Brąz, a radość jak ze złota. Polacy na podium mistrzostw Europy [TRZY RZECZY PO TRZECH SETACH]

W sobotę o 18:00 w "małym finale" mistrzostw Europy mierzyły się zespoły Polski i Francji. Jak imponująco trójkolorowi rozpoczęli spotkanie, tak słabo je zakończyli. Biało-czerwoni pokazali natomiast mistrzowską klasę i wygrali 3:0.
Zobacz wideo

Francuz zły to Francuz dobry

Wydawało się, że obie drużyny do spotkania przystąpią na sporym luzie. To było jednak tylko wrażenie. Zespół francuski był wściekły, co było widać choćby po minach jego członków na rozgrzewce. Pierwsza akcja - to as Ngapetha po słabym przyjęciu Damiana Wojtaszka. Druga to blok na Macieju Muzaju. Nawet długa wymiana chwilę póżniej zakończyła się dezorientacją Fabiana Drzyzgi i finalnie jego błędem w obronie. Te pierwsze zagrania pokazały, że mało czasu na odpoczynek i analizę taktyczną po piątkowym półfinale czy ogólny zawód wynikiem spotkania z Serbią nie są w stanie zatrzymać trójkolorowych. Równie dobrze mogliby nie spać, a i tak pałaliby podobną chęcią na odwet za półfinał. Początkowo grali naprawdę bardzo ciekawie i agresywnie - Stephen Boyer zdobywał punkty i na lewym i na prawym skrzydle, a Ngapeth czarował w ataku z głową odwróconą od siatki. Dopiero presja Polaków mocno stonowała rywali - szczególnie po bloku Piotra Nowakowskiego na 19:19 w pierwszym secie i mocnym "strzale" Kubiaka z drugiej piłki.

Nie było widać polskiego załamania. Kapitan wrócił

Mecz Vital Heynen rozpoczął składem, który w tym sezonie można nazwać jako "docelowy". Porażka w czwartkowym półfinale nie zmieniła założeń taktycznych trenera. I choć można było przypuszczać, że mistrzowie świata z trudem przełkną gorzką porażkę ze Słoweńcami, to w sobotę nie było tego po nich widać. Maciej Muzaj atakujący na 17:16 w pierwszym secie pod ostrą górę po bloku na rywalach (nie robił tego do tej pory), Paweł Zatorski "dobijający" piłki w parkiet po udanych zagraniach kolegów z zespołu czy Fabian Drzyzga w końcu grający do środkowych - w grze biało-czerwonych było widać skupienie i pozytywne nastawienie. Nie łamały ich nawet chwile, kiedy tracili przewagę, przeciwnicy prowadzili trzema punktami albo Francuzi napierali serwisem. Prowadziło ich głośne "raz, dwa, trzy" polskich kibiców zgromadzonych w AccorHotels Arena.

Do gry wrócił też niewidoczny w półfinale kapitan Kubiak. Po dwóch setach miał najwięcej punktów z całego zespołu - 12 (ratio +9), przyjmował na poziomie 64 procent (36 perfekcyjnego) i atakował na 60. Zapisał na swoim koncie dwa bloki i asa. Był waleczny, podrywał drużynę do gry i pocieszał, kiedy nie szło. Tak, jak powinno być.

Niby "mały finał", a jak finał

Jeśli ktoś miał wątpliwości czy brązowy medal mistrzostw Europy to krążek, z którego mistrzowie świata mogą się cieszyć, to warto zobaczyć kilka urywków z meczu z Francją:

Biało-czerwoni pokazali klasę mistrza i grali do końca. To drugi brązowy medal na koncie zespołu w tym sezonie. Pierwszym był krążek z Ligi Narodów.