Siatkarka grająca w Polsce była na turnieju Djokovicia! "W powietrzu czuć było zapach płynu do dezynfekcji"

- Derby Belgradu według epidemiologów nie miały wpływu na zachorowania na koronawirusa. Novak Djoković i trzy przypadki na jego turnieju? Byłam tam i przez cały weekend widziałam wiele osób w maseczkach i rękawiczkach. W powietrzu czuć było zapach środków do dezynfekcji, bo w Serbii są teraz na porządku dziennym. Masz w spodniach klucze, telefon i płyn - mówi dla Sport.pl serbska siatkarka, Jelena Blagojević.

- W pewnym momencie wszystko będzie musiało wrócić do stanu sprzed epidemii. Musimy się nauczyć żyć z wirusem. Obostrzenia powinny występować, ale od bezpośredniego kontaktu, a nie spotkań czy wyjść ze znajomymi, jeśli zachowasz wszystkie środki ostrożności i masz na sobie maskę - mówi w rozmowie ze Sport.pl o sytuacji w Serbii siatkarka tamtejszej kadry i kapitan Developresu SkyRes Rzeszów, Jelena Blagojević. Teraz już wiadomo, że po tym turnieju zakażony jest Novak Djoković, a także inne trzy osoby, które wzięły udział w imprezie. 

Novak Djoković zakażony koronawirusem! Był mistrzem imprezy, a teraz się tłumaczy

Zobacz wideo Popis Roberta Lewandowskiego! Maszyna do strzelania goli [ELEVEN SPORTS]

Jakub Balcerski: Jak Serbia radzi sobie z epidemią? Najgorsza faza już minęła, ale zachorowania zaczęły wzrastać.

Jelena Blagojević: W ostatnich tygodniach faktycznie pojawiają się tu nowe zakażenia, ale większość osób przechodzi chorobę bezobjawowo. W mediach przekazuje się, że wirus jest coraz słabszy, ale liczby wciąż niepokoją. Ostatnio przez parę dni zachorowania utrzymywały się koło 95. Ludzie w Serbii byli w zamknięciu czasem po kilka dni z rzędu. Wprowadzono godziny policyjne i nie można było wychodzić na zewnątrz po tym, jak kończyli pracę. Starsze osoby dostawały po jedną, albo dwie godziny na spacery. Teraz wszyscy są głodni tego świata zewnętrznego - spotkań, wychodzenia i normalności, a to stwarza zagrożenia. Jestem przekonana, że w pewnym momencie wszystko będzie musiało wrócić do stanu sprzed epidemii. 

W Polsce był wielki strach o dopuszczenie kibiców do wejścia na mecze piłkarskie, a derby Belgradu rozegrano z 25 tysiącami fanów na trybunach. Jak to przyjęto?

Liczba zakażonych po tym meczu nie wzrosła i z tego, co mówią o tym media, nie zależała od tego, co działo się podczas spotkania. Ludzie też tak myślą. Koronawirus ma się bardziej przenosić przez zwykłe spotkania ludzi w kawiarniach czy wieczorami na imprezach. Musimy się nauczyć żyć z wirusem. Obostrzenia powinny występować, ale od bezpośredniego kontaktu, a nie spotkań czy wyjść ze znajomymi, jeśli zachowasz wszystkie środki ostrożności i masz na sobie maskę. 

A derby bez kibiców rozwścieczyłyby ich, czy potrafiliby zrozumieć sytuację?

One nie miałyby sensu. Na Bałkanach mecze Crvenej zvezdy z Partizanem są traktowane wyjątkowo i jedyna kwestia sporna to, czy powinno być tam aż tyle ludzi. Ale epidemiolodzy zapewniają, że nie ma związku pomiędzy tym wydarzeniem a wzrostem zachorowań. 

W kraju reaguje się też na słowa Novaka Djokovicia? Mówił, że jest przeciwny szczepionce na koronawirusa i podawał parę pseudonaukowych metod leczenia, co w wielu krajach zostało odebrane bardzo negatywnie.

Z Novakiem jest tak, że poza Serbią go nie kochają. Bo jest najlepszy na świecie i na tyle młody, że wciąż może wiele osiągnąć w sporcie, ustanawiać nowe rekordy. A on jak każdy człowiek w życiu ma swoje zdanie. Niektórzy nie mają tak wielu okazji, żeby je wyrazić, a mogą myśleć to samo, co Novak. Dla wielu wszystko, co on powie, jest złe. Ale jest wybitny w tym, co robi i mogę się nie zgadzać z tym, co mówi, ale muszę go szanować jako sportowca dumnego z mojego kraju, reprezentującego go wszędzie, gdzie tylko się da. 

Djoković zorganizował też turniej Adria Tour, który był pokazowy i mógł odbyć się z udziałem kibiców. Mówił, że wszystkiego dopilnuje, a on, Dimitrow i dwóch innych tenisistów, którzy na nim grali, mieli pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. To nie działo się zbyt szybko i trochę nieodpowiedzialnie?

Ten turniej jest organizowany głównie dla kibiców, ludzi, którzy bardzo tęsknili za sportem i w końcu mogą ponownie go oglądać. Tenis jako indywidualny sport było trochę łatwiej zorganizować, niż zawody w innych dyscyplinach. Też byłam na trybunach w Belgradzie. Przez cały weekend widziałam wiele osób używających maseczek i rękawiczek, a w powietrzu czuć było zapach środków do dezynfekcji. W Serbii to teraz kluczowe: masz w spodniach klucze, telefon i płyn. Myślałam, że Dimitrow już w Belgradzie zaczynał mieć jakieś symptomy zakażenia koronawirusem, ale okazało się, że nie. Odczuł je dopiero w Zadarze i później po wykonaniu testu w Monako. Niewiele osób mówi o tym, że pomiędzy turniejami miał być w Bułgarii i być może to tam się zakaził. Teraz na Novaka spadnie jeszcze więcej hejtu i negatywnych komentarzy, bo to on jest inicjatorem turnieju. 

W środku tego wszystkiego reprezentacja Serbii siatkarek z tobą w składzie jest na zgrupowaniu - jak wygląda wasza praca i codzienność? Też macie jakieś obostrzenia w związku z epidemią czy trenujecie bez nich?

Tak, też trochę tego doświadczamy. Najwięcej trenujemy na siłowni i taki był cel tego zgrupowania -wzmocnić swoje ciało przed właściwymi przygotowaniami, które nadejdą już w naszych klubach. Najważniejsze, że nie chodzimy gdzieś na imprezy i nie spotykamy się z nieznajomymi, tylko siedzimy w pokojach i spędzamy czas we własnym gronie. 

Jak układa się współpraca z trenerem Zoranem Terziciem? To dość wyjątkowy szkoleniowiec, pełno o nim anegdot i legend.

Jest specyficzny, ale jego sukcesy pokazują, że wszystko robi perfekcyjnie. Przystosowałam się do życia z kadrą i gry pod jego wodzą. Dużo się nauczyłam, było parę rzeczy, których się tu nauczyłam, a nie zawsze wszystko robiłam dobrze. Jedną historię z trenerem w tle zapamiętam na długo. Kiedy zdobywałyśmy mistrzostwo Europy w 2017 roku w czasie finału, gdy już wygrałyśmy, myślał, że jesteśmy dopiero po dwóch setach. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego szalejemy ze szczęścia. Zorientował się, dopiero kiedy zobaczył przygotowania do ceremonii medalowej, ale po meczu mówił, że wcale nie jest zadowolony z naszej gry. Musiałyśmy zdobyć mistrzostwo świata rok później, żeby go zadowolić. 

Sezon kadrowy trzeba jednak przerzucić na przyszły rok tak jak plany związane z igrzyskami - to było trudne dla wszystkich zawodniczek, nagle przestawić najwyższe cele na inny termin?

Gdy zaczęła się epidemia, to wszystkie stwierdziłyśmy, że pewnie nie będzie igrzysk, bo sytuacja wyglądała zbyt poważnie. Z jednej strony ten rok będzie trochę pusty, bo praktycznie bez grania dla reprezentacji, ale z drugiej mamy bonusowy czas, żeby się dobrze przygotować na bardzo intensywny przyszły sezon. Będziemy o rok starsze, ale mam nadzieję, że mądrzejsze. Bardzo chcemy zrealizować nasze cele. A teraz tęsknimy za siatkówką, wspólnymi treningami w zespole i w końcu wyjściem na boisko w meczu. Nawet za zdenerwowaniem i złością. Chcemy ponownie poczuć adrenalinę grania o stawkę. 

Można powiedzieć, że zrewolucjonizowałaś polską siatkówkę kobiecą, kiedy w 2018 roku mocno promowałaś, żeby na meczach wprowadzić challenge i się udało. To bardzo zmieniło rozgrywki. 

Dużo oglądam siatkówki mężczyzn, zarówno polskiej, jak i zagranicznej. Nawet jak oglądałam na Podpromiu mecze Asseco, to challenge robił różnicę. Są momenty, w których sędzia nie potrafi czegoś dostrzec, często choćby piłki uderzonej po bloku. Dwa lata temu trenowaliśmy grę z atakami po palcach i często to wykorzystywałam. Zgubiłam dużo punktów, bo przeciwnik się nie przyzna, że dotknął, a są takie mecze, że z sędzią możesz tylko "robić fight". Popełniali błędy, często krzywdząc nas i inne drużyny. Challenge sprawił, że polska liga poszła o krok naprzód, stała się bardziej profesjonalna. 

Jak przerwa może wpłynąć na naszą ligę, a zwłaszcza jej poziom? Mówiąc ogólnie, on do tej pory często nie był najwyższy, a teraz niektórym może być ciężko się pozbierać.

Przerwa nie jest korzystna dla żadnej drużyny. W innych ligach pojawiają się mecze drużyn z końca tabeli, w których te zagrażają tym z czołówki. W Polsce nie możemy tego zobaczyć. Grałam w Chemiku i teraz w Developresie i po latach, które w nich spędziłam, mogę porównać oba kluby z tymi grającymi w lidze włoskiej. Są do nich podobne od poziomu organizacji klubu po zawodniczki, które mogłyby sobie poradzić we Włoszech. Przerwa sprawi, że wrócić do naszego najlepszego poziomu nie będzie łatwo, a takiej gry, albo jeszcze lepszej będzie się od nas wymagało. Będzie dużo problemów z finansowaniem i organizacją mniejszych klubów, ale mam nadzieję, że powrót do gry tylko pomoże im z nimi walczyć. 

Przeczytaj także:

Więcej o: