Afera w kadrze siatkarek. Domagają się zmiany trenera przed najważniejszym turniejem

- Nie wiem, co można zrobić. Wszystko wypłynęło, związek musi zareagować, ale jak? PZPS nie da się szantażować i naprawdę zagramy o igrzyska juniorkami? Czyli na złość babci nie założę czapki i odmrożę sobie uszy? - Natalia Bamber-Laskowska, mistrzyni Europy z 2005 roku, a obecnie ekspertka TVP, komentuje dla Sport.pl aferę, która wybuchła w reprezentacji Polski siatkarek.

Od 7 do 12 stycznia polskie siatkarki zagrają w holenderskim Apeldoorn w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich w Tokio. Nie wiadomo w jakim składzie, bo - jak podaje "Gazeta Wyborcza" - liderki kadry zbuntowały się przeciw trenerowi Jackowi Nawrockiemu. We wrześniu Polska zajęła czwarte miejsce w mistrzostwach Europy. To był najlepszy wynik naszej reprezentacji od lat. Mimo to zaraz po turnieju większość reprezentacji miała wystosować do Polskiego Związku Piłki Siatkowej pismo z wnioskiem o zmianę sztabu szkoleniowego.

Łukasz Jachimiak: Wiedziała Pani, że w reprezentacji Polski siatkarek źle się dzieje?

Natalia Bamber-Laskowska: Jestem bardzo zaskoczona. Trudno mi cokolwiek powiedzieć. Dziwię się, że dopiero teraz to wyszło, skoro zawodniczki poszły do PZPS-u zaraz po mistrzostwach Europy, czyli dwa miesiące temu. Nie wchodząc w to wszystko emocjonalnie, powiem tak: zmiana na stanowisku trenera na dwa miesiące przed kwalifikacjami do igrzysk byłaby bardzo trudna. Siatkarki pięć lat przepracowały z jednym trenerem. Czy się zgadzały z nim, czy nie, to jednak długo z nim pracowały. Może były takie sytuacje, które nie pozostawiły zawodniczkom wyboru, ale my o tym nie wiemy. Nikogo nie bronię, nie staję po żadnej stronie - żeby było jasne. Patrzę na to, co w tym momencie jest dla nas najważniejsze - zróbmy wszystko, żeby za dwa miesiące dostać się na igrzyska. Może pewne granice zostały przekroczone, a może nie. Może zawodniczki oczekują czegoś więcej. Widzimy, że coraz więcej z nich wyjeżdża z kraju, że mają ambicje, chcą się uczyć od najlepszych. Ale teraz najważniejsze jest uniknięcie afery.

Już chyba nie da się jej uniknąć.

- Przecież nie wszyscy muszą się lubić, to jest naturalne, takie jest życie. Ale niech każdy dalej robi swoje najlepiej jak potrafi. Spróbujmy awansować na igrzyska, to musi być najważniejsze.

Heynen: Nie robię nic, czego nie lubiłem jako zawodnik [WIDEO]

Zobacz wideo

Zgoda, że powinno być. Ale gdy wybiło szambo, to chyba nie da się nie ubrudzić.

- Na pewno trudno będzie nie zacząć wszystkiego roztrząsać. Pewnie zacznie się ocenianie, dziwne spoglądanie na zawodniczki, czy ta mogła się podpisać pod pismem przeciw trenerowi, czy nie. Ludzie, zostawmy to. Może jestem staroświecka, ale uważam, że da się tak postąpić w imię wielkiego celu. Na tyle, na ile da radę, poprowadźmy ten projekt do końca. Przecież dobrą pracę dziewczyny wykonały.

Miała Pani wrażenie, że - jak twierdzi większość kadry - trener Nawrocki lansował Magdalenę Stysiak i Marię Stenzel? Zdaje się, że to główny zarzut wobec niego.

