"Ta sama śpiewka. Pół kadry się nie nadaje". Kapitan reprezentacji tylko się śmieje

- Jestem przyzwyczajony do słuchania, że pół kadry się nie nadaje, że zamiast wielu z nas powinni być powołani inni zawodnicy. Ale to nie robi na nas żadnego wrażenia - mówi Michał Kubiak. Kapitan siatkarskiej reprezentacji Polski w rozmowie ze Sport.pl opowiada, jak w Rimini kadra wykuwa formę na igrzyska olimpijskie i przy okazji gra w Lidze Narodów.

Polscy siatkarze po trzech kolejkach Ligi Narodów mają w dorobku dwa zwycięstwa i porażkę. Wygrali z Włochami 3:0 i z Serbią 3:1. A w ostatnim występie przegrali 1:3 ze Słowenią. Teraz czekają na trzy kolejne mecze - w czwartek z Australią, w piątek z USA i w sobotę z Rosją.

Zobacz wideo Polscy siatkarze pokazali, jak wyglądają warunki w pokojach hotelowych w czasie Ligi Narodów

Łukasz Jachimiak: Część kibiców bardzo zmartwiła Wasza porażka ze Słowenią. A jak Wy się czujecie z tym, że ten mecz przegraliście?

Michał Kubiak: Na pewno nie czujemy się z tym komfortowo. Ale porażka się przydarzyła i tyle, nie ma co płakać.

Bo ważniejsze od zwycięstwa było to, żeby trener Vital Heynen przetestował, co postanowił przetestować? Bo nie na wygraniu Ligi Narodów Wam zależy - chociaż na pewno ją też fajnie byłoby wygrać - tylko na wygraniu igrzysk olimpijskich w Tokio?

- Oczywiście, że zawsze lepiej jest wygrać niż przegrać. Natomiast ja już jestem przyzwyczajony, że o tej porze roku z naszej kadry wszystkich się skreśla, wyrzuca, że nikt się do niczego nie nadaje. No może tylko jeden się nadaje, któremu wyjdzie mecz.

W niedzielę, ze Słowenią, tylko Mateusz Bieniek się nadawał!

- Tak, wiem: tylko jeden Bieniu dawał radę, ha, ha! Ale niech z każdego meczu jeden z nas się nadaje, to po tych wszystkich meczach Ligi Narodów dwunastkę na igrzyska skleimy.

Jeśli wszystko pójdzie po Waszej myśli, to w Lidze Narodów zagracie 17 meczów.

- Czyli Vital będzie miał ból głowy! Bo jednego dobrego z naszej drużyny zawsze się wybierze. W każdym meczu.

Jak ciężko teraz pracujecie? Tak jakbyście byli w Spale na normalnym zgrupowaniu?

- Tak, idziemy normalnym cyklem przygotowawczym, a nie takim, żeby wygrywać Ligę Narodów. Kto jest w formie, ten jest w formie, a kto nie jest, dojdzie do niej. Jasne, że każdy chciałby wychodzić na boisko i mieć w każdym meczu 70 proc. skuteczności w ataku, 80 proc. w przyjęciu i jeszcze 15 asów. Ale tak się nie da. Jesteśmy na takim etapie, na jakim jesteśmy i jeszcze raz powtórzę: jestem przyzwyczajony do słuchania w okresie majowo-czerwcowym, że pół kadry się nie nadaje, że zamiast wielu z nas powinni być powołani inni zawodnicy. Ale to nie robi na nas żadnego wrażenia. Idziemy swoim torem. Trener założył plan i trzeba ten plan realizować. Bez względu na wszystko.

Wy ten plan znacie? Wiecie, kto kiedy będzie grał?

- Tak, pierwsze dziewięć meczów Ligi Narodów mamy rozpisane. Wiemy kto, jak i z kim będzie grał. Czy były potrzebne zmiany ze Słowenią? Może i były. Czy były potrzebne zmiany z Serbią? Może i były. Czy były potrzebne zmiany z Włochami? Pewnie też były. Ale nie o to chodzi. Najważniejsze jest, żeby każdy pograł. Kiedy zagraliśmy ostatni mecz w reprezentacji o coś?

W październiku 2019 roku o brązowy medal mistrzostw Europy.

