Piotr Nowakowski szczerze po porażce z Perugią. "Nie ma co szukać usprawiedliwień"

Verva Warszawa ORLEN Paliwa przegrała wczoraj 1:3 z Sir Sicoma Monini Perugia w 3. kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. Rozczarowania wynikiem i tym, jak niewiele zabrakło do ugrania punktów z włoską drużyną nie ukrywał środkowy Piotr Nowakowski. Zdradził, co decydowało o porażce i dlaczego Wilfredo Leon mógł zagrać na Torwarze jeszcze lepiej.

Kilka razy trafił Leona zagrywką, skutecznie atakował ze środka i chciał sobie zrobić prezent na urodziny, które obchodzi dzień po meczu z Perugią. „Nie wyszło” - tak o wielu elementach przegranego spotkania z drużyną Vitala Heynena mówił środkowy Vervy Warszawa ORLEN Paliwa i siatkarskiej reprezentacji Polski, Piotr Nowakowski.

Zobacz wideo

Jakub Balcerski: Mecz z Perugią ogólnie na plus?

Piotr Nowakowski: Myślę, że na zero. Zabrakło naprawdę niewiele, żebyśmy ugrali tym meczem jakikolwiek punkt. Stawiliśmy dzielnie czoła włoskiej drużynie i chcieliśmy zagrać z nimi tie-breaka. Publiczności, która zgromadziła się na Torwarze to się ewidentnie należało, ale nie wyszło. Pierwszego seta można wymazać z pamięci, ale szkoda końcówek, które przeważyły o losach spotkania, zwłaszcza w czwartej partii.

Czego wam zabrakło w kluczowych momentach? Tego ogrania w Europie?

Nie zabrakło nam żadnego doświadczenia, bo debiutujemy w Lidze Mistrzów, ale większość zawodników w tym składzie grała i na arenie międzynarodowej, i na europejskiej. Tutaj nie było czego szukać, bardziej może szczęścia. Mieliśmy po swojej stronie zwłaszcza ostatnią piłkę, którą Perugia zablokowała, a mogło być inaczej. Wcześniej często ciężko dochodzili do tego bloku, a tamtą akurat udało im się odbić i zostaje taki niesmak. To niuanse, ale trzeba przeanalizować te końcówki dokładniej, żeby wiedzieć, nad czym mamy teraz pracować.

Vital Heynen mówił, że Wilfredo Leon w meczu z Vervą to nie była jeszcze ta jego najlepsza wersja. Faktycznie mogło być lepiej z twojej perspektywy?

Trzeba szczerze przyznać, że drużyna z Perugii dzisiaj wielkich fajerwerków nie grała. Wilfredo mógł więcej dołożyć zwłaszcza w elemencie zagrywki, bo jak wiadomo, drużyna z Włoch bazuje jednak na sile ognia, a ją daje dobry serwis. Nie zagrali na swoim najwyższym poziomie, a wtedy może cały mecz wyglądałby, jak pierwszy set. Nie wiadomo też, jak my byśmy się dostosowali, może też osiągnęlibyśmy swoje 100 procent. Nie oszukujmy się, że tego dzisiaj nie było także u nas i nie wyglądało to tak, jakbyśmy chcieli. To Perugia dyktowała warunki.

Nie boicie się trochę, że punkty, które straciliście z Benficą w Lizbonie okażą się kluczowe w kontekście układu w grupie Ligi Mistrzów?

Punkty z Benficą były bardzo ważne i siedzi nam ten mecz mocno za skórą. To nasza jedyna porażka w tym sezonie, którą ponieśliśmy bez większej walki i zostawienia serca na boisku. Będzie nam to niestety siedziało zadrą. Domyślamy się, że może być ciężko teraz awansować, ale wszystko jest w naszych rękach. To jest możliwe i będziemy walczyć dalej. W grudniu mamy spore natężenie meczów i może nasza dyspozycja to wynik zmęczenia paru zawodników, ale nie ma co szukać usprawiedliwień. Trzeba przełknąć to, co już się wydarzyło i z optymizmem patrzeć w przyszłość. Teraz pozostaje wygrać dwa mecze w lidze, by spokojniej patrzeć na święta i spędzić je w dobrej atmosferze.