Alekno nie mógł uwierzyć! To miał być "The Last Dance", a może być upadek cara

Jakub Balcerski
ZAKSA Kędzierzyn-Kożle nie grała jeszcze meczu przy tak ogromnej presji. Stoi przecież przed ogromną szansą na zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Do tego trzeba jednak pokonać Zenit Kazań, w którym siatkarskiemu carowi Rosji, Władimirowi Aleknie, jego armia chciała zorganizować własny "The Last Dance". Kędzierzynianie przegrywali już 0:2, ale odwrócili losy pierwszego meczu półfinałowego, wygrali w tie-breaku i to oni są bliżej awansu do finału.

Po wygranej ZAKSY z Lube w ćwierćfinale wiele osób uznawało ich za faworytów meczu z Zenitem. Wcześniej nie grali jednak przy tak dużej presji - niemalże każdy w siatkarskim środowisku zdawał sobie sprawę, że taka szansa na zwycięstwo polskiego zespołu w Lidze Mistrzów może się już nie przydarzyć. Od lat na tym etapie rozgrywek nie było tak silnej drużyny jak ZAKSA, której musieliby się bać wielcy rywale z Rosji czy Włoch. 

Zobacz wideo "To nie jest łatwe, żeby wrócić po covidzie i grać mecze co trzy dni"

Rosjanie byli pod wrażeniem ZAKSY. Dawali szanse 51:49 dla Polaków

W Rosji nastroje nie były najlepsze. - Myślę, że szanse to 51:49 dla ZAKSY. W Rosji kibice cieszą się, że Zenit gra z polskim zespołem, a nie którąś z włoskich drużyn. Ale przecież zawodnicy z Kędzierzyna wyeliminowali Cucine Lube Civitanova i wyglądają fantastycznie - mówił Sport.pl przed meczem w Kazaniu dziennikarz portalu sport-express.ru Władimir Iwanow. Sam trener Zenita, Władimir Alekno mówił, że "nie widział ostatnio tak świetnie grającego zespołu". To jednak kompletnie nie sprawdziło się w kontekście początku pierwszego meczu półfinałowego.

ZAKSY przez dwa sety nie było na boisku w Kazaniu

Pierwszy set można nazwać imieniem Maksima Michajłowa. Atakujący Zenita zdobył w nim tylko cztery punkty, ale kończył ostatnie, najważniejsze akcje. Rosjanom udało się wygrać do 22. Skrzydła ZAKSY miały 47 procent skuteczności ataków, a to za mało, jak na główną broń polskiego zespołu. Dla porównania Zenit miał 67 procent skuteczności, a zdecydowanie częściej wykorzystywał środkowych. A druga partia wyglądała jeszcze gorzej.

Kraków, turniej finałowy Pucharu Polski. Mecz ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Jastrzębski WęgielWIELKA ZAKSA wygrywa w Kazaniu! Co za powrót! Finał Ligi Mistrzów blisko

Nikola Grbić ściągnął z boiska grającego dość słabo rozgrywającego Benjamina Toniuttiego, jednego z najważniejszych siatkarzy ZAKSY, której niemalże nie było na boisku. Chwilę później Toniutti wrócił do gry, a ZAKSA potrafiła odrobić nawet cztery punkty. Jednak od stanu 18:20 zdobyła już tylko cztery punkty i Rosjanie prowadzili już 2:0 w setach. Nadal świetnie grał Michajłow, mocno bił często wykorzystywany Earvin N’Gapeth, a największe wrażenie mogła robić częstotliwość wykorzystywania krótkich piłek przez środkowego Aleksandra Wołkowa.

Kluczowy moment dla ZAKSY. Blok Kochanowskiego napędził ich do wyrównania

Po powrocie na boisko przewaga Zenita zniknęła. Nie byli już tak świetni w obronie, przyjęciu i na zagrywce, jak kilkanaście minut wcześniej. A gra kędzierzynian stawała się coraz lepsza. To zawodnicy z Kazania dostali pierwszą szansę, żeby skończyć spotkanie, ale przy stanie 24:25 atak Artioma Wolwicza świetnie zablokował Kuba Kochanowski. Sytuacja mogła przypominać inny blok Kochanowskiego, gdy dwa tygodnie wcześniej w taki sposób zatrzymał Roberlandy’ego Simona z Lube. Wtedy była to symboliczna akcja meczu z Włochami, teraz punkt zwrotny spotkania w Kazaniu.

ZAKSA walczyła do końca, obroniła łącznie aż pięć piłek meczowych w trzecim secie i wygrała go na przewagi - 29:27. To dało jej ogromną pewność w trakcie kolejnej partii meczu. Zwłaszcza Kamilowi Semeniukowi, który po pierwszych dwóch setach miał sześć punktów zdobytych atakiem (tylko 30 procent skuteczności), a tyle samo udało mu się ugrać w samym czwartym przy aż 75-procentowej skuteczności. Wreszcie funkcjonowała też zagrywka, blok i gra środkiem polskiego zespołu. Słowem: drużyna Nikoli Grbicia odzyskała wszystkie swoje atuty. I dzięki temu wygrała 25:22, doprowadzając do remisu 2:2 w całym spotkaniu.