- No właśnie, dwa lata temu. Dajmy sobie chwilę czasu. Nie panikujmy. Panika do niczego nie prowadzi.

Jak Wam jest w antycovidowej bańce w Rimini?

- Nie jest najgorzej. Jedzenie nie jest złe. Pokoje są skromne, ale to nie problem. Najważniejsze, że jedzenie i warunki treningowe są na odpowiednim poziomie. Dzięki temu w pełni możemy realizować plan treningowy. A o to nam wszystkim chodzi. Tego się trzymamy. Porażka ze Słowenią nas na pewno nie przeraża. Ten zespół jest poza naszym zasięgiem i już.

Nie żartuj. Słowenia Wam nie leży, ale teraz nie zagraliście w najsilniejszym składzie, a najważniejszy mecz ze Słoweńcami, w eliminacjach olimpijskich, jednak wygraliście.

- Nie no, żadnego kompleksu nie mamy. A skoro przypominasz kwalifikacje olimpijskie, to pamiętam, że przed nimi graliśmy Memoriał Wagnera i wszyscy wieszali na nas psy, że nie mamy formy i jedziemy na te eliminacje jak na zbicie. Jak się skończyło? Wszyscy wiemy. Naprawdę zupełnie mnie nie ruszają te wszystkie komentarze powtarzające się co roku w pierwszej fazie reprezentacyjnego sezonu. To jest ta sama śpiewka, ta sama gadka. A na koniec i tak wychodzi na nasze. Nic się nie zmienia u nas w kraju.

Macie kilka milionów kibiców, ale duże zainteresowanie ma też swoją cenę - mamy w kraju kilka milionów ekspertów.

- Ja to rozumiem. Każdy może komentować, jak sytuację widzi. Każdy ma prawo do własnego zdania, do wyrażania opinii. Ja nie mam wpływu na to, co gadają ludzie, ale mogę mieć w d***, co gadają ludzie i mam w d***, co gadają ludzie.

Dwie sprawy pozasiatkarskie: czy mieścisz się na swoim łóżku, bo na zdjęciach wyglądają na bardzo małe, i czy już nie mieszkacie z Irańczykami na tym samym piętrze, bo Vital twierdził, że Wasze ekipy trzeba rozdzielić, żeby w pewnym momencie nie zaczęło iskrzyć na korytarzach?

- Z łóżkami nigdy nie mam problemu, bo nie należę do najwyższych. A Irańczycy cały czas są z nami na piętrze, ale ja na to nie zwracam uwagi. Omijam ich szerokim łukiem. Zostaliśmy tak przydzieleni, ja w przypadek nie wierzę, ale spokojnie - nic złego się nie dzieje.

Uważasz, że Włosi z premedytacją zrobili z Was sąsiadów?

- Nie wiem. Nie chcę rzucać oskarżeń. Ale w przypadki nie wierzę.

Myślisz, że trudno będzie o wzajemne schodzenie sobie z drogi po tym jak spotkacie się z Irańczykami w meczu?

- E tam, za stary już jestem na takie rzeczy!

A propos wieku - widziałeś, jak 20. urodziny świętowała Iga Świątek? Wiem, że jesteś fanem tenisa.

- Oczywiście, że oglądałem mecz Igi! Trzymam kciuki bardzo, bardzo mocno za to, żeby Iga obroniła tytuł mistrzyni Rolanda Garrosa. W mediach społecznościowych widziałem, że niedawno trenowała z Rafą Nadalem. Super! To dla niej na pewno wielka sprawa i na pewno Iga wiele może się od Rafy nauczyć. Zwłaszcza że z tego, co wiem, to mączka jest też jej ulubioną nawierzchnią. Kibicujmy wszyscy tej dziewczynie. Niech się rozwija, niech będzie naszą dumą, niech turniejów wielkoszlemowych wygra jeszcze ze 20!

Spotkań z Nadalem to pewnie Idze zazdrościsz?

- Oczywiście! Rafę uwielbiam od bardzo dawna. Za styl, za wszystko, za jego całą sportową osobowość. A Idze też bardzo kibicuję. Wszyscy jej kibicujmy. Dziewczyna ma niebywały talent i widać ogień w jej oczach!