Patatajem siatkarki wygrać nie mogły. Wykańczająca walka przez pięć setów

We wtorek był spacerek, w środę Polki ruszały do piłki - jak to ujął trener Jacek Nawrocki - patatajem. Ale rozpędziły się, powalczyły i po raz drugi pokonały Czeszki. Sparing w Wałbrzychu skończył się zwycięstwem biało-czerwonych 3:2 (17:25, 25:22, 25:17, 22:25, 15:13).

We wtorek polskie siatkarki świetnie otworzyły reprezentacyjny sezon 2020. Odmłodzona kadra wygrała z Czeszkami 3:0 i przegrała dopiero dodatkowego seta, w którym trener dał się pokazać zmienniczkom. 

Patatajem wygrać się nie da

Na środowy rewanż Polki wyszły w innym składzie i z innym nastawieniem niż dzień wcześniej. Już przy stanie 5:12 w pierwszym secie trener Nawrocki poprosił o przerwę. Tłumaczył swoim zawodniczkom, że nie mogą ruszać do piłki "patatajem".

Czeszki ruszały sprintem. Wyraźnie podrażnione przebiegiem pierwszego meczu świetnie broniły. Do tego odważnie serwowały. I dzięki temu łatwiej było im ustawiać blok. We wtorek w tym elemencie zdobyły w czterech setach 7 punktów (a Polki aż 23). W środę w samej pierwszej partii - 6 punktów.

Polki w bloku wyglądały jeszcze nieźle, zdobyły w ten sposób 5 punktów. Ale w pierwszej partii nie wychodziło im już chyba nic innego. Monika Fedusio nie skończyła ani jednego z sześciu ataków, Julia Twardowska tylko 2 z 8, a Magdalena Stysiak 4 z 11. Na wstrzymywanie ręki, szukanie rozwiązań bezpiecznych, na braki mentalne Nawrocki zwracał drużynie uwagę podczas kolejnej przerwy na żądanie. Wtedy przegrywaliśmy 14:21. Rady trenera nie pomogły, wynik 17:25 dobrze pokazywał przewagę, jaką w pierwszym secie miały Czeszki.

Zobacz wideo

Błędy, nerwy, ale i walka

W jednym secie w środę Polki popełniły chyba więcej błędów niż w czterech setach meczu wtorkowego. Druga partia rewanżu też była w naszym wykonaniu nerwowa, szarpana. Ale na szczęście im dłużej ten set trwał, tym mocniej Polki walczyły. I wygranymi długimi wymianami się nakręcały.

Przy naszym prowadzeniu 13:9 trener Czeszek wziął czas i prosił swoje zawodniczki o więcej agresji. Wreszcie zrobił się mecz. Na najwyższym poziomie nie stał, pomyłek po obu stronach siatki było sporo, jedne i drugie zawodniczki zdobywały i traciły punkty seriami (18:15, 21:21, 25:22). Ale miło było zobaczyć, jak przy takiej wojence nerwów dwoma asami seta kończy Stysiak.

"Medal? Wcale nie uciekam od tego"

Jacek Nawrocki prowadzi kadrę od ponad pięciu lat. Przez ten cały czas powtarzał, że nie mamy drużyny gotowej do walki o wielkie rzeczy. Część zawodniczek twierdziła, że takimi wypowiedziami trener podcina im skrzydła.

We wrześniu Polki otarły się o podium mistrzostw Europy, zajęły czwarte miejsce. - Wcale nie uciekam od tego, żeby grać o medal na mistrzostwach Europy. To jest cel i my z takim podejściem musimy w przyszłym roku wystartować - mówił trener przed środowym meczem, gdy gościł w studiu Polsatu. - Mamy większy potencjał niż dwa-trzy lata temu - dodawał.

Stysiak najważniejsza

Czeszki grały w Wałbrzychu testowe mecze przed kwalifikacjami ME 2021. A Polki, pewne startu w turnieju, grają i przede wszystkim pracują w tym roku na zgrupowaniach w Szczyrku, by w kadrze była większa rywalizacja i żeby podnosił się jej poziom.

W pierwszych w tym roku meczach nieźle pokazały się Weronika Centka, Monika Fedusio czy Marta Ziółkowska, przydatność dla drużyny potwierdziły znane już Zuzanna Górecka czy Julia Nowicka. Ale nie grał jak Stysiak. Przyjmująco-atakująca ma dopiero 19 lat, ale my już od kilku dobrych miesięcy wiemy, że jest kandydatką na gwiazdę światowej siatkówki.

W środę dwumetrowa atakująca ratowała Alicję Grabkę. 22-letnia rozgrywająca przez niedokładne przyjęcie, ale i z własnego wyboru często upraszczała naszą grę. Czeskiego bloku gubić nie umiała. Ale dzięki Stysiak długo nie musiała tego robić. Nasza wieża potrafiła bić nad Czeszkami. W drugim, przełomowym secie, Stysiak dostała aż 18 piłek. Skończyła 11. Do tego dorzuciła dwa asy i jeden blok. Czyli z 25 punktów dla Polski ona zdobyła 14. Nawet gdy się zacięła - w czwartym secie miała zapis ataku 2/12 - to odbudowała się błyskawicznie i w tie-breaku znów była naszą liderką.

Cały mecz Stysiak skończyła z 34 punktami (3 asy, 4 bloki i 27 ataków z 43-procentową skutecznością). Tak, mamy zawodniczki z potencjałem i to jest kapitał. Ale niech Stysiak jak najczęściej, niech już zawsze pokazuje, że ona ma potencjał na karierę co najmniej tak wspaniałą jaką miała Małgorzata Glinka. Do niej Magda jest często porównywana. A Glinka zapewnia, że nie na wyrost. Magda Stysiak może zrobić większą karierę niż ja. To jest pewne - mówiła dwukrotna mistrzyni Europy w rozmowie ze Sport.pl w ubiegłym roku.

Więcej o: