"Nie pozwolę, by ktoś, kto wypisuje bzdury, próbował mnie upokorzyć". Bartosz Bednorz zły

- Wielu myśli, że skoro dobrze zarabiam, to pieniądze zastępują mi wszystko. Niestety tak nie jest - mówi Bartosz Bednorz. Siatkarz Zenitu Kazań jest zły o niesprawiedliwą krytykę po pierwszym meczu z Zaksą Kędzierzyn-Koźle w półfinale Ligi Mistrzów. Bednorz mówi też o relacjach z trenerami Alekną i Heynenem. Rewanż Zaksa - Zenit w środę o godz. 18. Relacja na żywo na Sport.pl

W czwartek w Kazaniu Zenit prowadził z Zaksą 2:0 i w trzecim secie miał pięć piłek meczowych. Ale rosyjski zwycięzca Ligi Mistrzów z 2008, 2012, 2015, 2016, 2017 i 2018 roku przegrał. Mistrzowie Polski w znakomity sposób odwrócili losy spotkania. Zaksa wygrała 3:2 na wyjeździe i znalazła się w bardzo dobrej sytuacji przed rewanżem. W środę we własnej hali zespół z Kędzierzyna-Koźla wywalczy awans do finału Ligi Mistrzów, jeśli znów wygra z Zenitem albo jeśli przegra 2:3, a następnie wygra złotego seta.

- Nie rozumiem, dlaczego przegraliśmy. Nie powinniśmy z pięcioma piłkami meczowymi na 3:0. Nie na takim poziomie! Nie wykorzystać takiej szansy? Boli niesamowicie! - mówi przed rewanżem Bartosz Bednorz. - Ale trudno: przegraliśmy, a teraz przyjechaliśmy do Kędzierzyna-Koźla, żeby wygrać. Zależy nam na zwycięstwie 3:0 albo 3:1, żeby uniknąć złotego seta - dodaje przyjmujący Zenitu i reprezentacji Polski.

Zobacz wideo "To nie jest łatwe, żeby wrócić po covidzie i grać mecze co trzy dni"

Łukasz Jachimiak: Niedawno odwiedziłeś znajomych z Bełchatowa, teraz wpadłeś do kolegów z Kędzierzyna-Koźla. Dobrze, że w pandemii trwa siatkarska Liga Mistrzów, bo inaczej trudno byłoby przyjechać z Rosji do Polski, prawda?

Bartosz Bednorz: Naprawdę się cieszę, że Zenit mierzył się ze Skrą, a teraz gra z Zaksą, bo nawet w okresie świątecznym nie mogłem przyjechać do Polski. W święta Bożego Narodzenia graliśmy Puchar Rosji, a później była opcja wylotu na Sylwestra, ale jednak nie dostałem zgody na ten wyjazd. Z Modeny co roku wracałem do domu, żeby witać nowy rok z najbliższymi. Tym razem musiałem zostać w Kazaniu, bo - niestety - trener Alekno nie wyraził zgody na mój wyjazd. Pierwszy raz w życiu sylwestra spędziłem sam. Nie było to przyjemne, ale na szkołę życia byłem przygotowany, gdy podpisywałem kontrakt z Zenitem. Jak się nie ma wyjścia, to trzeba zagryźć zęby i robić swoje. 30 grudnia grałem jeszcze mecz, a sylwestra i tak spędziłem ze swoją dziewczyną i z rodziną. Dzięki aplikacji FaceTime.

Jak się odnajdujesz w tatarskiej części Rosji? Wyobrażam sobie, że trzeba trochę czasu, żeby się przyzwyczaić do bycia w miejscu innym od wszystkich, które się znało.

Jeszcze trudno jest mi mówić o zwyczajach i tradycjach miejscowych, bo ich nie poznałem. Ale gdy porównuję Kazań ze wszystkimi miejscami, w których w Rosji już byłem na meczach, dochodzę do wniosku, że jest miastem bardzo europejskim. Jest rozbudowany i ma nowoczesną infrastrukturę, co zawdzięcza niedawnym finałom piłkarskich mistrzostw świata. Kazań dobrze mi zareklamował Robert Lewandowski. Kiedyś spotkaliśmy się w Warszawie i mówił mi, że miasto jest bardzo ładne. Robert był w nim przy okazji meczu z Kolumbią [Polska przegrała 0:3]. Oczywiście inaczej Kazań wygląda latem, a inaczej - zimą. Ja też przyleciałem na miejsce latem. Trzeba było wybrać się wcześniej przed sezonem, ze względu na pandemię. Dzięki temu mogłem zobaczyć miasto w najładniejszym wydaniu - codziennie słońce, piękna pogoda, mnóstwo zieleni, no naprawdę byłem zachwycony. Aż się Earvin Ngapeth trochę śmiał i powtarzał: "spokojnie, zobaczysz, co się będzie działo za dwa miesiące". I faktycznie przyszła szarość i ponurość związana z całkowitą zmianą pogody. Gdy było minus 30 stopni Celsjusza i wiał mocny wiatr, w nogi było tak zimno, jakby się je trzymało w lodowatej wodzie. Ale na szczęście mieszkam w centrum Kazania i mam blisko do wszystkich najważniejszych i najładniejszych miejsc. Kazań nawet jesienią i zimą jest miastem, w którym niczego mi nie brakuje. Trafiłem bardzo dobrze.

Kraków, turniej finałowy Pucharu Polski. Mecz ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Jastrzębski WęgielNajwiększy problem ZAKSY przed rewanżem z Zenitem. "Pobiliśmy rekord błędów"

Rozgrzewka za nami. Teraz powiedz, jak to jest przegrać półfinał Ligi Mistrzów, w którym się prowadzi 2:0 w setach i w trzecim ma się pięć piłek meczowych. Bardzo zabolało?

Przyznam szczerze: do teraz mam takie momenty, że się zastanawiam, jak to jest możliwe. Nie rozumiem, dlaczego przegraliśmy. Nie powinniśmy z pięcioma piłkami meczowymi na 3:0. Nie na takim poziomie! Nie wykorzystać takiej szansy? Boli niesamowicie! Jestem przeambitny, więc takie mecze bardzo przeżywam. Przez dwa dni strasznie mnie to trzymało, w końcu żal przewalczyłem, bo wiem już z doświadczenia, że tak trzeba. Musimy pójść dalej i stawić czoła kolejnemu wyzwaniu. Jest nim rewanż. Na pewno jesteśmy na ten rewanż gotowi. Czułem się gotowy od razu po ostatniej piłce pierwszego meczu. Wtedy była we mnie taka sportowa złość, że naprawdę najchętniej zostałbym na boisku i od razu grał drugi mecz.

Liczyłeś, że dostaniesz którąś z tych decydujących piłek?

Zawsze chcę rozstrzygać najważniejsze piłki i brać ciężar gry na siebie. Tych naszych pięć zmarnowanych meczowych piłek naprawdę siedzi mi w głowie. Wiem, powtarzam się. Tłumaczę sobie, że takie cuda w siatkówce się zdarzają. Zenit też to wie, przecież rok temu w Lidze Mistrzów prowadził z Jastrzębskim Węglem 14:9 w tie-breaku, a przegrał 14:16, bo tam się podziały jeszcze większe cuda. My tydzień temu w trzecim secie meczu z Zaksą nie zachowaliśmy chłodnych głów do końca i za to zapłaciliśmy. Ja bardzo chciałem wtedy skończyć spotkanie, ale nasz rozgrywający podjął inne decyzje i miał prawo tak zrobić. Winnych nie ma co szukać, bo siatkówka to sport zespołowy i przegraliśmy wszyscy, tak jak w innych meczach wszyscy razem wygrywaliśmy. Teraz trzymamy się razem i się nawzajem wspieramy. A mówię, że chciałem dostać jedną z tamtych decydujących piłek do skończenia, bo wiem, że gdybym dostał i nie skończył, to wziąłbym sytuację na siebie i tak byłoby mi łatwiej niż z taką sytuacją, że szansy nie miałem. Ale trudno - przegraliśmy, a teraz przyjechaliśmy do Kędzierzyna-Koźla, żeby wygrać. Zależy nam na zwycięstwie 3:0 albo 3:1, żeby uniknąć złotego seta. Wiem, że możemy to zrobić, mimo że Zaksa jest bardzo mocna, a u siebie może być jeszcze lepsza niż w pierwszym meczu.

