"W takich warunkach nawet najświętsi by pękli". Polacy zaczynają Ligę Narodów

- W takich warunkach nawet najświętsi by pękli. Ale mam nadzieję, że przed Tokio ewentualne rany się już zagoją, że się poprzepraszamy, napijemy się wspólnie piwka i z jeszcze lepszą atmosferą będziemy mogli walczyć o najwyższy cel - mówi Piotr Nowakowski. W piątek polscy siatkarze zagrają z Włochami w pierwszej kolejce Ligi Narodów w bańce antycovidowej w Rimini.

Mecz z Włochami - początek o godzinie 19.30, relacja na żywo na Sport.pl - jest pierwszym z 15 a może 17, jakie rozegrają nasi siatkarze w ciągu najbliższego miesiąca. W Rimini Vital Heynen będzie korzystał z 19 zawodników. Najbardziej utytułowanym z nich jest Piotr Nowakowski. Jak doświadczony środkowy reaguje na głosy mówiące, że jest jednym z kilku pewniaków do 12-osobowego składu Polski na igrzyska olimpijskie w Tokio? Dlaczego w wiosce olimpijskiej chciałby siedzieć przy stoliku z Novakiem Djokoviciem?

Zobacz wideo Polscy siatkarze pokazali, jak wyglądają warunki w pokojach hotelowych w czasie Ligi Narodów

Łukasz Jachimiak: Przypomnisz, jaki masz dorobek medalowy z mistrzostw świata?

Piotr Nowakowski: Dwa złote medale.

A z mistrzostw Europy?

- Złoty i dwa brązowe.

A z igrzysk olimpijskich?

- Dwa wspaniałe ćwierćfinały, ha, ha!

To jaki masz cel na Tokio?

- Przede wszystkim dostać się do 12-osobowego składu kadry. A później wrócić do Polski z medalem.

Z jakim?

- Złotym oczywiście! Celujemy w złoto. Aczkolwiek można by o tym troszkę porozmyślać. Bo w sumie każdy medal będzie super. Ale najważniejszy jest taki, który dają za zdobycie ostatniego punktu w ostatnim meczu.

Jesteś w reprezentacji od lat, przez ten czas mieliśmy różne drużyny - czy według Ciebie obecna jest najlepsza i ma wszystkie narzędzia, żeby wygrać igrzyska?

- Skłamałbym, gdyby powiedział, że kiedyś nie myślałem podobnie jak teraz - że jesteśmy w takim gazie, że żaden przeciwnik nie jest nam straszny.

To było w 2012 roku?

- Tak, na przykład wtedy. W 2016 roku wyglądało to trochę inaczej. W 2012 byliśmy mocno przygotowani. Chyba aż za mocno. I skończyło się na ćwierćfinale. Teraz uważam, że nasza drużyna jest jeszcze lepiej przygotowana, że wygląda jeszcze lepiej. Mam nadzieję, że się nie mylę. I że nie skończy się tak jak na igrzyskach w 2012 i 2016 roku. I na jeszcze poprzednich, bo w Pekinie w 2008 roku też skończyło się na ćwierćfinale.

Polska, siatkówka, reprezentacja, HeynenNa tego rywala Polacy musieli trafić! O resztę grupy na siatkarskich ME nie trzeba się martwić

W 2004 roku w Atenach również. Może już wtedy oglądałeś siatkówkę?

- Oglądałem, ale pamięć już nie ta.

Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie z hasłem "igrzyska"?

- Ceremonie otwarć. One zawsze robiły na mnie duże wrażenie. W Londynie świetna była królowa skacząca na spadochronie z Jamesem Bondem. W Rio też było przyjemnie. Nie mówię oczywiście o względach sportowych. To, że można było iść dumnie wśród innych sportowców i widzieć naszą łopoczącą flagę jest wspomnieniem na całe życie.

W tym roku w Tokio to Cię może ominąć - ze względów pandemicznych ceremonia może wyglądać całkiem inaczej niż zwykle.

- No tak, ona się może nie odbyć albo może się odbyć w okrojonym wymiarze.

Popuśćmy wodze fantazji i wyobraźmy sobie, że Polski Komitet Olimpijski proponuje Ci rolę chorążego olimpijskiej reprezentacji. Jesteś najbardziej utytułowany w kadrze siatkarzy, czyli drużyny typowanej do złota, więc to możliwe. Wziąłbyś tę rolę czy nie, bo klątwa chorążego?

- W sumie nie myślałem o tej klątwie. Na pewno musiałbym wzmocnić trochę plecy i obręcz barkową, żeby nieść flagę godnie. Ale też wiem, że są w kadrze ludzie, którzy trochę bardziej na to zasługują. Między innymi nasz kapitan, który jest naszym głównym motywatorem i głównym motorem napędowym.

Czyli skromniejszy dorobek medalowy Michała Kubiaka byłby mniej ważny od jego roli?

- Tak mi się wydaje. Jest trochę młodszy, miał trochę mniej czasu na zdobywanie medali.

Pewnie na tę ceremonię ostatecznie nie pójdziecie, a całe igrzyska będą dalekie od święta sportu, jakie znamy.

