zmiana w kadrze Polaków! Stracona szansa na igrzyska w Tokio?!

Lanie, którego Rosjanie nie zapomną

Na początku czwartego seta drużyna Vitala Heynena grała momentami na kosmicznym poziomie. Niesamowite wrażenie mogły robić obrony Pawła Zatorskiego, Mateusza Bieńka i łatwość, z jaką Wilfredo Leon zdobywał kolejne punkty - nieważne, czy silnymi atakami, czy dwoma bombami na zagrywce z rzędu. Atak na 12:5 trafił w głowę Denisa Bogdana i ten był po nim aż zamroczony. Przez dobrych kilkanaście sekund zakrywał twarz i starał się otrząsnąć. 

A Polacy nie przestawali upokarzać Rosjan. Prowadzili 20:10 i kontynuowali bicie kolejnych piłek w boisko po stronie rywali. Muserski nie wiedział, co się dzieje, Michajłow, który tak świetnie prezentował się w pierwszym secie, tylko patrzył, a Vital Heynen się uśmiechał. Jego zawodnicy wygrali 25:14 i 3:1. 

Polacy rozbili Amerykanów 3:0 w Lidze Narodów!Jakub Kochanowski po zwycięstwie nad USA: Kluczowym elementem był atak

Jak nie zwracać uwagi na wynik, skoro Rosjanie - tak ważny i trudny przeciwnik - dostał od Polaków potężne lanie? Z drugiej strony, jeśli doceniać tylko indywidualności, to bohaterów nie brakuje. Polacy mieli kosmicznego Leona, który skończył mecz z 25 punktami i siedmioma asami serwisowymi, odmienionego walczaka Kubiaka, czy grającego fenomenalnie niemal w każdym elemencie Piotra Nowakowskiego. A świetnie grali przecież także solidni Maciej Muzaj, Paweł Zatorski, czy Karol Kłos. Ujmijmy to tak: Polacy zagrali tak, że Rosjanom długo będzie się śnił poziom, jaki zaprezentowali ich rywale. A to miała być "tylko" Liga Narodów. Co z przegranym setem? Po prostu skoro Vital Heynen coraz bardziej uaktywnia swoje naturalne środowsko, to nawet po takim widowisku musiał mieć materiał do analizy. Może być podwójnie szczęśliwy, bo to, jak Polacy się podnosili, a Rosjanie niknęli w oczach w trzech następnych partiach było obrazem nie do zapomnienia.