Polska przegrała po dramatycznej końcówce. Sytuacja coraz gorsza

Jakub Balcerski
Polki fatalnie rozpoczęły spotkanie z Belgijkami, miały przebłyski, ale ostatecznie przegrały je 2:3 (15:25, 25:17, 19:25, 25:21, 12:15). Nieskuteczność w ataku i przyjęciu aż je przytaczała. Dziwić mogły też decyzje Jacka Nawrockiego. Trener przed turniejem zapowiadał rotacje i dawanie szans kolejnym zawodniczkom na boisku, a tymczasem w wyjściowych składach dokonał jak na razie tylko jednej zmiany przez pięć spotkań.

Polki przyjechały do Rimini z bojowym nastawieniem. "Jedziemy do Włoch wygrać. Po co mieć coś innego w głowie?". Na dziesięć meczów przed końcem turnieju Polki mogą tracić już sześć punktów do czołowej czwórki, która awansuje do półfinału i powalczy o wygraną w rozgrywkach. Zawodniczki Jacka Nawrockiego mogłyby się skupić przede wszystkim na zgraniu i dawaniu coraz więcej szans zawodniczkom, które do tej pory nie otrzymywały ich wiele w polskiej reprezentacji. 

Zobacz wideo Polscy siatkarze pokazali, jak wyglądają warunki w pokojach hotelowych w czasie Ligi Narodów

Mecz z Belgią niemalże w każdej partii wyglądał tak samo: to, kto prowadził w nim grę rozstrzygało się mniej więcej przy piętnastej akcji, w dużej mierze decydowała zagrywka i gra w obronie, a nie było udanych wielkich pogoni.

Fatalny pierwszy set i powrót zawodniczek Nawrockiego w drugim

Pierwszy set to ten do wyrzucenia z głowy, zupełnie do zapomnienia. Belgijki od stanu 2:2 odjechały Polkom na dwa punkty i do końca partii nie oddały prowadzenia. Dzięki swojej świetnej zagrywce i potężnych problemach kadry Nawrockiego w ataku i przyjęciu tylko powiększały swoją przewagę. Nie wypaliła jedyna zmiana w wyjściowym składzie Polek - Monika Fedusio na lewym skrzydle, którą zmieniła Martyna Łukasik. Końcówka to był już koncert Belgijek. Na osiem ostatnich punktów zdobyły aż siedem i wygrały 25:15. 

Polki potrafiły się podnieść. Potrafiły wykorzystać zagrywkę, zwłaszcza gdy widziały, że Belgijkom nie szło w przyjęciu. Od stanu 8:8 prowadziły dopiero drugi raz w tym spotkaniu, ale nie wypuściły tego do końca seta, głównie dzięki dobrym zagrywkom. Swoje warunki świetnie wykorzystywała też Magda Stysiak. Poprowadziła Polki do wygranej 25:17 i wydawało się, że wszystko może się dla nich odwrócić. Okazało się jednak, że ta partia była tylko jednym z nielicznych przebłysków lepszej gry.

Michał Kubiak"Ta sama śpiewka. Pół kadry się nie nadaje". Kapitan reprezentacji tylko się śmieje

Polki doprowadziły do tie-breaka, rywalki czasem potrzebowały nawet szpagatów

W trzeciej partii przewaga w zagrywce wróciła na stronę Belgijek. Polki zbyt wielu piłek nie kończyły skutecznymi atakami, popełniały sporo własnych błędów i dawały utrzymać się na prowadzeniu rywalkom. To obraz charakterystyczny dla polskiej kadry grającej niepewnie w spotkaniu, w którym jej forma się bardzo waha, czyli dokładnie takim, jak to z Belgią. Wynik 25:19 dobrze oddawał to, jaką przewagę nad Polkami zbudowały sobie przeciwniczki. 

Jednak jeśli Polki grały płynnie i skutecznie pierwszą akcję z piłką po swojej stronie, to Belgijki rzadko potrafiły nadążyć z obroną. W przypadku kolejnych wymian o wiele więcej zyskiwały rywalki, a u zawodniczek Jacka Nawrockiego ubywało pewności siebie. Dlatego dobrze, że Polki w czwartej partii potrafiły sprawić, że rywalki częściej niż o podbijaniu piłek w obronie, starały się wzrokiem skierować je poza boisko, gdy nie wypadały na aut. Choć pojawiały się nawet szpagaty w defensywie, ale większość akcji Polki potrafiły skończyć punktowo - uaktywniła się Klaudia Alagierska na środku, coraz lepiej wyglądała także Malwina Smarzek, czy ich duet w bloku. Groźnie zaczęło się robić dopiero w końcówce, kiedy rywalki doszły zawodniczki Nawrockiego na dwa punkty (23:21), ale te ostatecznie doprowadziły do tie-breaka.