- Pewnie tak, ale to nie ujmuje igrzyskom ich prestiżu. Najważniejsze będzie to, co się wydarzy na boisku i kto na koniec sobie zawiesi medal na szyi. Jesteśmy już przygotowani do grania bez kibiców. Chociaż słyszymy, że jakaś część japońskich kibiców zostanie wpuszczona. A mając w kadrze Michała Kubiaka i Bartka Kurka, czyli zawodników, do których w Japonii jest żywiona sympatia, możemy liczyć, że miejscowi będą nam kibicować. No może nie w meczu z Japonią, jeśli do takiego dojdzie. Gramy z Japonią?

Gramy. Właściwie gracie.

- Gramy! Jako reprezentacja, jako cała Polska. No to wtedy będą troszkę przeciwko nam, ale fajnie będzie, jak chociaż w innych meczach Japończycy będą nas wspierali.

Konflikt na linii Wilfredo Leon - Vital Heynen? 'Mnie też udzielają się emocje'Wilfredo Leon opowiedział o swoich relacjach z Heynenem. "Wiem, że nie robi tego specjalnie"

Zostańmy przy hierarchii. Przed chwilą ustawiłeś się pokornie za Michałem Kubiakiem, a powiedz jak widzisz rywalizację na środku. Czujesz się pewniakiem? Tylko powiedz szczerze. Nam się wydaje, że Nowakowski to numer 1 na tej pozycji.

- Bardzo mi miło słyszeć takie słowa. Często je słyszę, co utwierdza mnie, że zawsze warto walczyć do końca, nawet jak nie wszystko będzie wychodziło tak, jakbym chciał. Na pewno jest spora szansa, że doświadczenie, które mam na swoich troszkę obolałych plecach, przyda się w Japonii. Reszta chłopaków też jest już doświadczona, ale jednak ciut młodsza ode mnie. Myślę, że fajnie by było, gdyby pojechało dwóch młodszych i jeden starszy. Fajnie by się to spięło. Ale nie mogę powiedzieć, że jestem pewniakiem, bo pewniaków w naszej drużynie praktycznie nie ma.

Oficjalnie.

- Tak, oficjalnie i praktycznie ich nie ma. Ja tak o sobie nie myślę. Ale miło że inni mają takie zdanie.

Przeczytałem niedawno na Twitterze zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: "Piotr Nowakowski to może nie najlepszy środkowy świata, ale na pewno najlepszy blokujący świata". Zgadasz się?

- Kurde, każdy ma prawo do własnej opinii!

Ale jest coś w tym?

- W tym sezonie byłem bardzo zadowolony ze swojej gry właśnie w tym elemencie. Inne może trochę bardziej kulały, ale ten blok, z którym wcześniej było sporo problemów, zaczął mi wychodzić. Nic nadzwyczajnego w tym kierunku nie robiłem, nie miałem jakichś ćwiczeń wymyślonych z kosmosu. To chyba po prostu przychodzi z doświadczeniem.

Ale miałeś to już w trakcie mistrzostw świata w 2018 roku. Daniel Pliński wtedy podkreślał, że nikt nie gra blokiem i wyblokiem tak jak Ty. Pamiętam, jak wyliczał kluczowe punkty, które dzięki temu zdobyliśmy w półfinale z USA.

- Bardzo mi miło, że Daniel Pliński ma o mnie takie zdanie, gdyż bardzo go cenię jako środkowego i to bardzo dobrze blokującego. Mam nadzieję, że jego słowa sprawdzą się też w najbliższym czasie. Mam nadzieję, że będę mógł to udowodnić na Lidze Narodów i w Tokio. I że nikogo nie zawiodę.

A propos Ligi Narodów - miałeś chociaż przez moment taki pomysł, żeby do Rimini zabrać ze sobą rodzinę?

- Nie, nie, nie! Zbyt mało było informacji na temat bańki, w której musimy funkcjonować. Nie chciałem tego robić rodzinie. Rozłąka jest męcząca, ale siedzenie w jednym miejscu, beze mnie, bo ja bym ciągle musiał być na treningach i meczach, to coś, czego nie chciałem robić rodzinie. Mieszkamy w pięknym Gdańsku, gdzie jak tylko będzie fajna pogoda, to dziewczyny będą miały zapewnione wszystko, czego potrzebują. Oprócz mnie! Ale od tego są komunikatory internetowe. Będziemy tak rozmawiać. Musimy się trochę poświęcić.

Jak trudne dla kadry będzie wytrzymanie miesiąca w bańce w Rimini? Ryszard Bosek opowiadał, że kiedy kadra Wagnera szykowała się do mistrzowskich imprez na zgrupowaniach w Font Romeu, to po dwóch tygodniach jeden drugiemu nawet soli na stołówce nie chciał podać, że ciągle awantura wisiała w powietrzu.