Zenit upokorzony. Wielki powrót kędzierzynian

W tie-breaku oba zespoły prezentowały dobrą grę, ale nie potrafiły utrzymać dwóch lub trzech punktów przewagi. Dla ZAKSY sytuacja już była dobra - mieli zagwarantowany co najmniej jeden punkt w meczu na wyjeździe i przy nowych okolicznościach. Z kibicami, którzy kibicowaliby rywalom nie grali już od ponad roku. Ale drużynie Grbicia było mało. Najpierw z wyniku 3:6, zrobili 7:6, a potem od stanu 10:10 nie dali już objąć prowadzenia Zenitowi. Wykorzystali trzecią piłkę meczową i upokorzyli Rosjan, którzy przecież mogli już dawno wygrać w trzech setach.

Sebastian ŚwiderskiŚwiderski zaskoczony tym, jak wielki trener z Rosji potraktował Polaka. "Brzydki sposób" [nieDawny Mistrz]

Zenit mógł być o dwa wygrane sety w Polsce od finału Ligi Mistrzów. A sam skomplikował sobie sytuację - tylko w pierwszej z trzech ostatnich partii wyszedł poza 50 procent w ataku. ZAKSA nauczyła się ich sztuczek i te przestały działać. W tie-breaku wygrała 16:14 i teraz z optymizmem może patrzeć na środę, kiedy w Kędzierzynie-Koźlu zagra o awans do finału. Do tego wystarczy jej zwycięstwo w tie-breaku, a porażka w pięciu setach z Zenitem nie zakończy rywalizacji. W Lidze Mistrzów w takiej sytuacji rozgrywa się bowiem złoty set. W ten sam sposób ZAKSA ograła już jednak Lube.

Alekno miał mieć swój "Last Dance". ZAKSA nie chce na to pozwolić

To miał być początek wielkiego końca pracy w Zenicie siatkarskiego cara Rosji, Władimira Alekny. Legendarny trener odchodzi z klubu, a osiągał z nią nieprawdopodobne sukcesy: sześciokrotnie zdobywał mistrzostwo, a także puchar Rosji i pięć razy wygrywał Ligę Mistrzów, czego mogą im zazdrościć zespoły z całej Europy. - Alekno to serce Zenita. Kiedy odejdzie, w klubie skończy się pewna era. To będzie zupełnie inna drużyna, nawet jeśli zostaliby w niej wszyscy zawodnicy. Dla Zenita dwumecz z ZAKSĄ jest najważniejszy. Ten sezon jest czymś w rodzaju "The Last Dance" Michaela Jordana dla Alekny, on tak go traktuje. I każdy w Kazaniu chciałby, żeby skończył się jak dla Chicago Bulls w 1998 roku - tłumaczył nam dziennikarz Władimir Iwanow.

DLOLONiesamowite słowa Władimira Alekny o ZAKSIE przed hitowym meczem Ligi Mistrzów

Zaznaczył jednak, że dzisiejszy Zenit to zupełnie inna drużyna od tej, która seryjnie wygrywała z każdym, kogo napotkała na swojej drodze. Teraz zdarzyło jej się przegrać nawet z ostatnią drużyną ligi rosyjskiej. - Teraz nie ma tu jednak takiego lidera, jakim wówczas był Wilfredo Leon - wskazał Iwanow. - Do tego Michajłow, Wolwicz i Butko się starzeją, Alekno ma problemy ze zdrowiem i motywacją i w rezultacie Zenit traci swoją duszę. W sporcie to jednak normalne. Zawsze coś musi się skończyć, ale Zenit postara się, żeby zamknąć erę Alekny z rozmachem - dodał.

ZAKSA pokazała, że nie chce na to pozwolić. Zwłaszcza kosztem największej szansy na zwycięstwo polskiego klubu w Lidze Mistrzów od lat. Sprawiła, że koniec Alekny w klubie może być jednak smutną porażką w rozgrywkach, które drużyna z Kazania potrafiła zdominować w wielkim stylu.

"Zenit i ZAKSA wiedzą, że najważniejsza część tej rywalizacji czeka nas w Polsce"

Należy jednak pamiętać, że w drugim meczu wszystko może się jeszcze odwrócić. - Drugie spotkanie w tej fazie Ligi Mistrzów zawsze jest ważniejszy. Zenit i ZAKSA wiedzą, że najważniejsza część tej rywalizacji czeka nas w Polsce - zapewniał Władimir Iwanow. Rewanż zaplanowano na środę, 24 marca o godzinie 18:00 w Kędzierzynie-Koźlu. Relacja na żywo na Sport.pl.

Więcej o: