Świetny debiut Mariusza Wlazłego w nowym klubie! MVP i pewne zwycięstwo

Mariusz Wlazły zaliczył świetny debiut w PlusLidze w barwach nowego klubu. Jego Trefl Gdańsk wygrał 3:0 (25:19, 25:21, 25:11) na wyjeździe z Czarnymi Radom, a mistrz świata z 2014 roku zdobył statuetkę MVP i skończył spotkanie z prawie 70-procentową skutecznością w ataku.

Pierwszy mecz Mariusza Wlazłego w PlusLidze w barwach Trefla był wyjątkowy. Gdańszczanie to drużyna najbardziej dotknięta koronawirusem w polskiej siatkówce. W lipcu zakażonych było aż trzynastu zawodników i trzech członków sztabu. Przesunięto pierwszy mecz PlusLigi, w którym mieli zagrać z Asseco Resovią, żeby mogli lepiej przygotować się do sezonu. O to samo władze Trefla prosiły Czarnych Radom, ale klub nie zgodził się na przełożenie meczu drugiej kolejki ligowych rozgrywek.

Zobacz wideo Drzyzga: Cieszy, że nie siedzieliśmy na kanapie. Wyjdzie nam to na zdrowie

Wymarzony debiut

W niedzielę obróciło się to przeciwko nim. Drużyna trenera Michała Winiarskiego wygrała w Radomiu w trzech setach, a w ostatniej partii rozgromiła rywali, pozwalając im na zdobycie zaledwie jedenastu punktów. Bohaterem Trefla został Mariusz Wlazły. Były reprezentant Polski zakończył to spotkanie swoim atakiem, a później odebrał statuetkę MVP. Zdobył łącznie 16 punktów i miał 69 procent skuteczności ataków.

Wlazły: Nie czuję się emerytem

Wielu wątpiło w Wlazłego po tym, jak zdecydował się na przejście do Trefla po 17 latach spędzonych w PGE Skrze Bełchatów. Twierdzono, że pomimo ogromnego doświadczenia w tym wieku nie będzie już w stanie zostać liderem drużyny aspirującej do dołączenia do czołówki polskiej siatkówki ligowej. - Nie czuję się sportowym emerytem. Mam jeszcze na tyle siły psychicznej i fizycznej, że mogę grać i normalnie funkcjonować jako siatkarz - mówił Sport.pl przed sezonem Wlazły.

- Pod koniec zeszłego sezonu czułem się bardzo silny. Byłem przygotowany być może najlepiej od lat. To wszystko zostało przerwane przez epidemię, a ja już wtedy rozmawiałem o swojej przyszłości. Nie ukrywałem, że gdybym dostał odpowiednią propozycję pozostania w Skrze, to bym ją przyjął. Każdy o tym wiedział. Zmieniły się jednak okoliczności i wizja budowania drużyny, więc musiałem znaleźć inny klub. Przechodząc do Trefla, wiedziałem, że trafiam do klubu, gdzie będę mógł podjąć nowe wyzwanie i dalej spełniać się jako sportowiec - opisywał Wlazły. Teraz już pierwszym meczem pokazał, że wciąż może być kluczową postacią w polskiej lidze i decydować o wynikach spotkań.

Może Wlazły potrzebował odejść ze Skry? "Pasuję do koncepcji Winiarskiego w Treflu"

Być może Wlazły potrzebował trochę niezależności i dopasowania się do drużyny innej niż PGE Skra, w której w ostatnich sezonach nie zawsze był najważniejszym ogniwem. Zwłaszcza z trenerem Michałem Winiarskim, z którym zna się z wielu lat wspólnej gry, ale rozumie, że “to on jest jego szefem”. - Pasuję do jego koncepcji i zgadzam się z tym, w jaki sposób mam u niego grać. Oczywiście stają mi przed oczami wspólne wspomnienia z przeszłości, a teraz dodatkowo blisko siebie mieszkamy, więc mamy świetny kontakt. Wspólne gierki treningowe? Michał zawsze w nich wygrywał, więc gdybyśmy się teraz zmierzyli i okazałbym się lepszy, byłbym miło zaskoczony - śmiał się Wlazły.

Zespół z Bełchatowa po jego odejściu nie radzi sobie najlepiej. W pierwszej kolejce wygrał z Cuprum Lubin 3:1, ale niemalże w każdym secie miał problemy ze stabilną grą na wyższym poziomie od rywala. Wielu widziało już możliwość rozegrania w tym meczu tie-breaka. W sobotę w drugim spotkaniu Aluron CMC Warta Zawiercie pokonał drużynę Michała Mieszko Gogola w czterech setach, a katem bełchatowian stał się Michał Malinowski, który zdobył aż trzydzieści punktów. W PGE Skrze nadal nie zadebiutował sprowadzony latem Amerykanin Taylor Sander. W trzeciej kolejce bełchatowianie zagrają z Grupą Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, która jako jedyna po dwóch meczach jak dotąd nie straciła jeszcze seta. Lider PlusLigi do tej pory wygrywał po 3:0 ze Stalą Nysa i MKS-em Będzin.

Przeczytaj także: