FIVB ogłosiła, że podczas tegorocznej Ligi Narodów, która zostanie zorganizowana w Rimini we Włoszech ze względów bezpieczeństwa kobiece i męskie reprezentacje mają być skoszarowane w "bezpiecznej bańce". Wszystko, żeby nie narazić sportowców na możliwość zakażenia się koronawirusem. Koncepcja skoszarowania sportowców została zatwierdzona przez Radę VNL w styczniu.
Runda zasadnicza turnieju kobiet zostanie rozegrana w dniach 25 maja - 20 czerwca, a mężczyzn - 28 maja - 23 czerwca. Półfinały i finały kobiet odbędą się odpowiednio 24 i 25 czerwca, a mecze mężczyzn zostaną rozegrane 26 i 27 czerwca, a wystąpią w nich po cztery najlepsze zespoły wcześniejszej fazy. W ciągu ponad miesiąca drużyny wystąpią w co najmniej 15 meczach, a to oznacza grę niemalże co dwa dni. Brzmi nierealnie, ale według FIVB inaczej nie da się tego rozwiązać.
Siatkarskie środowisko widzi jednak wiele niewiadomych odnośnie Ligi Narodów. Rzecznik prasowy PZPS, Janusz Uznański w informacji prasowej zamieszczonej przez portal WP Sportowe Fakty wskazuje aż osiem znaków zapytania dotyczących organizacji rozgrywek.
Tak podstawowych informacji FIVB nie przekazało sztabom reprezentacji i poszczególnym federacjom na dwa miesiące przed początkiem imprezy. Polski związek zdecydował się wysłać zapytania odnośnie tych kwestii do Lozanny, gdzie mieści się siedziba światowych władz siatkówki, a także zaprasza jej przedstawicieli do Warszawy, żeby o wszystkim porozmawiać.
Jednocześnie poinformowano, że federacja podała inne szczegóły Ligi Narodów - wiadomo, że do "bańki" zostaną dopuszczone rodziny zawodników i zawodniczek oraz przedstawiciele federacji krajowych, cena za minimalny czas pobytu całej reprezentacji na turnieju to 150 tysięcy dolarów, a każdy mecz zostanie rozegrany bez udziału publiczności.
Fakt, że FIVB nie podaje szczegółów tak ważnej dla siebie imprezy, może dziwić. Dla reprezentacji to tylko turniej rozpoczynający sezon, dający możliwość na sprawdzenie składów i eksperymentowania w ustawieniach przed najważniejszymi wydarzeniami - igrzyskami olimpijskimi i mistrzostwami Europy. Ale federacja po to zamieniała cykle Ligi Światowej i World Grand Prix na jedną markę, żeby ta pociągnęła światową siatkówkę, zapewniła jej sponsorów i ułatwiła organizację sezonu reprezentacyjnego. A FIVB zachowuje się, jakby przeprowadzała tę imprezę od niechcenia.
Przy tak dużych problemach, które kształtują same władze światowej siatkówki, Liga Narodów powoli staje się irytującym produktem, który reprezentacjom może nawet bardziej przeszkodzić niż ułatwić przygotowanie do wielkich imprez. Zwłaszcza że wizja siedzenia przez miesiąc w jednym miejscu nie wszystkim się podoba. W Polsce także została przyjęta z niepokojem i bardziej wpisuje się w to, jak swój reprezentacyjny sezon będą organizować siatkarki, a nie siatkarze. Niepokój wzbudza sprawa skoszarowania się na miesiąc przed igrzyskami olimpijskimi, na których kluczowa będzie także dobra dyspozycja mentalna zawodników. W tym miesiąc jedynie meczów i treningów we Włoszech nie pomoże.
Pandemiczny sezon olimpijski będzie bardzo trudny dla międzynarodowej siatkówki, ale każdy chciałby go jakoś uporządkować i to nie na ostatnią chwilę. Decyzja FIVB o Lidze Narodów, mimo że podejmowana wraz z trenerami reprezentacji, z którymi ustalano szczegóły organizacji turnieju, przyszła jednak dość późno i bez kluczowych już w tym momencie informacji. A to światowej federacji powinno najbardziej zależeć na wyjaśnieniu wszystkiego jak najwcześniej i jak najbardziej szczegółowo się da. W innym przypadku problemy w czasie trwania turnieju w maju i czerwcu będą ogromne, a siatkówka dołączy do sportów, w których często w trakcie epidemii mówi się o organizacji meczów, a nie o samej sportowej rywalizacji.