Jeśli ZAKSA Kędzierzyn-Koźle w niedzielę pokona Asseco Resovię Rzeszów w PlusLidze, wyrówna 10-letni rekord PlusLigi w liczbie zwycięstw z rzędu. Ten do tej pory należy do PGE Skry Bełchatów, która w sezonie 2010/2011 wygrywała 24 kolejne mecze. ZAKSA od końcówki zeszłego, przerwanego sezonu do spotkania przeciwko Aluronowi CMC Warcie Zawiercie ma ich już 23.
- Czy boję się, że ten rekord jest zagrożony? Nie, nie zajmuję się takimi sprawami - śmiał się zapytany przez nas o sytuację kędzierzynian trener PGE Skry Bełchatów z czasów ustanowienia rekordu, Jacek Nawrocki. - Ale na pewno trzeba im oddać, że grają wyjątkowo dobrze. Potrafią świetnie bronić, na każdej pozycji pojawiają się zawodnicy, którym nie brakuje jakości i mogą stanowić o sile zespołu. To ich największa zaleta. Pewnie nie mogą wygrywać bez końca, ale to może jeszcze potrwać - ocenił Nawrocki.
W tym sezonie ZAKSA wygrała już dziewiętnaście ligowych spotkań. Tylko raz straciła więcej niż jednego seta - przed pierwszym turniejem Ligi Mistrzów z PGE Skrą Bełchatów, ale i wtedy okazała się lepsza od swoich rywali. W innych ligach nawet faworyci o takim bilansie mogą pomarzyć i już dawno mają za sobą porażki. Lider Serie A, Sir Safety Conad Perugia Vitala Heynena przegrała trzykrotnie, a prowadzący w rosyjskiej SuperLidze Zenit Sankt Petersburg cztery razy.
A wielka forma ZAKSY w Polsce nie trwa krótko. W zeszłym sezonie medali po przerwaniu sezonu nie przyznano, ale to właśnie kędzierzynianie byli faworytem do wygrania rozgrywek. Rok wcześniej zdobyli mistrzostwo kraju.
W Kędzierzynie w ostatnich latach o sukces w Lidze Mistrzów nie jest jednak o to łatwo. W ostatnich 10 latach ZAKSA potrafiła dwukrotnie dojść do półfinału rozgrywek. W obu przypadkach - sezonach 2012/2013 i 2017/2018 - przegrywała, a w meczu o trzecie miejsce także nie potrafiła pokonać swoich przeciwników. W dwóch ostatnich sezonach kończyła udział w rozgrywkach na ćwierćfinale. Bolał zwłaszcza przypadek z zeszłego roku, choć rozgrywek ostatecznie nie dokończono przez epidemię koronawirusa. Ale w fazie grupowej ZAKSA wygrała wszystkie sześć meczów bez straty nawet jednego seta.
Po pierwszym turnieju LM sezonu 2020/2021 sytuacja zawodników Nikoli Grbicia była fenomenalna. W trzech meczach organizowanych we własnej hali w Kędzierzynie-Koźlu nie stracili nawet seta i w lutym do Bełchatowa mieli przyjechać po przypieczętowanie awansu do ćwierćfinału. I tak się stało, choć styl mógł być pewnie jeszcze lepszy: ZAKSA pokonała PGE Skrę Bełchatów po tie-breaku (25:23, 21:25, 25:20, 19:25, 15:10), Fenerbahce Stambuł w trzech (25:23, 25:18, 25:18), a Lindemans Aalst w czterech setach (21:25, 25:16, 25:15, 25:19). Awans zapewnili sobie już po drugim spotkaniu - ostatecznie zajęli pierwsze miejsce z dorobkiem sześciu zwycięstw, czternastu punktów i bilansem setów 18:3.
