Paweł Zagumny (były rozgrywający reprezentacji Polski i ZAKSY): To na razie połowiczny sukces, bo trzeba wygrać jeszcze drugi mecz. Ale też wielki wyczyn, bo Zenit miał w górze pięć piłek meczowych, które ZAKSA obroniła. Kuba Kochanowski świetnie zablokował atak Wolwicza przy jednej z nich, później wszystko się zaczęło odwracać. Widać było, że to twardy i trudny mecz. ZAKSA miała jeszcze w nogach finał Pucharu Polski, ale po tym, co zrobili możemy się o nich wypowiadać praktycznie tylko w superlatywach. Nie ustrzegli się błędów na początku meczu i widać było, że są trochę zmęczeni, ale później weszli w swój rytm, a teraz można się cieszyć i gratulować im zwycięstwa.
Na tym etapie tak jest: jedna drużyna lepiej wejdzie w mecz, druga wtedy gra gorzej i dopiero później to się może wyrównać. Siatkówka to jest gra błędów i na każdym poziomie to się zdarza. ZAKSIE na początku brakowało świeżości, ale od połowy drugiego seta grała już na wysokim poziomie.
Semeniuk przez cały sezon pokazuje, że nie dostaje tego miejsca w szóstce trenera Grbicia na wyrost. Wywalczył to swoją pracą i świetną grą. Nic nie dostał za darmo, jako wychowanek przebił się do pierwszej drużyny i teraz wykorzystuje swój moment. Wkomponował się do tego zespołu idealnie.
Na razie obserwujemy Kamila przez pierwszy sezon gry na takim poziomie. Vital Heynen ma do wyboru wielu zawodników na tej pozycji i mimo dobrego poziomu u Kamila jeszcze nie będzie pierwszym wyborem na igrzyska. Wszystko przed nim, być może przekona trenera, który zaryzykuje i pominie w wyborach któregoś ze starszych, bardziej doświadczonych zawodników. Ale jeśli będzie zdrowy i dalej będzie tak grał w klubie to prędzej czy później dostanie szanse w kadrze. Za wcześnie, żeby wystawiać mu wielką laurkę, bo to może odbić się na samym Kamilu. Żeby wejść do reprezentacji mistrzów świata, nie wystarczy te kilka dobrych meczów w lidze czy w Lidze Mistrzów. W innej reprezentacji pewnie znalazłby sobie miejsce od razu, ale tutaj zwłaszcza na tej pozycji musi jeszcze pokazać sporo dobrego grania, żeby się tam zadomowić.
Dalej twierdzę, że to 50 na 50. Inna hala ma znaczenie, co świetnie pokazał dwumecz Modeny z Perugią, gdzie najpierw udało im się wygrać w trzech setach, a potem drużyna Heynena i Leona wygrała rewanż oraz złoty set. ZAKSA musi się pilnować. Ma handicap, bo porażka w tie-breaku nie oznaczałaby końca szans na awans. To i tak nie będzie spacerek. Mecz w Kazaniu mógł się skończyć wynikiem 3:0 dla Zenita i nikt nie miałby pretensji, bo przez dwa i pół seta ZAKSA grała słabiej. Szykowalibyśmy się na trudny rewanż. Teraz muszą być uważni i grać jakby to wciąż był pierwszy mecz. Inny wynik nie da im awansu, albo stworzy spory problem.
Po pokonaniu Lube i możliwym przejściu Zenita na pewno byłaby stawiana w roli faworyta. Może nie stuprocentowego, ale na pewno z przewagą nad rywalem. W drugiej parze też jest ciekawie, bo zastanawiam się, jak Perugia zareaguje na to 0:3. W podobny sposób przegrali przecież w poprzedniej fazie z Modeną i teraz znów muszą odrabiać straty. ZAKSA swoją grą przez cały sezon pokazuje, że stać ją na wygranie Ligi Mistrzów, a to byłby już niesamowity sukces.