- Stysiak jest młodą zawodniczką, której jeszcze w wielu sytuacjach brakuje doświadczenia. To cały czas widać. Oglądam teraz ligę włoską i widzę, że jeszcze nie jest stabilna. Ale potrafi mieć świetne mecze, umie zdobyć w spotkaniu 34 punkty, bo ma potężną rękę. Szybka nigdy nie będzie, w przyjęciu też nie będzie szalała, ale przecież od niej nie wolno wymagać, żeby grała jak libero. Ma minusy, potrafi się pogubić w sytuacyjnych piłkach, czasem traci głowę całkowicie, jak w Final Six Ligi Narodów, gdy w jednym z meczów, w ważnej końcówce, zamiast przyjąć złapała piłkę. Krew się gotuje w takich sytuacjach. Trener Andrzej Niemczyk nawet na treningach nie pozwalał nam robić takich rzeczy, niełapanie piłki to absolutna podstawa. To na pewno są takie rzeczy, które zawodniczki niegrające zauważają i mogą się czuć źle z tym, że one nie grają, a trener Nawrocki na młodą Magdę bardzo mocno stawia. Stysiak miała takie mecze, w których robiła tyle samo błędów, ile zdobywała punktów. Ale oczywiście były też takie mecze, że znakomicie grała. Jestem pełna szacunku dla jej siły, dla determinacji, a jednocześnie rozumiem, że jej błędy mogą razić starsze zawodniczki.

Moim zdaniem te starsze zawodniczki nie prezentowały się lepiej niż Stysiak i dziwię się, że w ich odczuciu Stysiak miała miejsce w "szóstce" niesprawiedliwie.

- Skoro decydujemy się, że będziemy pracować dla trenera Nawrockiego, to się decydujemy. Czyli zgadzamy się na jego warunki i przyjmujemy jego pomysł. Gdy przyjeżdżamy na kadrę, musimy szanować filozofię trenera. On miał prawo chcieć ogrywać Magdę i z niczego nie musi się tłumaczyć. On musi to robić tylko przed zarządem Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Choć oczywiście dobrze by było, żeby trener szanował wszystkie zawodniczki i żeby do nich jednakowo podchodził, bo wtedy cały zespół dobrze się czuje. Czy tutaj tak było? Prawie na wszystkich meczach byłam, ale nie byłam na żadnym treningu, więc nie wiem.

Mówi Pani, że wierzy, że mimo wszystko uda się pojechać w mocnym składzie i z dobrym nastawieniem na styczniowe eliminacje olimpijskie, ale pewnie pamięta Pani ze swojej przeszłości w kadrze, że bardzo trudno o szczęśliwe zakończenie takiej afery?

- Pamiętam jedną bardzo trudną sytuację. I z niej się faktycznie nie dało wyjść. To był konflikt Gosi Glinki i trenera Niemczyka w Chinach. Zaczęło się od tego, że na treningu miała słabszy moment i trener też miał słabszy moment, więc nakrzyczeli na siebie i każde z nich poszło do hotelu. Wyszła z tego wielka afera. To się mogło zakończyć inaczej, gdyby ktoś nie podał pewnych informacji do prasy. Bez tego Gosia i trener by się dogadali.

Teraz też informacje wyciekły.

- I wielka szkoda. Szkoda atmosfery, szkoda poziomu gry, jaki został zbudowany, szkoda zaangażowania kibiców, którzy wrócili na mecze kadry kobiet i w Łodzi dawali takie wsparcie z trybun, że patrząc na to naprawdę miałam łzy w oczach.

Konflikt Glinki i Niemczyka skończył się jego odejściem, teraz PZPS zdaje się być zdecydowany na pozostawienie Nawrockiego na stanowisku, nawet gdyby zawodniczki miały zbojkotować kadrę i na turniej o igrzyska trzeba by było wysłać juniorki.

- W tamtej sytuacji Niemczyk już nie chciał być trenerem. A teraz nie wiem co można zrobić. Wszystko wypłynęło, kibice wiedzą, związek musi zareagować, ale jak? PZPS nie da się szantażować i naprawdę zagramy o igrzyska juniorkami? Czyli na złość babci nie założę czapki i odmrożę sobie uszy? Trener powinien wyjaśnić sytuację, postawić jakieś twarde warunki. Ale będzie mu trudno, bo dziewczyny są w swoich klubach.

Szkoda, że nie działał od razu, we wrześniu.

- Może miał nadzieję, że to nie wyjdzie. Strasznie szkoda. Wszystko świetnie wyglądało, wokół kadry była dobra atmosfera, ale najwyraźniej nie mieliśmy pojęcia co się dzieje w środku.