Formę ZAKSY w lidze łatwo łączyć z awansem do kolejnej fazy Ligi Mistrzów. Z tego równania powinien wyjść sukces, na który polski zespół pracuje już od miesięcy, a czeka kilka lat. - Przytrafiła nam się seria zwycięstw, ale to nie takie proste, jak każdemu się wydaje. Ktoś powie, że w Polsce jesteśmy najlepsi. Może tu faktycznie trudno nas zatrzymać, ale gramy co trzy dni i to dla nas męczący okres. Potrzebujemy odpocząć, a potem dalej cisnąć. Wystarczy jeden tydzień gorszej gry i seria zniknie. Na razie trwa i dobrze, ale taki poziom naszej gry nie oznacza, że od razu przeniesiemy go na kluczowe mecze w Europie. W tym tygodniu prezentowaliśmy się dość dobrze, ale trudno mi porównać nas do trudnych przeciwników, choćby z Włoch i Rosji, na których możemy niedługo trafić. To będzie dla nas ważny sprawdzian - mówił Sport.pl trener ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, Nikola Grbić. Jednak sytuacja, w której drużyna Serba nie ma dla siebie rywala w tak silnej lidze jak PlusLiga wskazuje wręcz na konieczność potwierdzenia tego sukcesem w Europie. A kiedy jeśli nie teraz?
Każdy set ZAKSY w tym sezonie to pokaz fizycznej, bardzo szybkiej, ale i precyzyjnej siatkówki. Nikola Grbić stworzył świetnie funkcjonującą maszynę, w której kolejne tryby same się dopełniają. Jest trzon: z mistrzem na pozycji libero, Pawłem Zatorskim, prowadzącym grę Benjaminem Toniuttim, czy świetnie funkcjonującymi w ataku Aleksandrem Śliwką i Łukaszem Kaczmarkiem. - Ta podstawa kilku bardziej doświadczonych zawodników w ZAKSIE jest już długo i mam wrażenie, że dzięki nim osiąganie dobrych wyników staje się prostsze. Oni wnoszą ogromnie dużo do drużyny, odkąd jestem w klubie, czyli przez ostatnie trzy lata, zawsze dodają pewności reszcie, która uzupełnia nasz silny zespół - mówił Kaczmarek. A do tego trzeba dodać mądrze wykorzystywanego Kamila Semeniuka, czy środkowych Krzysztofa Rejno i Jakuba Kochanowskiego, reprezentanta Polski.
Kaczmarek chwali także Nikolę Grbicia. - Jest wręcz wybitnym trenerem, biorę sobie do serca wiele jego uwag, często z nich korzystam. Wiem, ile jest mi w stanie zapewnić - wskazał siatkarz. - Trener jest bardzo wymagający i dużo uświadamia nas w tym, co robimy. W każdym ćwiczeniu zawsze tłumaczy, o co w nim chodzi i na co zwrócić uwagę, przez co podchodzimy do nich świadomi. W taktyce świetnie potrafi przewidzieć zamiar przeciwnika. Ale to akurat mnie nie dziwi, bo będąc tej klasy sportowcem, jakim był Nikola Grbić, to musi tak wyglądać. Nasza współpraca wygląda dobrze i czekam na to, co przyniesie na przestrzeni całego sezonu - mówił o szkoleniowcu przed sezonem Kochanowski.
Turniej Ligi Mistrzów w Bełchatowie tylko dodał ZAKSIE pewności. Zagrali drugiego tie-breaka w tym sezonie i jeden z najsłabszych setów od tygodni - pierwszy z Lindemans Aalst przegrany do 21, ale nie przestają wygrywać. A to dla zespołu z Kędzierzyna jest najważniejsze. - Ostatnie spotkanie było dla nas ważne ze względu na rozstawienie, dzięki niemu możemy trafić na nieco słabszego przeciwnika w ćwierćfinale. A w Kędzierzynie jest głód dobrego wyniku w Lidze Mistrzów. Mamy drużynę, która mogłaby podbić Europę. Myślę, że stać nas na sukces w tych rozgrywkach, choć skupiamy się także na grze o złoty medal w Polsce - tłumaczył dla Sport.pl Łukasz Kaczmarek.
- Nie chcę rekordów, serii, bo tego nie liczę. Ale jeśli zobaczę zespół, który wychodzi i przeciwko każdemu rywalowi daje z siebie wszystko, będę zadowolony. Cele oczywiście możemy mieć. Pewnie, że chciałbym zajść jak najdalej w Lidze Mistrzów, zdobyć Puchar, czy mistrzostwo Polski. Ale to przyjdzie z wysokim poziomem naszej gry. Jeśli go utrzymamy, zobaczymy, do czego jesteśmy zdolni - tłumaczył Nikola Grbić.