Polski cieśla dołowy lepszy niż konstruktor samolotów z Czechosłowacji. Tak Płomień zdobył pierwszy polski Puchar Europy

- Wygrać miała Aero Odolena Voda z Czechosłowacji. Oni mieli lepszego sponsora strategicznego - mówi Ryszard Bosek. Górnicy z Płomienia Milowice pokonali faworytów związanych z branżą lotniczą 3:2. Teraz w Weronie Zaksa Kędzierzyn-Koźle też wygrała z faworyzowanym Trentino 3:1 i została drugim polskim zdobywcą siatkarskiego Pucharu Europy, już w erze Ligi Mistrzów.

- Mamy fajny rok, żeby wreszcie z tym skończyć - mówi Ryszard Bosek. - Najpierw niech Zaksa sprawi, że przestaniemy odliczać lata od jedynego Pucharu Europy dla polskiego klubu. Minęły 43. I wystarczy - dodaje. - A później niech reprezentacja Polski wygra złoto olimpijskie, bo na nie czekamy jeszcze dłużej, 45 lat - wylicza zdobywca obu trofeów. Pierwsze z tych zdarzeń już miało miejsce - kędzierzynianie wygrali Ligę Mistrzów i są nową najlepszą drużyną Europy.

Zobacz wideo PlusLiga. Złoto dla Jastrzębskiego Węgla. "Nikt w nas nie wierzył"

Kraków, turniej finałowy Pucharu Polski. Mecz ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Jastrzębski WęgielWielki finał Ligi Mistrzów. ZAKSA - Trentino. Gdzie i kiedy oglądać mecz? [TRANSMISJA]

Wagner doglądał kolekcjonerów trofeów

Bosek był 1978 roku gwiazdą światowej siatkówki. W 1974 roku został mistrzem świata. W roku 1976 - mistrzem olimpijskim. I wreszcie dorzucił do tego Puchar Europy w barwach Płomienia Milowice.

W górniczym klubie z dzielnicy Sosnowca mistrzów było więcej. - Jurek Wagner często przyjeżdżał na nasze treningi. To były konsultacje pod kątem reprezentacji. W Płomieniu grali Gawłowski, Bosek, Molenda, grałem ja - było kilku chłopaków, którymi był zainteresowany - mówi nam Włodzimerz Sadalski. - Najfajniejsze było to, że koledzy zobaczyli, jak się tak naprawdę trenuje. I dzięki temu oni ogromnie podnieśli swój poziom - dodaje.

Sadalski nie wymienia Zbigniew Zarzyckiego. - Bo ja nie dokończyłem tamtego sezonu w Płomieniu. Wyjechałem grać do Włoch i nie mam Pucharu Europy - mówi w rozmowie ze Sport.pl kolejny mistrz świata i mistrz olimpijski.

- Ale proszę mi uwierzyć, że nie żałowałem. Tytuły były wtedy dla nas czymś normalnym. Było mistrzostwo świata i mistrzostwo olimpijskie, więc klubowy Puchar Europy już nie robił takiego wrażenia. A też nie mogłem przewidzieć, że Płomień go wygra. Rozgrywek nie zaczynał jako faworyt - tłumaczy Zarzycki.

Włosi przekręcili. I przeprosili

Waldemar Wspaniały proszony o powrót do przeszłości stwierdza ze śmiechem, że męczy go już wracanie do dawno zapomnianej epoki. - Pewnie, że mam do tamtego sezonu sentyment. Pamiętam, jak w ćwierćfinale wygraliśmy niełatwy dwumecz z Romą [Federlazio Rzym]. Tam przegraliśmy 1:3, a w Sosnowcu wygraliśmy 3:0. Włosi już wtedy wchodzili na wyżyny, już się stawali groźni - mówi.

Tu ze szczegółami rywalizacji polsko-włoskiej spieszą Sadalski oraz Bosek. - Okazało się, że do Rzymu nie dotarli sędziowie i nasz mecz musieli poprowadzić Włosi. To znaczy nie musieli, my mogliśmy wrócić do kraju i przylecieć do Rzymu w innym terminie, spotkanie byłoby przełożone. Ale wiadomo, że lot kosztował, nam nie na rękę by było podróżować drugi raz - opowiada Sadalski.

- Włosi wykorzystali sytuację i nas przekręcili - uzupełnia Bosek. - To były inne czasy, challenge w siatkówce nie istniał. Pamiętam, jak kiedyś pojechaliśmy grać do Rumunii i auty nam sędziowie gwizdali nawet, gdy atak wchodził w boisko metr od linii. Jedyną pewną akcją było wbicie gwoździa w środek parkietu - dodaje.