Mecz z Belgią, jak "pojedynek dwóch bokserów, którzy młócą pięściami w powietrze". Ale to Polki dosięgnął ostateczny cios

W nim Polkom brakowało już jednak niemalże wszystkiego. Przyjęcie było na fatalnym poziomie, ataki podbijane przez rywalki, a w obronie zawodniczki momentami stały jak zamrożone w jednym miejscu na boisku. Momentami funkcjonował tylko blok. Symboliczną okazała się jedna z akcji, gdy Polki cieszyły się już z punktu, obserwując ofiarną obronę Belgijek i myśląc, że piłka nie pozostanie w grze. Belgijki nie tylko wróciły z nią do akcji, ale chwilę później na pojedynczym bloku zatrzymały Magdalenę Stysiak.

Koreańskie siatkarki wyrzucone z kadry przed IO w TokioAwansowały na igrzyska, a potem straciły wszystko. Skandal wstrząsnął krajem

Kolejne ataki przyjmującej wyglądały tak, jakby ktoś po stronie Belgijek miał jej laleczkę voodoo i w momencie ataku krzyżował jej ręce. I nawet w chwili, gdy Polki wyrównały przy stanie 12:12 dzięki zagrywce Julii Nowickiej, to chwilę później straciły punkt po własnym błędzie i były już na kursie do kolejnej, trzeciej porażki we Włoszech. - Trochę ten mecz przypomina pojedynek dwóch bokserów, którzy młócą pięściami w powietrze. Ale kiedyś któryś cios musi któregoś z nich trafić - mówił komentujący mecz dla TVP Sport Jacek Laskowski. Na nieszczęście Polek, ten cios trafił właśnie w ich zespół i przegrały piąty set 12:15 i 2:3.

Nawrocki nie zmienia, Polki aż emanują zmęczeniem. Problemy w Lidze Narodów

Skąd tak duże problemy Polek w Lidze Narodów? Wyglądały podobnie jak podczas drugiego ze spotkań w pierwszej serii meczów w Rimini - z Serbią, gdy Polki wyraźnie odstawały od rywalek dyspozycją fizyczną. Wyglądały na zirytowane i zmęczone. Wówczas skończyły dzień wcześniej mecz z Włoszkami dość późno, a Jacek Nawrocki nie odwołał porannego treningu i dyspozycja niektórych zawodniczek była o wiele gorsza, niż można było się spodziewać. Czy tak samo było przed meczem z Belgią? Niewykluczone, bo zmęczenie polskich siatkarek, także własną grą, było na podobnym poziomie. 

Liga Narodów: Polska - Słowenia, siatkówkaLeon jest w kosmosie, wyleciał poza skalę! Są pierwsi przegrani Ligi Narodów

Specyficzną kwestią jest także dobór zawodniczek Jacka Nawrockiego. Dokonuje niewielu zmian w swoim składzie i przez większość spotkań w meczach grają te same zawodniczki. Nie sprzyja to ani jednemu z celów na Ligę Narodów - wprowadzania większej liczby zawodniczek na najwyższy poziom - ani odciążaniu tych, które grają najwięcej. Polska kadra po pięciu meczach nie ma już w ogóle świeżości. A kiedy wygrywać jeśli nie w meczach z takimi przeciwnikami, jak Belgia, od których nie trzeba uważać się za gorszą drużynę? Skoro z Koreą Polki miały sporą przewagę i wiadomo było, że to nie będzie spotkanie równych rywali, można było dać niektórym odpocząć. Tak się jednak nie stało i kto wie, czy przegrany tie-break z Belgią nie jest tego skutkiem.

Kolejny mecz Ligi Narodów Polki rozegrają już w środę, 2 czerwca. W swoim szóstym spotkaniu we Włoszech zagrają z Dominikaną o godzinie 18:00. Relacja na żywo na Sport.pl.

Więcej o: