Dlaczego polscy siatkarze chcieli grać w Pucharze Świata mimo niepoważnego traktowania?

Masz do spędzenia dwa tygodnie w Japonii, perspektywę pomocy drużynie, trochę kasy do wygrania i możesz pozwolić sobie na wyjazd. Bierzesz udział w Pucharze Świata czy nie?

Puchar Świata, jesień, Japonia. Do zwiedzenia trzy miasta - Fukuoka, Nagano i Hiroszima. Dwa tygodnie na skosztowanie lokalnych specjałów:

 

Spotkanie dawno niewidzianych kolegów:

 

Pokochanie japońskiej kultury:

Polacy pokochali japońską kulturęPolacy pokochali japońską kulturę fivb.org


Można też przez dwa tygodnie grania w Azji trochę zarobić: włoskie media podawały, że dla zwycięzcy trofeum przewidziano 600 tysięcy dolarów do podziału dla drużyny (plus 30 tysięcy dla federacji), zespół z drugiego miejsca zarobi odpowiednio 300 tysięcy i 15 tysięcy, a drużyna z najniższego stopnia podium 100 i 10 tysięcy (pula nagród to w sumie ponad 2 miliony dolarów). Stawką są też punkty do rankingu FIVB: triumfator uzyska 100, drugie miejsce daje 90 punktów, kolejne 80, 70 i tak dalej. Miejsce w rankingu określa rozstawienie danej drużyny w turniejach międzynarodowych lub kwalifikacjach do nich. W poprzednich edycjach Pucharu Świata gra toczyła się jednak o dużo większą stawkę: trzy lub dwa miejsca premiowane awansem na igrzyska olimpijskie.

Polacy mogą marzyć o medalu IO:

Zobacz wideo

Heynen dał wolną rękę. Ale siatkarze chcieli pobyć ze sobą jeszcze trochę

Teraz z tej puli atrakcji zostały tylko premie i punkty, dlatego turniej jest traktowany ulgowo. Ale Puchar Świata nadal da się lubić. Dla Vitala Heynena to okazja do sprawdzenia kandydatów do kadry. Szkoleniowiec w pierwszych meczach postawił choćby na Bartłomieja Lemańskiego, który w tym roku sięgnął po srebrny medal uniwersjady. W składzie znalazł się również Bartosz Kurek, dla którego jest to powrót do kadry po kontuzji kręgosłupa. Jest to także okazja do zobaczenia, jak w realiach kadrowych radzić sobie będzie 24-letni przyjmujący Rafał Szymura, który z powodu ślubu nie brał udziału w pierwszej części sezonu reprezentacji. Wymieniać podobne przypadki można długo.

Selekcjoner kadry dał wolną rękę graczom: jeśli chcieli zagrać w Pucharze Świata, to pojechali do Japonii. A że zespół lubi spędzać ze sobą czas, to większość z nich zgodziła się bez wahania. - To plan zawodników. W czwartek rano spytałem ich, czy chcą zagrać w Pucharze Świata. 12 z 14 powiedziało, że chce - oznajmił Belg na początku mistrzostw Europy. Co więcej, siatkarze zgodzili się na udział mimo tego, że niektórzy krytykowali formułę i termin zawodów. - Nie jest normalne, że z jednego turnieju jedzie się na drugi turniej. Coś trzeba z tym zrobić. To moim zdaniem skandal - burzył się kilka tygodni temu Michał Kubiak. Ale chęć bycia razem przeważyła. Jedziesz, bo w sumie lubisz ten zespół, kolegi nie zostawisz, a ktoś zagrać w turnieju musi. - Jak już tam jedziemy, to po to, żeby wygrać. I żeby premia wpadła - zdradzał przed wyjazdem Mateusz Bieniek.

Puchar Świata to tak naprawdę nikomu niepotrzebna impreza

A teraz na poważnie. Dopiero co zakończone zostały mistrzostwa Europy. Wypadałoby odpocząć, jednak sumiennie co dzień wstaję wcześnie rano, by oglądać zmagania drugiego składu Włoch, Argentyny czy pierwszego, ale jakże trudnego do oglądania, zespołu z Tunezji. Czy czerpię radość z oglądania meczów Polaków w Pucharze Świata? Tak, bo fajnie obserwuje się reprezentację biało-czerwonych w różnych konfiguracjach, w których do tej pory nie widziałam.

Miło było zobaczyć wracającego do gry Bartosza Kurka, który w pierwszym secie spotkania z Japonią zdobył 5 punktów przy 62 procentowej skuteczności ataku. Przyjemne dla oka były bloki niewyraźnego w tym roku w kadrze Jakuba Kochanowskiego czy w końcu widowiskowe ataki na lewym skrzydle Artura Szalpuka. Doceniam też Vitala Heynena, który mimo widocznego jet lagu i tego, że na miejscu w Japonii był Jakub Bednaruk, prowadzi zespół od pierwszego spotkania w Fukuoce.

Nie zmienia to faktu, że organizowanie tak karkołomnego wydarzenia jak Puchar Świata tuż po grze o medale na mistrzostwach Europy to niepoważne traktowanie siatkarzy. Umowy obowiązujące japońską federację z FIVB stawia się ponad zdrowie zmęczonych kilkoma miesiącami sportowej rywalizacji kadrowej zawodników i ponad atrakcyjność widowiska (nie wszystkie kadry zdecydowały się na przyjazd najmocniejszymi składami, co spowodowane jest przygotowaniami do sezonu klubowego lub imprezami mistrzowskimi).

Jak zwykle argumentem jest kasa, to, że Japończycy zapłacili za organizację tego turnieju. Turniej o randze kwalifikacji olimpijskich zmienił się w komercyjne widowisko. Szkoda tylko, że prawdopodobnie komercyjna marchewka pójdzie tym razem w parze z kijem "zagraj, bo stracisz punkty rankingowe”. Nawet kosztem zdrowia siatkarzy. Czyli tak naprawdę – kosztem klubów, w których siatkarze mają główne źródło utrzymania.

Więcej o: