"Jak odebrałem opis od lekarza, to gorzej się poczułem. Nic mi nie wolno. Po covidzie zdarzały się zadyszki"

- Po covidzie zrobiono nam badania. EKG wyszło mi średnie i skończyło się na rezonansie, który pokazał, że mam zapalenie mięśnia sercowego - mówi Jakub Kowalczyk, siatkarz Vervy Warszawa w rozmowie ze Sport.pl

Łukasz Jachimiak: W sobotę rozegrałeś swój setny mecz w barwach Vervy Warszawa, a we wtorek klub poinformował, że musisz odpocząć kilka tygodni z powodu przeziębienia serca. Jak się czujesz?

Jakub Kowalczyk: Rzeczywiście powinienem teraz świętować okrągły jubileusz, pocelebrować, że stówka pękła, a tu - kurczę - przerwa.

Po meczu z Czarnymi Radom poczułeś jakiś ból w sercu?

- To było tak, że po covidzie robiono nam badania, żeby sprawdzić czy jesteśmy już zdolni do gry. To były badania wydolnościowe, sprawdzenie płuc i serca. EKG wyszło mi średnie, no to zaczęli mnie badać dalej. Chyba bardziej z ciekawości niż z obawy. Ale skończyło się na rezonansie, który pokazał, że mam zapalenie mięśnia sercowego. No i klops. Brzmi bardzo poważnie i groźnie, na szczęście zostało to wykryte bardzo szybko.

Zobacz wideo Prezes PZPS Jacek Kasprzyk w "Wilkowicz Sam na Sam": Lekarz zapytał, czy ja nie jestem pozorantem, tak dobrze wyglądałem. Gdy człowiek chce żyć, to medycyna jest bezradna

Czyli nie czułeś i nie zauważyłeś żadnych niepokojących objawów?

- Nie miałem żadnych symptomów, nic mnie nie bolało. Trenowałem, grałem, wychodziłem w pierwszym składzie, szło mi nieźle, czułem się w gazie. To było dla mnie strasznie duże zaskoczenie, kiedy doktor powiedział, że czeka mnie długa przerwa.

Wiesz jak długa?

- Powiedziano mi, że może trwać nawet trzy miesiące. Ale nie wierzę, że będę musiał odpoczywać aż tak długo. Jestem z natury pozytywnie do wszystkiego nastawiony. To raz. A dwa - wcześnie to wykryto, dobrze się czuję, więc nie chce mi się wierzyć, że będę musiał bardzo długo odpoczywać od siatkówki.

Ale teraz odpoczywasz na sto procent? Masz wykaz wielu rzeczy, których robić Ci nie wolno?

- Nic mi nie wolno! Lekarstwo jest takie, że mam leżeć i odpoczywać. I nie oglądać meczów swojej drużyny. Najlepiej żebym sobie włączał tylko komedie romantyczne, ha, ha. O, mogę jeszcze chodzić na krótkie spacery z pieskiem.

Wiążesz zapalenie mięśnia sercowego z covidem?

- Po covidzie zdarzały mi się zadyszki, kiedy pracowałem nad powrotem do formy. Za dużo czasu na treningi wtedy nie było, więc w meczach czułem się zmęczony.

Latem głośno było o tym, że w amerykańskim sporcie uniwersyteckim dużo jest powikłań serc u covidowych ozdrowieńców. Podobne badania upublicznili Niemcy.

Koronawirus na świecie (zdjęcie ilustracyjne)Niepokojące badanie ws. koronawirusa. "Serce jest narażone na poważne problemy"

- Dlatego u nas wprowadzono odpowiednie procedury. Zadbano o nas. Lekarze dokładnie sprawdzają każdego pod kątem płuc i serca. Ja jak już się dowiedziałem, że mam tę kolejną przypadłość, to poczytałem, że z nią się często wiąże duży ból w klatce piersiowej, niemiarowe bicie serca, a ja tego zupełnie nie odczuwałem. Dopiero jak odebrałem opis od lekarza, to gorzej się poczułem. Ale to pewnie miało podłoże psychiczne, a nie fizyczne.

Nie goniłeś za bardzo? Nie wróciłeś za szybko?

- Nie. Sanepid działa, a ludzie na osiedlu wiedzą, że gram w siatkówkę, więc trzeba było się pilnować, swoje na kwarantannie odsiedzieć. A jak wróciłem do treningów, to - tak jak mówię - nie było lekko, ale też nie padałem bez sił, nie byłem jakoś bardzo zaniepokojony.

Kiedy uporałeś się z covidem?

- Z miesiąc temu. Naprawdę nie miałem ciężkich przejść. Gdybym się nie zbadał, to normalnie bym trenował, bo tylko przez jeden dzień plecy mnie bolały. Na szczęście wszystko przechodzę łagodnie.

Ale chyba i tak jesteś pechowcem roku, skoro przed zapaleniem mięśnia sercowego i covidem latem dopadła Cię jeszcze borelioza?

- Z tym pechem to masz rację. Zwłaszcza że między boreliozą a covidem jeszcze pękł mi triceps na 12 centymetrów. Nie milimetrów - centymetrów!

Ile się z tego wygrzebywałeś?

- Nie miałem przerwy. To był lewy triceps, więc mogłem grać. Triceps jest nie do urwania, wszystkie głowy się trzymały, on pękł w środku ile się tylko dało. Nie wiem jak to możliwe, że przygarnąłem w tym roku wszystko, co mogłem przygarnąć. Borelioza to najpewniej pozostałość po kleszczu. Nie znalazłem go, ale na brzuchu miałem rumień i lekarz nie miał wątpliwości. Borelioza, antybiotyk na dwa tygodnie - klasyka. Dobrze, że miałem ten rumień. Czytałem bardzo ciekawą książkę "Znikanie" Izabeli Morskiej. Autorka to wykładowca z Gdańska. Ona opisuje swoje podróże do lekarzy, rozmowy z nimi. Miała coraz więcej komplikacji zdrowotnych, nikt nie wiedział co się dzieje, aż wyszło, że to borelioza.

Może lepiej zmień teraz lektury na lżejsze.

- Spokojnie, czytałem to jakiś czas temu. Teraz poprosiłem ludzi na Instagramie, żeby polecili mi jakieś książki podróżnicze, biografie. Muszę odpocząć, choć na szczęście czuję się naprawdę nieźle. We wtorek wyszedł komunikat o moim stanie zdrowia, ale najbardziej się stresowałem tym, że chłopaki grają mecz, a ja siedzę przed telewizorem. Dawno nie byłem w takiej sytuacji. Pisałem do chłopaków, że nie mogę się denerwować, prosiłem, żeby mnie potraktowali poważnie, a tętno mi skakało! [Kowalczyk nie traci dobrego nastroju, mimo że Verva przegrała na wyjeździe z Treflem Gdańsk 2:3].