ZAKSA pokonała najsilniejszy zespół Europy. Trener Grbić: Po tym musisz myśleć o wygraniu Ligi Mistrzów

- Kiedy eliminujesz mistrza Europy, to musisz po cichu myśleć o wygraniu Ligi Mistrzów. Ale teraz przed nami dwumecz z równie mocną drużyną, Zenitem Kazań - mówi Sport.pl Nikola Grbić, trener Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Jego drużyna w ćwierćfinale siatkarskiej Ligi Mistrzów pokonała najlepszą klubową drużynę na świecie, włoską Cucine Lube Civitanova.

W pierwszym meczu we Włoszech ZAKSA nieoczekiwanie zwyciężyła 3:1 i mimo że w rewanżu na własnym parkiecie uległa 0:3, okazała się minimalnie lepsza w tzw. "złotym secie", którego wygrała 16:14, awansując do najlepszej czwórki na Starym Kontynencie.

W półfinale zmierzy się z innym gigantem światowej siatkówki, Zenitem Kazań, który wyeliminował PGE Skrę Bełchatów. Pierwszy mecz zostanie rozegrany w Kazaniu w dniach 16-18 marca, rewanż odbędzie się tydzień później w Polsce. Mecz finałowy tegorocznej Ligi Mistrzów został zaplanowany na 1 maja. 

Zobacz wideo "To nie jest łatwe, żeby wrócić po covidzie i grać mecze co trzy dni"

Jakub Seweryn: Jak smakuje wyeliminowanie z Ligi Mistrzów najlepszego zespołu w Europie ?

Nikola Grbić, trener Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle: Wspaniałe uczucie, ale to dopiero ćwierćfinał. Zobaczyliśmy, jak wiele możemy. Tym wynikiem potwierdziliśmy, że gramy naprawdę dobrą siatkówkę.

Z pańskich słów wnioskuję, że świętowanie w Kędzierzynie-Koźlu już się zakończyło.

Zdecydowanie! Nie mamy już na to czasu.

Przez całe spotkanie rewanżowe z Lube wyglądał pan na człowieka niezwykle spokojnego. Czuł pan, że pański zespół gra naprawdę dobrze i potrzebuje tylko odrobiny szczęścia, żeby zacząć wygrywać sety?

Dokładnie to powiedziałem zawodnikom przed startem "złotego seta". W drugiej i trzeciej partii byliśmy bardzo blisko przeciwnika, ale jedna czy dwie piłki decydowały o jego zwycięstwie. Mówiłem chłopakom, że muszą być cierpliwi, żeby kontynuowali swoją grę, walczyli o każdą piłkę i przez cały czas mieli nadzieję, że tym razem to my wygramy te dwie decydujące piłki. I dokładnie to się wydarzyło.

Siatkarze GKS-u Katowice zdołali urwać tylko jednego seta faworytowi z Kędzierzyna Koźla.
Do końca rundy zasadniczej pozostały trzy mecze, w których GKS musiał szukać zwycięstw i punktów, by myśleć o historycznym awansie do fazy play-off. Pierwszym przystankiem na drodze do tego rezultatu był lider PlusLigi Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, pewna pierwszego miejsca po pierwszej fazie rozgrywek. Zespół Nikoli Grbicia stracił w Katowicach tylko jednego seta. 
GKS Katowice - Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3 (20:25, 19:25, 25:19, 23:25)
ZAKSA W PÓŁFINALE LIGI MISTRZÓW! Gigant pokonany po horrorze i złotym secie!

A miał pan taki moment, w którym pomyślał pan, że mimo dobrej gry te cztery sety i tak mogą wam uciec?

Zawsze staram się być pewny swego. W siatkówce, nawet gdy grasz dobrze, zdarzają się sytuacje, że przeciwnik jest po prostu nieco lepszy. To są trudne momenty dla zespołu, ale zawsze staram się być pełen nadziei, że wyjdziemy z tego zwycięsko. Już nieraz ten zespół pokazywał, że umie wychodzić z opresji. Oczywiście, przeciwko tak dobrej drużynie jak Lube, było to szczególnie trudne, ale zawsze wierzę.

Tym jednym małym elementem, który przechyli szalę zwycięstwa był Krzysztof Rejno, którego trener wprowadził w trzecim secie w miejsce Davida Smitha?

"Pepe" ma oczywiście wielką jakość. Wiadomo, że David Smith ma dużo więcej doświadczenia z gry w tak ważnych meczach. Ma za sobą bardzo bogatą, międzynarodową karierę. Przeżył na parkiecie bardzo wiele takich sytuacji i dlatego to on grał od początku w obu spotkaniach przeciwko Lube. W tamtym momencie jednak zauważyłem, że nie jest w najlepszej dyspozycji. "Pepe" wszedł w jego miejsce i grał wspaniałą siatkówkę. Dał nam bardzo wiele nie tylko w ataku, ale też w polu serwisowym. Był też źródłem pozytywnej energii. To nie jest jednak dla mnie niczym nowym. Dlatego też naciskałem, żeby został z nami na kolejny rok. Jest niezwykle przydatnym zawodnikiem. Tym razem pomógł w najważniejszym momencie.

Po bloku Kochanowskiego Simon nie dowierzał"Wyeliminowanie Lube to wydarzenie bez precedensu". Po tej akcji rywal nie dowierzał

Każdy z pana zawodników w tym dwumeczu wspiął się na szczyt. Śliwka i Semeniuk grali jak Juantorena i Leal, Kochanowski blokował Simona, Kaczmarek nie odstawał od Rychlickiego, a mówimy o wielkich gwiazdach światowej siatkówki. 

Jeśli chcesz pokonać Lube, to musisz grać co najmniej tak dobrze jak oni. Simon miał 82% skuteczności w ataku, Kochanowski 80%. Simon zaserwował cztery asy, Kuba zaliczył cztery bloki, a do tego dołożył asa, kiedy to było najbardziej potrzebne. Być może Kamil Semeniuk nie był tak dobry w rewanżu w ataku jak w pierwszym spotkaniu we Włoszech, ale wrócił w najlepszym stylu w "złotym secie". Takiemu rywalowi nie można oddać ani jednej piłki za darmo. Nie wolno się poddawać i my się nie poddawaliśmy, nawet gdy przegrywaliśmy 0:2 i 13:19. Ale bardzo chciałbym, abyśmy stąpali twardo po ziemi. Musimy teraz wrócić myślami do Plusligi i niedzielnego meczu z Vervą Warszawa, następnie mamy półfinał Pucharu Polski. To są dla nas bardzo ważne dni. Nasza koncentracja musi być na tych spotkaniach, a nie na dwumeczu półfinałowym z Zenitem Kazań.

Wspomina pan o stąpaniu twardo po ziemi. To nie pytam o wygranie całej Ligi Mistrzów.

Cóż, kiedy eliminujesz aktualnego mistrza Europy i mistrza Włoch, to musisz o tym po cichu myśleć. Ale nie możemy zapominać, że teraz przed nami dwumecz z równie mocną drużyną. Musimy pamiętać, że Zenit Kazań jest niezwykle doświadczonym zespołem, który wygrał bardzo wiele tytułów, również międzynarodowych. Ta drużyna pięcio- czy sześciokrotnie wygrywała Ligę Mistrzów. Myślę, że po prostu musimy koncentrować się na każdym kolejnym kroku, a nasze najbliższe kroki to mecz ligowy z Vervą Warszawa i walka o Puchar Polski.

Radość siatkarzy ZAKSY po awansie do półfinału Ligi Mistrzów i smutek Robertlandy'ego SimonaZakazany scenariusz ZAKSY się spełnił. Włosi: Lube poddało się. Wielki wyczyn blisko

Mecz z Vervą Warszawa będzie pana 50. ligowym spotkaniem w roli trenera ZAKSY. Bilans dotychczasowych 49 meczów to 42 zwycięstwa i 7 porażek. Czy nie uwiera pana trochę, że choć pana zespół od półtora roku jest zdecydowanie najlepszy w Pluslidze, to wciąż nie ma pan mistrzostwa Polski?

Prawdę mówiąc, jedynym, co teraz zajmuje moje myśli, jest to, abyśmy do meczu ligowego w weekend podeszli w jak najlepszej formie. Ale jasne - żałuję, że poprzedni sezon został przerwany. Miałem nadzieję, że uda nam się rozegrać playoffy w lidze i turniej finałowy Pucharu Polski. Myślę, że zasłużyłem na taki tytuł, bo rok temu praktycznie przez cały sezon byliśmy na pierwszym miejscu, a do końca części zasadniczej zabrakło nam bodajże dwóch meczów. Wiadomo jednak, że zdecydowanie lepiej to smakuje, gdy tytuł mistrzowski zdobywa się na parkiecie, a nie przy stoliku. Żałuję, że nie dostaliśmy szansy obrony dwóch tytułów - mistrzostwa i Pucharu Polski, ale koniec końców nie mieliśmy na to wpływu. Rozpoczęła się pandemia koronawirusa i nic z tym nie mogliśmy zrobić.

Co pan sądzi o ostatniej decyzji ligi o skróceniu półfinałów i meczów o medale? Drużyny będą grały do dwóch zwycięstw, zamiast do trzech.

