Przeszła korektę płci i gra z kobietami. "Śmiano się ze mnie, wytykano palcami"

- Podjęłam decyzję o przejściu korekty płci, nawet jeśli wiązałaby się ona z tym, że już nigdy więcej nie zagram w siatkówkę. Początkowo zresztą tak mi powiedziano - mówi w rozmowie z TVP Sport Tifanny Abreu, która wcześniej grała z mężczyznami, a dziś jest siatkarką.

Tifanny Abreu to 36-letnia brazylijska siatkarka, która zdecydowała się na zmianę płci. Jako zawodniczka rywalizuje od 2017 roku. Wcześniej występowała m.in. w klubach z Indonezji, Portugalii, Hiszpanii, Francji, Holandii i Belgii. W rozmowie z TVP Sport opowiedziała o swojej przemianie. Przyznała, że od dziecka czuła się bardziej jako kobieta i pewnym momencie nie mogła już dłużej wytrzymać jako mężczyzna.

Zobacz wideo Bartosz Kurek o koronawirusie: Nie słuchajmy blogerów, modelek, gwiazd

- Podjęłam decyzję o przejściu korekty płci, nawet jeśli wiązałaby się ona z tym, że już nigdy więcej nie zagram w siatkówkę. Początkowo zresztą tak mi powiedziano. Po dwóch latach bycia w procesie przemiany, spotkałam się z moim menedżerem, który zapytał mnie, czy chcę wrócić do dyscypliny - zdradza Abreu. Po pięciu latach dostała zgodę, by rywalizować z kobietami. Dziś gra w Brazylii. 

Rodzina nie od razu zaakceptowała jej decyzję. Była przerażona, bo zdaniem Abreu w Brazylii dyskryminacja osób transpłciowych jest na porządku dziennym. Wyjechała więc do Holandii i tam dokonała przemiany. To uspokoiło członków jej rodziny. Dziś czuje się wreszcie dobrze w swoim ciele. Od niedawna ma drugiego chłopaka po przemianie. Myśli o macierzyństwie, ale wpierw chce jeszcze pograć w siatkówkę.

Grała z mężczyznami, dziś jest siatkarką

- To mój kolejny rok w żeńskiej siatkówce i jest mi z tym dobrze. Wcześniej czułam, jakbym była pośrodku burzy. Zewsząd słyszałam pytania, jak to możliwe, że kobieta transgenderowa może występować jako zawodowy sportowiec. Po jakimś czasie ludzie zobaczyli, kim jestem, dlaczego uprawiam siatkówkę i jak to robię - dodaje. Abreu przyznała, że jest w pełni akceptowana przez koleżanki z drużyny. Reagują, gdy ktoś probuje ją dyskryminować. - Największy hejt był od tych, które w internecie nie były w stanie podpisać się imieniem i nazwiskiem. Odzywały się do mnie bardzo wierzące osoby i krytykowały. Odpowiadałam im, że Bóg jest miłością, kocha wszystkich, a ja nikogo nie krzywdzę - dodała.

Abreu przyznaje, że gdy grała z mężczyznami, nie zawsze czuła się komfortowo. Wyróżniała się długimi włosami, na co zwracała uwagę publiczności. - Śmiano się ze mnie, a dzieci wytykały mnie palcami i nie mogły zrozumieć, dlaczego nie gram z innymi kobietami - mówi. Twierdzi, że ludzie bali się jej i nikt nie chciał z nią rozmawiać. Dziś jest symbolem walki o prawa osób transpłciowych. - Moją historią chcę im pokazać, że mogą więcej, niż im się wydaje - kończy. 

Przeczytaj też: