Polscy siatkarze wierzą, że mogą wygrać Puchar Świata. Mocna deklaracja przed meczem z Brazylią

- Myślimy o złotym medalu, ale porażka z USA nam nie ciąży - mówi przeddzień spotkania Polska - Brazylia w Pucharze Świata przyjmujący polskiej kadry, Artur Szalpuk. Mecz ten będzie miał bardzo duże znaczenie w kontekście czołówki tabeli turnieju. Odbędzie się w niedzielę o 8.

Widziałam, że brał pan udział w quizie filmowym w Japonii. Ja przeprowadzę siatkarski. W ilu meczach Pucharu Świata wasz niedzielny rywal Brazylia grał w innym składzie niż Bruno, Leal, Alan, Lucarelli czy Lucas?

Artur Szalpuk: Wydaje mi się, że cały czas Brazylijczycy grają jedną szóstką.

Był tylko jeden mecz, w którym podstawowy skład znacząco różnił się od wymienionego - spotkanie z Tunezją.

- Niestety, nie widziałem tego spotkania. Nie mamy dostępu do innych meczów. Rywali podglądamy głównie na odprawie video.

W dużej mierze miał pan jednak rację - większość meczów Brazylijczycy grali jednym składem. Jak oceniłby pan waszą rotację jak na standardy trwającego dwa tygodnie turnieju?

- Jak na taki turniej, rotacja w składzie była bardzo duża. Być może tylko w Lidze Narodów jesteśmy w stanie grać składem jeszcze bardziej zmienionym, ale jak na Puchar Świata roszad i tak jest sporo.

Jakie będzie to miało przełożenie na mecz dwóch siatkarskich gigantów w niedzielę? Brazylia szlifowała grę jednym składem, podczas gdy wy występowaliście w układach, których dotąd w sezonie nie było - na przykład z Michałem Kubiakiem, Bartoszem Kurkiem i Wilfredo Leonem.

- Myślę, że nie będzie to czynnik decydujący o tym, kto wygra niedzielne spotkanie.

A co nim będzie?

- Nie powiem nic wielkiego - kto będzie lepszy, ten wygra. Fakt faktem rotacje były, bo odpoczynek dla podstawowych zawodników jest ważny. To też pomoże im lepiej przygotować się do starcia z Brazylią. Nie możemy zapomnieć o tym, że nasza kadra ma za sobą mistrzostwa Europy, a reprezentacja Canarinhos specjalnie przygotowywała się pod turniej w Japonii. My tak nie zrobiliśmy. Zawsze można odnajdywać argumenty i kontrargumenty na korzyść danej drużyny. Tak naprawdę na końcu jednak zadecyduje dyspozycja dnia.

W momencie kiedy myślicie o wygraniu Pucharu Świata nie możecie sobie pozwolić na porażkę. Ciąży więc ta jedyna przegrana z USA na początku turnieju?

- Myślimy o złotym medalu, ale porażka z USA nam nie ciąży. Turniej jest wymagający. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jeśli przegramy niedzielny mecz, to praktycznie stracimy szansę na zwycięstwo w Pucharze Świata, ale koncentrujemy się głównie na tym, co nam da wygrana w tym meczu i jakie otworzy ona przed nami możliwości.

"Z Leonem w składzie możemy marzyć o medalu w Tokio"

Zobacz wideo

Wiecie, że nawet wygrana 3:0 może nie wystarczyć do tego, żebyście wygrali?

- Tak to już bywa na takim turnieju. Ten fakt jednak nie spowoduje, że nie będziemy chcieli wygrać spotkania z Brazylią.

Kalkulowaliście, co musi się stać? Brazylia musi stracić sety, byście mieli korzystniejsze ratio w przypadku wygrania przez was wszystkich meczów do końca.

- Myślę, że Vital kalkulował. Jako kadra musimy skupić się jednak na wygraniu niedzielnego spotkania, a nie wyliczaniu setów.

Czujecie się tak mocni, by wygrać w niedzielę 3:0?

- Tak. Wierzę w to, że jesteśmy w stanie to zrobić. Jest to na pewno ciężka misja, bowiem kadra Brazylii prezentuje się w Japonii bardzo dobrze, stabilnie i gra fajną siatkówkę, ale jesteśmy w stanie ją pokonać.

Jakiś czas temu rozmawialiśmy o zmianie układu sił w zespole i o tym, że nie ma pan aż tylu szans na grę, co w poprzednie lato. Jak się z tym pan czuje na finiszu przedolimpijskiego sezonu?

- W zespole odnajduję się bardzo dobrze i czuję się częścią drużyny. Wszystko jest świetnie. Co prawda nie ma zbyt wiele czasu na trening, ale wiem, że tak jak dyspozycja zespołu jest dobra, tak jest i z moją. Wszystko idzie w górę.

W ostatnim czasie w mediach sporo było dywagacji odnośnie do tego czy w formie z tego roku jest pan idealnym zmiennikiem dla Wilfredo Leona. Dyskutowano również o przyjmujących, których w kadrze nie ma. Zagłębia się pan w takie dywagacje czy raczej obchodzi je szerokim łukiem?

- Osobiście staram się tego nie słuchać. Nie skupiam się na tym, co mówi się dookoła. Niektóre osoby przekazały mi pewne słowa. Nie wiem, jak mam na to reagować, bo jest to czyjeś zdanie, a ono nie za bardzo mnie obchodzi. Nie zmuszę ludzi, by w jakikolwiek sposób mnie lubili lub uważali, że jestem dobrym zawodnikiem. Jeśli ktoś myśli, że nie zasługuję na grę w kadrze, to jest to jego zdanie i tyle.

Jak bardzo ceni sobie pan zaufanie Vitala Heynena? Wydaje się, że lubi ludzi już sprawdzonych, tych, których wzrost pod swoją pieczą może przewidzieć.

- Bardzo cenię go jako trenera. Wydaje mi się, że pod jego skrzydłami zrobiłem spory postęp także w tym sezonie. Co do jego zaufania do mnie, to proszę pytać o to Vitala.

Kiedy po Pucharze Świata wraca pan do klubu? Będzie chwila przerwy?

- Do klubu wracam bardzo szybko, by przygotować się do sezonu. Z chłopakami ze Skry wymieniałem kilka wiadomości w czasie Pucharu Świata, ale nadal nie myślę o sezonie ligowym. Na razie skupiam się na tym, co czeka mnie w Japonii.

Jak dużym plusem będzie to, że jeden z trenerów kadrowych będzie szkoleniowcem Skry?

- Cenię Mieszka jako trenera, a nasza współpraca w Bełchatowie może być bardzo dobra. Na pewno jest to komunikatywny człowiek, z którym znajduję wspólny język. Mam nadzieję, że to przyniesie efekty.

Rozmawiałam z prezesem Piechockim. Powiedział mi, że jedną z istotnych rzeczy przy wyborze Polaka jako trenera polskiego klubu jest fakt, że on rozumie mentalność krajowych zawodników i polskie środowisko. Jako zawodnik te aspekty bardziej sobie pan ceni czy nie odgrywa to aż tak dużej roli przy warsztacie trenerkim i osobowości szkoleniowca?

- Nie wypada mi podważać słów prezesa, ale dla mnie najbardziej liczy się warsztat trenera i to, jaką drużynę będziemy w stanie przy nim stworzyć. To jest najistotniejsze. W kadrze mamy przecież zagranicznego szkoleniowca, a on był w stanie do nas dotrzeć i stworzyć z nas drużynę.