Obaj z Sadalskim twierdzą, że w styczniu 1978 roku w Rzymie grało im się właśnie tak jak w tej Rumunii. - Na szczęście w drugim secie Włosi się zagapili. A jak go wygraliśmy, to już byliśmy pewni, że przy wyniku 1:3 w Milowicach załatwimy sprawę. I wygraliśmy 3:0. A Włosi nas za pierwszy mecz przeprosili - mówi Sadalski. - Właściciel Federlazio nieśmiało przepraszał już po pierwszym meczu - śmieje się Bosek.

"Byliśmy klubem o takim znaczeniu, jak teraz Zaksa"

Po dwumeczu z Włochami Płomień awansował do turnieju finałowego. - Najważniejszy i najtrudniejszy mecz graliśmy z Czechami. Wtedy finał był grany systemem każdy z każdym. Byliśmy my, Czesi [Aero Odolena Voda], holenderski klub, w którym grała cała reprezentacja Holandii [Starlift Blokkeer Rijswijk] i Turcy [Boronkay Stambuł]. Wygraliśmy wszystkie trzy mecze [3:0 z Turkami, 3:1 z Holendrami i 3:2 z Czechami] - mówi Wspaniały.

- My mieliśmy kilku uznanych graczy w składzie, ale w Europie Płomień był wtedy klubem o takim znaczeniu, jak teraz Zaksa, czyli dobrym, uznanym, ale żadnym faworytem. Jednak doskonale pamiętam, jaka atmosfera panowała w drużynie. Myśmy na finał do Bazylei pojechali wygrać - mówi Sadalski. - Dzień przed startem turnieju oprócz odprawy, którą zrobił trener Olek Skiba, myśmy jeszcze się sami spotkali i postanowiliśmy, że wszystko zostawimy na placu, żeby zdobyć puchar - dodaje były rozgrywający.

Podziemie dzwoniło, orkiestra marzła i grała

- Faworytem była Odolena Voda. Oni mieli mocniejszego sponsora strategicznego - zakład produkujący samoloty. Też byli na fikcyjnych etatach, ale wyższych niż my, mieli lepiej - mówi Bosek.

Akurat on miał w Płomieniu najlepiej. - Wszyscy siatkarze naszego klubu byli zatrudnieni na fikcyjnych etatach w kopalni. Prawdziwi górnicy dostawali po trzy tysiące pensji, my po pięć, a nasi trzej mistrzowie olimpijscy bodajże po osiem tysięcy. To były dobre pensje, ale żadne kokosy. Jakieś premie za sukcesy jeszcze były. Ale symboliczne - wyjaśnia Wspaniały.

Jastrzębski Węgiel mistrzem Polski w sezonie 2020/21Rewolucja w składzie mistrzów Polski. Siedmiu zawodników odchodzi z klubu

- Najwięcej zarabiał wtedy cieśla dołowy i my mieliśmy etaty tego cieśli. Nie wiem, co taki cieśla robił. W kopalni byłem, ale zwiedzać, a nie pracować - mówi Bosek. - Muszę jednak dodać, że górnicy bardzo się naszymi meczami interesowali. Korzystali ze specjalnego połączenia i dzwonili na powierzchnię, żeby poznać wyniki meczów. Górnicy często też na mecze przychodzili. Czuło się, że nam kibicują i są dumni, że ich reprezentujemy - dodaje były przyjmujący.

- Ja nawet nie pamiętam, co dostaliśmy za Puchar Europy. To nie były czasy, w których się grało dla pieniędzy. Pamiętam, że orkiestra górnicza nas przepięknie przywitała i że jak się jej słuchało, to serce się cieszyło - mówi Sadalski. - Ogólnie klub o nas dbał. Pieniądze zawsze dostawaliśmy na czas, pierwszego. I to wystarczało - dodaje.

W nagrodę bon na zakup telewizora. "Nie ruskiego. Sony"

Bosek pamięta, że za Puchar Europy każdy jego zdobywca dostał bon na zakup telewizora. - Nie ruskiego, tylko Sony. To było coś - mówi.

Ale ta orkiestra to chyba było coś jeszcze większego. Bo i o niej najwięcej mówi Wspaniały. - Radość była wielka, na lotnisko przyjechała nawet orkiestra górnicza. Ci chłopcy byli zresztą bardzo biedni, bo to był luty, minus 20 stopni Celsjusza, samolot się spóźnił i kazano im czekać ubranym tylko w górnicze mundurki. Żal nam ich było strasznie, jak się dowiedzieliśmy, że do budynku ich nie wpuszczono, tylko kazano im stać na płycie lotniska - wspomina były zdobywca Pucharu Europy z Płomieniem oraz 3. i 4. miejsca w Lidze Mistrzów z Mostostalem Azoty Kędzierzyn-Koźle jako trener tego zespołu.

Wesoły turniej w Padwie

Orkiestra zagrała siatkarzom Płomienia 20 lutego. A już wkrótce zdobywcy pucharu bawili się w innych rytmach i w innym klimacie. - Zaraz po sukcesie zaprosiłem zespół do siebie. Wszyscy do Padwy przyjechali. W bardzo wesołych nastrojach. Spędzili u mnie tydzień - opowiada Zarzycki.

