Iran nie był w stanie nam zaszkodzić. Świetny rok kończymy srebrem z widokiem na złoto [TRZY RZECZY PO TRZECH SETACH]

Nieuchwytni byli polscy siatkarze dla Irańczyków w ostatniej kolejce Pucharu Świata. W Hiroszimie wygraliśmy 3:0 (25:18, 25:18, 25:16), puentując udany sezon. Drugi rok pracy z Vitalem Heynenem nasza kadra skończyła srebrnym medalem. I jeszcze jednym potwierdzeniem, że za 10 miesięcy w Tokio będzie walczyła o olimpijskie złoto.

1. Wojna? Jaka wojna?

Vital Heynen uśmiechnięty, zrelaksowany, a przecież graliśmy z rywalem, z którym zawsze iskrzy. W czerwcu w Urmii przegraliśmy z Iranem 2:3 w Lidze Narodów i później przez ponad dwie godziny wracaliśmy do hotelu przez miasto opanowane przez fetujących sukces irańskich kibiców. Wtedy Heynen denerwował się być może bardziej niż kiedykolwiek, później opowiadał, że zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo zagrożeni są jego zawodnicy.

Mecze z Iranem zawsze miały bardzo wysoką temperaturę. Można było się spodziewać, że na zakończenie Pucharu Świata Irańczycy - choć sami nie grają o medal - zrobią wszystko, żeby uniemożliwić nam zdobycie srebra. Ale zrobić mogli bardzo niewiele, wielka była różnica klas. Polska wygrała do 18, znów do 18 i do 16. Na tle Polski Iran wyglądał jak Czarnogóra, Czechy, Ukraina czy Hiszpania we wrześniu, w mistrzostwach Europy. My wtedy wygraliśmy osiem z dziewięciu meczów, a siedem z ośmiu zwycięstw odnieśliśmy w stosunku 3:0. I w większości tych spotkań nie pozwoliliśmy dojść rywalom do 20 punktów w żadnym secie.

Z Iranem wygraliśmy 10:3 blokiem, oddaliśmy mu tylko siedem punktów po własnych błędach, a dostaliśmy takich punktów 17. Użyliśmy swojej najmocniejszej broni, zachowaliśmy koncentrację, zagraliśmy tak, jak Heynen lubi. I jak lubią kibice. Polska kadra zakończyła sezon 2019, ładnie go puentując.

2. Cztery turnieje, wszystkie udane

Drugi sezon reprezentacji pod wodzą Heynena był chyba jeszcze lepszy niż pierwszy. Oczywiście trudno cokolwiek stawiać ponad mistrzostwo świata, ale trzeba docenić stabilność zespołu i trzymanie jakości bez względu na wciąż zmieniający się skład. Polska ma markę, a wyrobiła ją sobie, zdobywając brązowy medal Ligi Narodów, wygrywając turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich, zajmując trzecie miejsce w mistrzostwach Europy i wywalczając srebro Pucharu Świata.

Od 31 maja do 15 października, czyli w cztery i pół miesiąca, rozegraliśmy 42 oficjalne mecze. Wygraliśmy 34, przegraliśmy osiem. Wytrzymaliśmy naprawdę morderczą dawkę grania we wrześniu i październiku, gdy w 32 dni trzeba było wystąpić w aż 20 spotkaniach (17 zwycięstw, trzy porażki). Generalnie pokazaliśmy, że ubiegłoroczne mistrzostwo świata było wystrzałem potencjału naszej kadry, a kolejny rok to jej stabilizacja na mistrzowskim poziomie. Tak, na mistrzowskim, bo choć nie wygraliśmy wszystkiego, to zwycięstwo odnieśliśmy w najważniejszym momencie, czyli w eliminacjach olimpijskich. Cała reszta to dodatki do tamtego sukcesu. Bardzo miłe, skoro wszystkie rozgrywki skończyliśmy na podium.

"Z Leonem w składzie możemy marzyć o medalu w Tokio"

Zobacz wideo

3. Za 10 miesięcy najważniejszy medal?

Heynen mówi o tym cały czas: Polska pod jego wodzą ma być najlepsza w trzecim sezonie i ma wygrać igrzyska w Tokio. Po drugim, świetnym roku pracy Belga nasze apetyty są nie mniejsze niż jego apetyt.

Były zwycięstwa, były medale, będzie wolny styczeń, podczas gdy inni będą wtedy grać europejskie eliminacje olimpijskie z przekąsem nazywane igrzyskami śmierci. My na 10 miesięcy przed turniejem olimpijskimi jesteśmy praktycznie gotowi. Do kadry dołączył Wilfredo Leon. Siatkarz uznawany za najlepszego na świecie wniósł do niej bardzo wiele. Po operacji kręgosłupa pod koniec sezonu do gry w narodowych barwach wrócił Bartosz Kurek i już dostaliśmy pogląd na to, jak bardzo rywale będą się bali naszego duetu bombardierów, wspartego jeszcze sprytnym i zadziornym jak nikt inny Michałem Kubiakiem.

Mamy zespół na medal, mamy trenera, który potrafi te medale zdobywać, mamy zapewnione spokojne przygotowania. Mamy wszystko, by wreszcie powtórzyć historyczny triumf nie tylko na MŚ (po złocie z 1974 roku przyszły złota w 2014 i 2018 roku), lecz także na igrzyskach, które pierwszy i jedyny dotąd raz Polska wygrała w Montrealu w 1976 roku.