Tym, na co czekali chyba najbardziej polscy kibice przy okazji Pucharu Świata, to powrót Bartosza Kurka do gry. Atakujący ma za sobą kilkumiesięczną przerwę spowodowaną kontuzją kręgosłupa. Nie zagrał w finale PlusLigi, nie wystąpił w Lidze Narodów, kwalifikacjach olimpijskich oraz mistrzostwach Europy. Vital Heynen postanowił dać mu szansę w Pucharze Świata.
Mecz z Tunezją atakujący oglądał z perspektywy kwadratu dla rezerwowych. Zmieniło się to w drugim starciu turnieju z Japonią. Pierwsze punkty zawodnik zdobywał już na 8:6. Choć zagrywka mu nie wychodziła (błąd na 11:10 i 5:4), to nie on winny był remisowi 15:15 z Japonią. Przyczyną było słabe rozgrywanie seta na siatce przez Grzegorz Łomacza i środkowych. Przewaga fizyczna polskiej drużyny była niezaprzeczalna, jednak nie była w żaden sposób wykorzystywana. Jeśli wliczyć w to jeszcze notoryczne "wrzucanie" Piotra Łukasika w ataku na podwójny blok na kontrze, wyjaśniało się, gdzie leżała przyczyna wyrównanego wyniku. Jeden blok Bartłomieja Lemańskiego i wspomnianego Łukasika otworzył jednak skrzydła na pewniejszą grę. Kolejne punkty wpadały też po atakach Rafała Szymury. Ostatecznie Kurek na koncie swojego zespołu zapisał 5 punktów przy 62 procentach w ataku. Polska wygrała 25:23.
Dwa asy Bartosza Kurka otworzyły partię nr 2 (6:4). Polacy kontrolowali cały set właśnie dzięki zagrywce. Kolejny as Bartosza Kwolka dał im cztery punkty przewagi (11:7). Świetna seria biało-czerwonych w bloku poskutkowała zapasem 16:8. Chwilę później ataki na pojedynczym bloku Bartłomieja Lemańskiego czy to w pierwszym tempie, czy w kontrataku pogrążyły gospodarzy (19:8). Choć starali się jeszcze zdobywać punkty ze środka, z niskiej, przesuniętej piłki, to prowadzenie Polaków było zbyt wysokie, by mogli odrobić straty (25:17).
Na początku kolejnej partii najbardziej we znaki polskiej kadrze dawał się Yuji Nishida. Zawodnik ten przez dwa sety zdobył 7 punktów przy 30-procentowej skuteczności ataku. Kiedy dołączył do niego Yuki Ishikawa, na tablicy wyników zrobiło się 6:3 dla gospodarzy. Ratunkiem dla coraz słabiej prezentujących się biało-czerwonych był Bartłomiej Lemański i jego "gwoździe". Po jednym z nich został jednak "ściągnięty" z boiska - za niego pojawił się Jakub Kochanowski (9:12). Czym prawie udało się odrobić straty? Zagrywką Szymury i atakami Hubera ze środka (12:13). Dalej trudno było jednak walczyć z miejscowymi, którzy aż czterokrotnie zablokowali polski zespół i byli niezwykle skuteczni w obronie ataków mistrzów świata. Wygrali 25:19.
Polacy odrobili lekcję z poprzedniego seta i na początku kolejnej partii nie pozwolili rywalom na zdobycie przewagi punktowej. Zrobili to dzięki skutecznemu blokowi, który zadziałał kilka razy (8:5). Zagrywka Kurka, która leciała w boisko rywali z prędkością 115km/h, świetny w bloku Kochanowski, zatrzymujący przeciwników grających pipe'a i Artur Szalpuk, który w kontrze siłą uderzeń prawie wbijał rywali w parkiet, dali siedmiopunktowe prowadzenie biało-czerwonym (16:9). Chwilę później przyjmujący zaserwował asa, a Bartosz Kwolek ponownie zablokował Japończyków (21:13). Mecz zakończył jego udany atak z lewego skrzydła (25:17).
Przed biało-czerwonymi dzień przerwy w Pucharze Świata. Na ten moment na swoim koncie mają dwa zwycięstwa. Kolejny mecz zagrają z USA w piątek o 08:00 czasu polskiego.
Polska - Japonia 3:1 (25:23, 25:17, 19:25, 25:17)