Gdy pytamy, jaki apartament zapewnił mu klub Petrarca Padwa, Zarzycki się śmieje. - Mieszkanie miało 120 metrów kwadratowych i niewiele brakowało, a cały zespół bym u siebie zakwaterował. W pewnym momencie Padwa nie chciała zapłacić za przyjazd Płomienia, chciała się wycofać. Wtedy powiedziałem, że wszystko biorę na siebie i jednak klub poczuł się w obowiązku, żeby to załatwić. Głupio by było wszystko przekreślić, skoro zorganizowałem turniej na cztery zespoły i Włosi mogli grać z klubowymi mistrzami Europy - tłumaczy Zarzycki.

Były mistrz podkreśla przy tym, że granie nie było najważniejsze. - Wyników dokładnie nie pamiętam, ale pamiętam, że koledzy z Płomienia byli w formie powiedzmy średniej, ha, ha!

Wanna tym razem nie była pełna

- Tak było, pojechaliśmy do Padwy praktycznie prosto po wygraniu pucharu. I śmialiśmy się ze Zbyszka, że nam zespół odczarował, odchodząc, że wcześniej to on przynosił niefart - mówi Bosek. 

Mocne świętowanie we Włoszech Bosek też potwierdza. - Trend na świętowanie był wtedy wśród Polaków inny. Wina w Polsce było wtedy mało - uśmiecha się.

- Ja skończę wątek zapewnieniem, że w moim domu w Padwie nie zrobiliśmy tak jak w hotelu w Meksyku, gdy po zdobyciu mistrzostwa świata w jednej z łazienek wszystkie alkohole wlewaliśmy do wanny i częstowaliśmy taką miksturą przychodzących gości - mówi Zarzycki. - Oj, tam to się działo! Upiliśmy meksykańskiego policjanta tak bardzo, że zabrał nas na ulicę i dał jeździć swoim motocyklem. A jego koledzy pooddawali nam kolty. Japończycy, widząc jak się bawimy, pukali do tego naszego pokoju, wsuwali rękę z sake i chodu, żebyśmy ich tylko nie zaprosili! - dodaje mistrz świata i Europy, który zdobycie klubowego Pucharu Europy świętował, choć go nie zdobył.

Niespodzianka w decydującym meczu o 3. miejsce PlusLigi! Verva zagra w Lidze MistrzówNiespodzianka w decydującym meczu o 3. miejsce PlusLigi! Verva zagra w Lidze Mistrzów

- Ale jedno trzeba wiedzieć: my mieliśmy bardzo twarde zasady. Bawić się umieliśmy. Po sukcesie. A jak sobie powiedzieliśmy: stop, bo są ważniejsze sprawy, to żaden z nas nie wypił i nawet nie zapalił. Każdy wiedział, że przez to przepadłby dla drużyny - zapewnia Zarzycki.

Lube, Zenit i teraz Trentino? "Zaksa pokazała, że może wygrać Ligę Mistrzów"

Dawni bohaterowie Płomienia Milowice w sobotę zasiedli przed telewizorami z nadzieją, że najbliższe dni będą bardzo wesołe dla siatkarzy Zaksy. - Nikt by nie obstawił takiego finału. Zaksa i Trentino grają dobrą siatkówkę, ale to nie byli faworyci. Zaksa faworytów już wyeliminowała. Świetnymi meczami z Lube i z Zenitem pokazała, że to może być jej sezon, że może Ligę Mistrzów wygrać. Oby tylko się otrząsnęła po przegranym finale mistrzostw Polski z Jastrzębskim Węglem - mówił Sadalski.

- Za faworyta trzeba uważać Trentino. To bardziej doświadczony zespół. Ale ja szanse oceniam po równo. I wierzę, że Zaksa swoją szansę wykorzysta - dodał Bosek.

- Zaksa zagrała znakomicie z Lube i z Kazaniem. Od bardzo dawna nie widziałem tak świetnie grającego polskiego klubu - mówił Zarzycki. - Ale szokiem jest dla mnie, że Kędzierzyn przegrał finał ligi z Jastrzębiem. Chyba tak byli przekonani o własnej sile, że to ich zgubiło. Chyba myśleli, że Jastrzębski w końcu padnie. Może to podziała na Zaksę jak zimny prysznic, ale może być też tak, że ona straci przez to wielką siłę psychiczną, jaką miała po wygranych z Lube i Zenitem. Wyniku finału nie wytypuję. Ale ściskam kciuki za naszych - kończył Zarzycki. Teraz wszyscy mogą już świętować. Na 43 latach oczekiwanie można już zakończyć. ZAKSA Kędzierzyn-Koźle jak Płomień Milowice stała się najlepszym europejskim zespołem po wygraniu 3:1 finału Ligi Mistrzów z Trentino w Weronie!