Gdybyśmy byli w stanie wszystko skończyć do 21 kwietnia, to uważam, że powinniśmy grać do trzech zwycięstw. Wtedy jest zdecydowanie większe prawdopodobieństwo, że rywalizację wygra drużyna rzeczywiście lepsza. Grając do dwóch wygranych, już po pierwszym potknięciu robi się bardzo nerwowo. Dlatego też dla nas lepszym rozwiązaniem byłaby gra do trzech zwycięstw. Szczególnie ze względu na to, że dobrze nam idzie także w Lidze Mistrzów i w trakcie playoffów będziemy mieli dwa dodatkowe, niezwykle trudne spotkania. Będziemy zmęczeni, a grając do trzech zwycięstw mamy większy margines błędu.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle awansowała do półifnału Ligi Mistrzów"Każdemu marzy się polski półfinał Ligi Mistrzów". Nawrocki tłumaczy, dlaczego ZAKSA będzie mocna

Trzeba przyznać, że jest to dobry rok dla polskiej siatkówki klubowej. ZAKSA jest w półfinale, Skra była w ćwierćfinale, a bardzo blisko najlepszej ósemki Ligi Mistrzów była także Verva Warszawa. Czy nie uważa Pan, że polskie drużyny są nieco niedoceniane w Europie?

Wszystko determinują wyniki. W ostatnich dziesięciu latach w finale Ligi Mistrzów polskie drużyny były tylko dwukrotnie, a tak to w tych finałach mierzą się zespoły włoskie i rosyjskie. Dlatego można dojść do wniosku, że te drużyny są lepsze od polskich. Oczywiście mowa tu o klubach, nie o reprezentacjach. Wierzę, że rozstrzygnięcia tej edycji Ligi Mistrzów nieco to zmienią.

Można tylko żałować, że w takich meczach jak te z Lube czy Zenitem trzeba grać bez publiczności, a dla polskich drużyn kibice zawsze są ogromnym wsparciem.

Na początku bez kibiców grało się bardzo dziwnie, ale z czasem wszyscy zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. Jesteśmy już w marcu, graliśmy tak przez cały sezon i nie wpływa to już na naszą grę. Ale wiadomo, wszyscy chcielibyśmy, aby kibice mogli nas wspierać z trybun.

Kamil Semeniuk jest prawdziwym objawieniem ostatnich miesięcy. Czy byłby w stanie rywalizować o miejsce w reprezentacji Polski z Michałem Kubiakiem czy Wilfredo Leonem? 

Prawdę mówiąc, ja nie widzę dla Kamila granic. Uważam, że on już jest wśród najlepszych zawodników na swojej pozycji. Niesamowicie się rozwinął praktycznie w każdym elemencie - w przyjęciu, bloku, zagrywce i ataku. Nie uważam, żeby w którymkolwiek elemencie ustępował nazwiskom, które pan podał. Jedyne, czego mu jeszcze brakuje, to doświadczenie, które się zdobywa, grając jak najwięcej na jak najwyższym poziomie. Oczywiście, to jest tylko moja opinia, nie jestem selekcjonerem reprezentacji Polski i nie zamierzam ingerować w jego pracę.

Radość Nikoli Grbicia po meczu ZAKSA - Cucine Lube Civitanova"Mieliśmy najtrudniejszego rywala na świecie". ZAKSA dumna po triumfie w LM

Niemniej jednak uważam, że Kamil Semeniuk jest już na poziomie najlepszych zawodników na świecie. Tamci mogą mieć jedynie nieco więcej doświadczenia z gry na arenie międzynarodowej - w klubie i reprezentacji, ale myślę, że to nie powinien być duży problem dla Kamila. Milion razy już się zdarzało, że zawodnicy, o których do tej pory słyszało się niewiele, okazywali się rewelacjami w sezonie reprezentacyjnym, nawet na tych największych turniejach. Kamil może już teraz być w reprezentacji. Nie musi czekać na to, aż ktoś zwolni mu miejsce.

Odejście po sezonie trzech znakomitych zawodników ZAKSY - Benjamina Toniuttiego, Jakuba Kochanowskiego i Pawła Zatorskiego - wydaje się być przesądzone. Jak pan podchodzi do tych informacji?

Grasz tymi zawodnikami, których posiadasz. Wygrywasz tymi siatkarzami, których trenujesz. Nie wygrywasz meczów zawodnikami, których chciałbyś mieć. Będziemy w przyszłym sezonie tak silnym zespołem, jak to tylko będzie możliwe. Będziemy starali się, aby zawodnicy, którzy będą grali w ZAKSIE, byli jak najlepsi. 

To jest praca, to jest biznes. Każdy podejmuje takie decyzje, które są dla niego najlepsze. Musimy się adaptować do aktualnej sytuacji i starać się być jak najlepszymi. Ktokolwiek będzie grał w ZAKSIE, pod moją wodzą, będzie grał na miarę swoich możliwości i o to, żeby wygrywać. W trakcie całej swojej kariery, zarówno zawodnika, jak i trenera, nigdy nie płakałem z powodu odejścia nawet najlepszego zawodnika. Akceptowałem ten fakt, a jako trener zawsze starałem się tego odchodzącego jak najlepiej zastąpić i stworzyć jak najlepszy zespół z tych siatkarzy, którzy byli w kadrze. Taka jest moja idea i ona się nie zmienia. Ktokolwiek będzie tu grał, będę starał się wydobyć z niego to, co najlepsze. Zrobię wszystko, aby ZAKSA dalej wygrywała.