W piątek Polski Związek Piłki Siatkowej ogłosił 24-osobową kadrę na Ligę Narodów i igrzyska olimpijskie. Z tej grupy trener Heynen najpierw chce korzystać w przygotowaniach (ruszą w kwietniu) i w grze w komercyjnym turnieju zaplanowanym na dni 14 maja - 28 czerwca. A następnie z niej wybierze 12-osobowy zespół na igrzyska w Tokio (24 lipca - 8 sierpnia).
- Po tych pierwszych powołaniach nie ma wielkich emocji i żadnych kontrowersji. Heynen wziął wszystkich sprawdzonych ludzi. W sezonie z igrzyskami tak trzeba - mówi Ryszard Bosek.
Spójrzmy na listę powołanych.
Rozgrywający:
Atakujący:
Środkowi:
Przyjmujący:
Libero:
- Moglibyśmy wystawić dwie Polski na igrzyskach i obie powalczyłyby o medale - mówi Bosek. - Wielka jest odpowiedzialność trenera. On decyduje, od niego zależy, a skład ma taki, że cały świat nam zazdrości. Jeśli, nie daj Boże, by tej drużynie nie wyszło, to z Tokio Heynen innym samolotem będzie musiał wracać - dodaje były mistrz.
Bosek cieszy się, że mimo pandemii koronawirusa coraz mniej realne jest widmo odwołania igrzysk. - Może to będą igrzyska bez kibiców, ale po tym, jak je przesunięto o rok, już chyba na pewno się odbędą. I bardzo dobrze dla tego pokolenia naszych siatkarzy. Bo mamy tak ogromną szansę wygrać złoto, że byłoby bardzo szkoda, gdyby ona przepadła z przyczyn niesportowych - mówi mistrz olimpijski z 1976 roku. - Nasi zawodnicy swoją moc czują. Życzę im ogromnej satysfakcji w Tokio. A nam, mistrzom z Montrealu, życzę, żebyśmy wreszcie mogli spokojnie na ryby jeździć, a nie ciągle opowiadać o jedynym złocie olimpijskim w historii polskiej siatkówki - śmieje się Bosek.
Mistrza świata z 1974 roku i mistrza olimpijskiego próbujemy jeszcze namówić, by wskazał 12 zawodników, którzy pojadą do Tokio walczyć o złoto dla Polski. - Dziś się tego nie da zrobić. Będzie cały okres przygotowawczy i on będzie miał wielkie znaczenie. Z 24 powołanych każdy ma szanse. Może najmniejsze Szalpuk, bo przez kontuzję sporo stracił, a na jego pozycji rywalizacja jest największa - mówi Bosek.
Właśnie na przyjęciu objawieniem ostatnich miesięcy jest Kamil Semeniuk. Zawodnik Zaksy Kędzierzyn-Koźle wyrasta na gracza światowego formatu. W czwartek w Kazaniu poprowadził mistrzów Polski do zwycięstwa nad Zenitem 3:2 w półfinale Ligi Mistrzów.
- W sezonie olimpijskim Semeniukowi na pewno będzie trudno wejść do składu reprezentacji, ale to nie jest niemożliwe. Przecież nikt mu nie zabroni pokazać, że jest lepszy od innych. Na dzisiaj on jest killerem. Ten chłopak ma wszystko, bo poprawił się w zagrywce i mocno się poprawił w przyjęciu. Kamil nie ma doświadczenia, ale wszystko jest w jego rękach i głowie oraz w głowie trenera. Trudno będzie Heynenowi na niego postawić i wziąć go do Tokio, ale Semeniuk nie powinien się tym przejmować, tylko powinien robić swoje. Złapał pewność siebie i kluczem do sukcesu musi być jej utrzymanie - analizuje Bosek.
W końcu były mistrz sam stwierdza, że na przyjęciu pewniakami do gry w Tokio będą Leon i Kubiak. - Michała Kubiaka to trener nawet bez nogi weźmie, sam tak powiedział - przypomina Bosek. - Poza nimi pewni gry na igrzyskach, o ile ze zdrowiem będzie wszystko dobrze, są Drzyzga i Kurek oraz Zatorski - dodaje ekspert.
Dlaczego akurat oni? - Zatorski to najlepszy libero na świecie. Dlatego Wojtaszek i Popiwczak raczej nie mają szans, mimo że obaj prezentują bardzo wysoki poziom - uzasadnia Bosek.
Natomiast u Kurka, jak i u Drzyzgi bezcenne jest doświadczenie. - Drugim rozgrywającym pewnie też będzie człowiek doświadczony. Natomiast z atakującym może być inaczej. Kaczmarek pokazuje świetną grę w każdym elemencie. Dopiero co był lepszy niż Maksim Michajłow w półfinale Ligi Mistrzów. Łukasz miał kłopoty zdrowotne, ale teraz jest świetny - mówi Bosek. - Przypominam jednak, że jest dopiero marzec. Trener dopiero zacznie sobie wszystko układać - podsumowuje były mistrz.