Zenit KAZAN vs Grupa Azoty KĘDZIERZYN KOŹLERosjanie nie dowierzają. Media znalazły też bohatera: Nie do zatrzymania

To prawda, że zdenerwował cię krótki artykuł, który po pierwszym meczu ukazał się na stronie polsatsport.pl?

Prawda. Bezpodstawne zarzuty, które pojawiają się w internecie, w dodatku anonimowe, nic nie znaczą i można przejść obok tego obojętnie, jednak ciężko pracowałem na to, żeby znaleźć się w miejscu, w którym jestem. Nie pozwolę, by ktoś, kto siedzi przed biurkiem i bez namysłu wypisuje bzdury, próbował mnie upokorzyć. Jeżeli ma na to swoje dowody i jest to zgodne z prawdą, to nie mam z tym najmniejszego problemu. Sam przyznaję się do błędu, kiedy go popełniam, bo pamiętajmy, że jesteśmy tylko ludźmi, a nie zaprogramowanymi maszynami bez uczuć. Wielu również myśli, że skoro dobrze zarabiam za grę na najwyższym poziomie, to te pieniądze zastępują mi wszystko. Niestety tak nie jest.

W przypadku tego artykułu problem jest taki, że są cytowane opinie z rosyjskich mediów, ale nie jest napisane, jakie to media nazwały cię antybohaterem, jakie stwierdziły, że grałeś dla Polaków itd. Wydźwięk jest taki, że w Rosji uznano cię za winnego porażki. Tymczasem w tamtejszych mediach trudno znaleźć taką opinię.

Właśnie o tym wspomniałem. Jaką wartość mają słowa anonimowej osoby niepoparte faktami?

Moja opinia jest taka: w pierwszym meczu z Zaksą trzymałeś Zenitowi przyjęcie, a w ataku mogłeś mieć wyższą skuteczność. A jaka była opinia trenera Władimira Alekny? Pewnie nie będziesz chciał rozmawiać o tym, jak dwa miesiące temu stwierdził, że grasz obrzydliwie, ale muszę do tego wrócić i zapytać, czy tamtą sytuację wyjaśniliście.

Jasne, rozumiem. Trener jest bardzo impulsywny i po prostu po tamtym meczu nie opanował złości. Jestem w klubie, w którym presja jest przeogromna. Oczywiście Modena to też wielki klub, historycznie jeden z najważniejszych i najbardziej utytułowanych we Włoszech. Tam presja też była wielka. Ale to, co jest w Kazaniu, przebija wszystko. Byłem na to gotowy i dobrze sobie z tym radzę.

Modena wygrywała Ligę Mistrzów ćwierć wieku temu, a Zenit dopiero co robił to seryjnie i chciałby znów robić.

Po serii zwycięstw ludzie są tu przyzwyczajeni do samych złotych medali, a ich nie ma już od trzech lat. Dołączyłem do tego zespołu z ogromnymi ambicjami. Ja też chcę tylko złotych medali. A zespół już nie jest ten sam, co w latach seryjnego wygrywania Ligi Mistrzów. Z Zenitem Kazań jest jak z Realem Madryt w piłce nożnej. Jak Real z czterech możliwych trofeów zdobędzie dwa, to pojawią się negatywne komentarze i jak Zenit wygra dwa z czterech tytułów, to też będą niezadowoleni. My dwa miesiące temu mieliśmy słabszy moment, presja była ogromna i byliśmy pod nią wszyscy, również trener. Zadziałał impulsywnie, jego słowa nie spodobały się wielu osobom, ja też się nigdy nie spotkałem z taką sytuacją, żeby trener zrzucał winę na jednego zawodnika. Ale już na drugi dzień wszystko zostało wyjaśnione. Zrozumiałem, że to były tylko emocje. I normalnie pracujemy dalej w dobrych relacjach, z chęcią wygrania wszystkiego.

Czyli Alekno nie robi z ciebie kozła ofiarnego, tamta sytuacja się nie powtórzyła, on nie ma do ciebie większych pretensji niż do innych zawodników, gdy nie wygrywacie?

Wszystko jest między nami tak, jak powinno być. Natomiast ogólnie w lidze rosyjskiej jest tak, że dużo większa presja spada na obcokrajowców, więc u nas szczególnie ciężko mam ja i Earvin. Przyjmuję to. Grać w siatkówkę potrafię i się obronię. Ale gdy oceniamy, pamiętajmy o jednym - że grę kreuje rozgrywający. We Włoszech grałem z Christensonem, a Butko preferuje inny styl. Po Earvinie też widać, że trzeba czasu, żeby się odnaleźć w innym stylu. On jest jednym z najlepszych zawodników na świecie, mam do Earvina ogromny szacunek, ale możemy zauważyć, że on nie gra w Zenicie tej samej siatkówki, co w reprezentacji Francji, gdzie współpracuje z Toniuttim. Często ludzie nie zwracają na takie rzeczy uwagi, a to jest bardzo ważne. Kiedyś jeden z dziennikarzy powiedział mi, że nie gram tej samej siatkówki, co we Włoszech, bo tam zdobywałem po 25 punktów w meczu, a tu mam po 15. Zapytałem go, czy w takim razie uważa, że się oduczyłem grać w siatkówkę. Bo mi się wydaje, że kluczowa jest dystrybucja piłek stosowana przez rozgrywającego. I to, jakie jest flow między rozgrywającym a skrzydłowym. Butko jest bardzo dobrym rozgrywającym. Wygrał tu wszystko, co można było wygrać. Ale tu gra się trochę wolniej. My z Earvinem przyszliśmy do Kazania z siatkówki włoskiej, szybszej. Jestem tu osiem miesięcy, ale jeszcze szukamy optymalnej piłki. I przede wszystkim dostaję piłek znacznie mniej, więc nie mam jak zdobywać tylu punktów, co w Modenie. Ale ja z tym nie mam żadnego problemu - mogę zdobywać po 10-15 punktów w meczu, a inni niech zdobywają dwa razy więcej. Ja tu przyszedłem, żeby pomóc wrócić Zenitowi na jego miejsce.

Siatkarze GKS-u Katowice zdołali urwać tylko jednego seta faworytowi z Kędzierzyna Koźla.
Do końca rundy zasadniczej pozostały trzy mecze, w których GKS musiał szukać zwycięstw i punktów, by myśleć o historycznym awansie do fazy play-off. Pierwszym przystankiem na drodze do tego rezultatu był lider PlusLigi Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, pewna pierwszego miejsca po pierwszej fazie rozgrywek. Zespół Nikoli Grbicia stracił w Katowicach tylko jednego seta. 
GKS Katowice - Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3 (20:25, 19:25, 25:19, 23:25)
Bohater ZAKSY namiesza w planach Heynena? "W innej reprezentacji miałby miejsce od razu"

Twoją relację z trenerem Alekną omówiliśmy, to teraz pomówmy o tej z trenerem Vitalem Heynenem. Słyszałem, że dużo ze sobą piszecie i że trener lubi pożartować.

Zgadza się. Mamy bardzo dobry kontakt. Jednak w tej chwili skupiam się na Zenicie i 100 procent oddaję klubowi, w którym gram. To jest teraz dla mnie najważniejsze, żeby wprowadzić wraz z chłopakami z zespołu Zenit Kazań na jego właściwe miejsce. Natomiast reprezentację mamy niesamowicie mocną. Trener Heynen będzie miał z kogo wybierać. Ale na to dopiero przyjdzie czas. Teraz mam jeszcze kilka rzeczy do wygrania z Zenitem.

Po którym meczu Heynen napisał, że idzie ci bardzo dobrze, a nawet lepiej niż jemu w Perugii?

Już dokładnie nie pamiętam, kiedy tak stwierdził. Pierwsze wiadomości dostałem od niego po wygraniu Superpucharu Rosji i od tego czasu jesteśmy w stałym kontakcie.