- Można się niestety spodziewać, że drobne konflikty będą. Muszą być, jak tylu chłopa będzie siedziało razem w jednym miejscu. W takich warunkach nawet najświętsi by pękli. Ale to dobrze, że pożyjemy w bańce w Rimini, bo dzięki temu będziemy już mieli małe doświadczenie przed Tokio. I mam nadzieję, że do ewentualnych konfliktów dojdzie już w Rimini i że one przed Tokio będą wyjaśnione, że rany się już zagoją, że się poprzepraszamy, napijemy się wspólnie piwka za to, co było nie tak i z jeszcze lepszą atmosferą będziemy mogli walczyć o najwyższy cel. Tak naprawdę to żadne poświęcenie, jeśli się chce zdobyć złoto na igrzyskach. Dla niego nawet i trzy miesiące w zamknięciu moglibyśmy siedzieć. Trzeba sobie dać radę ze wszystkimi problemami na drodze do takiego celu. Dla mnie on jest najwyższy. Ostateczny, jaki chciałbym zrealizować w karierze reprezentacyjnej.

Czyli myślisz o tym, żeby powoli kończyć z grą w reprezentacji? Medal w Tokio może być Twoim pożegnaniem? Tak to zabrzmiało.

- Na pewno żadnych zobowiązujących decyzji teraz nie podejmę, aczkolwiek medal w Tokio bardzo by mi sprawę ułatwił. Natomiast brak tego medalu - nie wiem, wtedy zobaczyłbym, w jaki stanie psychicznym i fizycznym byłbym później.

Polska, siatkówka, reprezentacja, HeynenHeynen: Jeśli w ciągu miesiąca coś wydarzy się na linii Polska - Iran, będzie to błąd FIVB

Jak logistycznie przygotowaliście się na ten miesiąc w zamknięciu?

- Mamy książki, filmy, planszówki, karty oraz gadżety elektroniczne, żeby można było porywalizować w grach wideo. Umawiałem się z Bartkiem Kurkiem, że odpalimy Fortnite'a. Na pewno zrobimy z chłopakami większą, drużynową rywalizację.

Mówiłeś, że plecy masz obolałe i wątłe. Powiedz, jak sobie z nimi radzisz od operacji kręgosłupa sprzed kilku lat.

- Operacja z 2015 roku dała mi sporo do myślenia. Zdałem sobie sprawę z tego, że zdrowie jest kruche i że trzeba o nie bardzo dbać. Za wszelką cenę. Od operacji mam specjalne ćwiczenia. Wszyscy ludzie od przygotowania fizycznego i od fizjoterapii znają te problemy, wiedzą, jak sobie z nimi radzić. A ja cały czas czerpię też nowe pomysły na to, jak wzmacniać core, żeby problemów było jak najmniej. Niestety nie da się ich wykluczyć w stu procentach. Ale już wiem, co robić, gdy coś się dzieje. Umiem szybko reagować i wyciszać ogniska zapalne.

A jak na Ciebie wpływa celiakia?

- Mój organizm nie toleruje glutenu. Gluten niszczy moją florę jelitową. Dokładnie niszczy kosmki, które są odpowiedzialne za wchłanianie praktycznie wszystkich wartości odżywczych z pokarmów. Zawsze miałem problemy z poziomem hemoglobiny we krwi. Zawsze miałem słabe wyniki. A w apogeum celiakii miałem stany anemiczne. I właśnie przez nie robiłem dalsze badania, które wykazały, że mam celiakię. Taką najgorszego sortu, która będzie mi towarzyszyła już zawsze. Przeszedłem na ścisłą dietę bezglutenową. To się wiąże z restrykcyjnym podejściem do posiłków.

Michał Kubiak narzekał na jedzenie w Bułgarii w trakcie MŚ 2018, więc wyobrażam sobie, jak źle Ty się czułeś.

- U mnie te problemy zaczęły się po mistrzostwach, na przełomie 2018 i 2019 roku. Od tego czasu jestem bardziej problematyczny, na zgrupowaniach kadry wymagam specjalnych posiłków. Bo naprawdę nawet najmniejsza dawka glutenu może mieć na mnie zły wpływ.

Boisz się trochę o jedzenie na igrzyskach? Podobno na olimpijskich stołówkach wszyscy jedzą ten sam makaron.

- Znając mentalność Japończyków, spodziewam się, że jeśli się ich o coś poprosi, to zrobią to, nawet jeśli nie mają doświadczenia. Ale na igrzyskach w gronie tysięcy sportowców na pewno nie będę jedynym takim przypadkiem.

Zajmiesz stolik z Novakiem Djokoviciem i po kłopocie.

- Nie obraziłbym się, gdyby był taki oddzielny stolik dla nas.

Panowie Nowakowski i Novak: ładnie to wygląda. Tylko że Ty jesteś zaszczepiony na covid, a on najpierw był przeciwko szczepieniom, teraz nie opowiada się ani za, ani przeciw, za to uważa, że dobrymi emocjami można przemienić zatrutą wodę w uzdrawiającą.

- A, tak, rozumiem, słyszałem.

Novak DjokovićNovak Djoković promuje pseudonaukowe teorie. Kibice tenisa są zniesmaczeni

No trudno, najwyżej będę sam siedział, a on troszeczkę dalej ode mnie, żebym go moim 5G nie zaatakował. Bo już mam zainstalowane. Uwaga na promieniowanie!

Więcej o: