Polacy w sobotę mieli zacząć igrzyska. "Jako jedyni na świecie odmroziliśmy siatkówkę"

- To jest jak jazda na rowerze. Mimo takich przygotowań jednak można się cieszyć siatkówką i grać na niezłym poziomie - mówi Karol Kłos po meczach z Niemcami. W Zielonej Górze reprezentacja Polski siatkarzy wygrała 3:2 i 3:1.

Pierwsze w tym roku mecze już za nimi. Teraz - w niedzielę i poniedziałek - zmierzą się jeszcze w Łodzi z Estonią i rozjadą się do klubów. Miało być inaczej, gdyby nie pandemia koronawirusa, w sobotę meczem z Iranem zaczynaliby olimpijski turniej w Tokio. Ale igrzyska przełożono o rok. - Trzymam kciuki za to, żeby były. Pewnie je odwołają, jeśli nie da się ich rozegrać w 2021 roku. Na jeszcze kolejny rok ich nie przełożą. A jeśli najbliższymi igrzyskami miałyby być dopiero te w Paryżu w 2024 roku, to mi byłoby ciężko się na nich pojawić i o coś powalczyć. Swój wiek już mam - mówi 31-letni środkowy.

Zobacz wideo Drzyzga: Cieszy, że nie siedzieliśmy na kanapie. Wyjdzie nam to na zdrowie

Łukasz Jachimiak: Dobrze było Was zobaczyć, a Wam dobrze się grało pierwszy raz od marca?

Karol Kłos: Jak najbardziej. Odmroziliśmy siatkówkę. Jako chyba jedyni na świecie. Zwycięstwa cieszą, forma też, chociaż wiadomo, że do normalnego grania dużo brakuje. Ale mimo takich krótkich przygotowań jednak można się cieszyć siatkówką i grać na niezłym poziomie. Zwłaszcza w drugim meczu byliśmy mniej zardzewiali, od razu postawiliśmy swoje warunki i mieliśmy sytuację pod kontrolą.

Czego Wam najbardziej brakuje do normalnego grania? Chodzi o kwestie fizyczne czy bardziej o czucie piłki?

- O czucie piłki. Fizycznie dobrze przepracowaliśmy ostatni czas. Trzeba tylko być bardziej mobilnym i czuć piłkę.

Nie odnajdujecie piłki w przestrzeni? Nie czujecie, gdzie poleci?

- Trudno to wyjaśnić. Myślę, że chodzi o setki, tysiące powtórzeń. Blok, zagrywka, atak są z jednej strony jak jazda na rowerze - tego się nie zapomina. Ale z drugiej strony nie jest to tak płynne jak w trakcie normalnego sezonu.

Właśnie powinny się zaczynać igrzyska, które według nowego planu zaczną się równo za rok. Martwisz się, czy aby na pewno się odbędą?

- Trzymam kciuki za to, żeby były. Pewnie je odwołają, jeśli nie da się ich rozegrać w 2021 roku. Na jeszcze kolejny rok ich nie przełożą. A jeśli najbliższymi igrzyskami miałyby być dopiero te w Paryżu w 2024 roku, to mi byłoby ciężko się na nich pojawić i o coś powalczyć. Swój wiek już mam, dlatego mocno ściskam kciuki, żeby się wszystko dobrze ułożyło.

Jak Tobie się gra, gdy w roli kibiców występują koledzy, jak w ostatnim secie meczu z Niemcami?

- Loża szyderców była bardzo długa, zazwyczaj takiej nie ma. Ale to był sparing, możemy sobie na coś takiego pozwolić. No i to pokazuje, jak dobrą atmosferę mamy w drużynie. Było wesoło, przyjemnie.

Na wesołą wyglądała też pomeczowa rozmowa drużyny z Vitalem Heynenem.

- Z nim zawsze jest wesoła rozmowa. Ale po zwycięstwach. Teraz mówił, że granie wyglądało trochę lepiej niż w pierwszym meczu i był zadowolony z dwóch zwycięstw. Prosił też, żebyśmy uważali na siebie, wracając do domów. Bo mamy teraz jeden dzień wolny.

Czyli piątek macie wolny, a w sobotę zjeżdżacie się do Łodzi na mecze z Estonią?

- Dokładnie tak. Myślę, że będą dwa treningi - siłownia łączona z halą i normalny trening siatkarski. A później znów gramy.

Przeczytaj także: