Michał Kubiak w kadrze aż do igrzysk Paryż 2024? "Mam dodatkowe siły"

- Naładowaliśmy akumulatory, dzieci mają w końcu ojca i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Teraz nie powiem ani że będę, ani że nie będę grał na igrzyskach Paryż 2024 - mówi Michał Kubiak. Czy 32-letni kapitan kadry siatkarzy uchyla sobie furtkę do następnych igrzysk, na wypadek gdyby miały się nie odbyć przesunięte o rok igrzyska w Tokio?

W środę i czwartek w Zielonej Górze reprezentacja Polski siatkarzy rozegrała swoje pierwsze mecze w 2020 roku. Mistrzowie świata dwukrotnie pokonali Niemców - 3:2 i 3:1. Teraz zespół prowadzony przez Vitala Heynena zagra jeszcze w Łodzi z Estonią (w niedzielę i poniedziałek), po czym zawodnicy rozjadą się do klubów na przygotowania do nowego sezonu.

Sezon 2020/2021 ma być olimpijskim. Gdyby nie pandemia koronawirusa, to w sobotę 25 lipca nasi siatkarze graliby z Iranem w pierwszej kolejce turnieju olimpijskiego. Ale igrzyska w Tokio przesunięto o rok i wcale nie ma gwarancji, że w nowym terminie się odbędą. Czy Kubiak marzący o złotym medalu olimpijskim wydłuży swoją karierę w kadrze aż do 2024 roku i igrzysk w Paryżu, jeśli okaże się, że tokijskie igrzyska zostaną odwołane?

Zobacz wideo Drzyzga: Cieszy, że nie siedzieliśmy na kanapie. Wyjdzie nam to na zdrowie

Łukasz Jachimiak: Gdyby nie pandemia koronawirusa, właśnie zaczynałyby się igrzyska olimpijskie w Tokio. Zastanawiasz się, co byś teraz robił, gdyby było, jak miało być?

Michał Kubiak: Przygotowywałbym się, żeby z kimś wygrać. A jeśli to byłby dzień otwarcia, to bylibyśmy na stadionie w Tokio i świętowalibyśmy rozpoczęcie igrzysk.

Następnego dnia gralibyście swój pierwszy mecz. Z Iranem.

- Nie ma to znaczenia czy byśmy grali z Iranem. Nie mamy być w najlepszej formie na pierwszy mecz. Mamy być w formie na ćwierćfinał, półfinał i finał. To jest nasz cel. Ale przede wszystkim te igrzyska muszą się odbyć. Czy tak będzie? Nie wiemy, jesteśmy za krótcy, żeby takie rzeczy wiedzieć. My tylko możemy czekać, trenować i mieć nadzieję.

To prawda, że chodzi Ci po głowie granie aż do igrzysk w Paryżu w 2024 roku?

- Ta wypowiedź została wyciągnięta z kontekstu. Powiedziałem tylko tyle, że przełożenie igrzysk w Tokio i luźniejszy rok 2020 dał mi dodatkowe siły, dodatkowe możliwości i dodatkowe chęci. Może do przedłużenia kariery. Ale co będzie za cztery lata, to ja naprawdę nie wiem. Na pewno jeszcze chcę trochę pograć w siatkówkę. Nawet jak skończę z reprezentacją, to będę chciał grać w klubie. A w czasie dla reprezentacji być z rodziną. Teraz czas dla niej miałem, siedzimy całą rodziną razem pół roku. Naładowaliśmy akumulatory, dzieci mają w końcu ojca i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. A Paryż? Jeśli za cztery lata mój organizm będzie dobrze funkcjonował i będę mógł grać, to może być różnie. Teraz nie powiem ani że będę, ani że nie będę grał na tych igrzyskach. Nie wiem, w jakiej roli widziałby mnie wtedy trener. Gdybym miał grać w sezonie wszystkie mecze, jeździć na każdy turniej Ligi Narodów i grać od deski do deski, to powiedziałbym nie.

Jest trochę tak, że furtkę z napisem "Paryż 2024" uchylasz sobie na wypadek, gdyby Tokio miało nie być? Wiadomo, że bardzo marzysz o olimpijskim złocie.

- To olimpijskie złoto jest dla mnie bardzo ważne i chciałbym swoją karierę w kadrze nim zakończyć. To mi się marzy i o tym ciągle myślę. Ale jeśli nie będzie mi to dane, to będę musiał się z tym pogodzić i żyć dalej. Będę musiał się spełniać w czymś innym niż siatkówka, bo lata lecą, a ja młodszy nie będę, wyższy też już nie będę.

Ale ciągle możesz wyżej skakać.

- Już też nie, bo jakieś ograniczenia ze względu na wiek są. Choć ja się stary nie czuję. Jednak każde 100-200 skoków więcej mój organizm odczuwa. Dlatego jak będzie z Paryżem 2024, to dopiero czas pokaże.

To porządkując i zamykając tę kwestię - jeśli igrzyska w Tokio się odbędą i zdobędziesz na nich złoto, to podziękujesz za grę w kadrze. A jeśli tego planu nie zrealizujesz, to pomyślisz, czy dotrwać do Paryża?

- Straszną deklarację musiałbym złożyć, a na razie jej nie złożę. Ale jak wygramy już ten złoty medal, to wtedy będziemy myśleć.

Co myślisz o Waszych pierwszych w tym roku meczach? Jak Ci się grało przed kibicami z kartonu?

- Sztywni jacyś, ha, ha. Oczywiście dobrze jest zagrać, dobrze jest się poruszać. To było najważniejsze. A bardzo się cieszymy też z tego, że pod halą było trochę kibiców w kinie samochodowym. My pograliśmy, każdy z kadry dostał swoje sety. Za chwilę znów tak będzie w meczach z Estonią. Dla nas to jest ważne, żebyśmy znów wygrali oba mecze jak z Niemcami i żebyśmy znów je skończyli bez kontuzji.

Teoretycznie jest możliwe, że w Łodzi na trybuny zostaną wpuszczeni ludzie. Chciałbyś, żeby tak było?

- Muszę się od tego odciąć, bo nie jestem człowiekiem, który może o tym decydować, który ma na to wpływ i który zna się na wirusach. Chyba nie byłoby problemu. Ale nie mi o tym decydować.

Co Wam powiedział Vital Heynen po meczach z Niemcami?

- Kurczę, nie pamiętam, ha, ha. Nie, że go nie słuchałem, bo zawsze słucham trenera. Ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć. A nie, wiem! Mówił, żebyśmy ostrożnie dojechali do domów, ci, którzy jadą. I żebyśmy wszyscy cali i zdrowi przyjechali do Łodzi.

Więcej o: