Kierownikiem polskich siatkarzy po raz pierwszy w historii jest kobieta. "W Iranie zostałam milionerką"

Musisz być 24 godziny pod telefonem, wakacji nie masz wiele, a większość lata spędzasz na wyjeździe. Taka jest praca team managera w polskiej kadrze siatkarzy. - Irańczykom zajęło kilka dni, żeby zrozumieć, że to ja podejmuję decyzje - mówi nam Ela Poznar, pierwsza kobieta na stanowisku kierownika reprezentacji biało-czerwonych.

Jest wtorek, 24 września, lotnisko w Amsterdamie. Polscy siatkarze o 10:15 mieli wylecieć do Lublany na półfinał mistrzostw Europy samolotem Adria Airlines. Jak się okazało, linie strajkują, co oznacza, że biało-czerwoni nie wylecą nimi z Holandii co najmniej przez kolejne dwa dni. Dzięki interwencji polskiego rządu udało się załatwić samolot wyłącznie dla kadrowiczów. Chwilę później polscy siatkarze odpoczywają w pobliskim Sheratonie, Vital Heynen i jego asystenci analizują rywali ze Słowenii i tylko jedna osoba krąży pomiędzy pokojami, obsługą hotelu, a następnie obsługą samolotu. To Ela Poznar, kierownik polskiej kadry.

Heynen o zamieszaniu z lotem do Ljublany

Zobacz wideo

Kobieta-manager? Nie każdemu pasuje

Jeśli ktoś uważa, że praca managera siatkarskiej kadry polega wyłącznie na tym, że jeździ się z zawodnikami i pilotuje ich podróże, to się myli.

- Moja praca zaczyna się przede wszystkim na miesiąc, półtora przed pierwszym zgrupowaniem. Wtedy startujemy z myśleniem o formalnościach, ustalamy dokładny kalendarz, którego wstępny szkic tworzony jest na początku roku. Przy tym wszystkim współpracuję z Hubertem Tomaszewskim, który wspiera nas z biura w Warszawie. To on załatwia hotele, przeloty, czyli wszystkie rzeczy, które może ogarnąć zdalnie. Ja działam na miejscu. Pomagam w zamówieniu odpowiedniej liczby pokoi, rezerwacji obiektów. Jestem osobą, która łączy zawodników i trenerów. Kiedy czegoś potrzebują, wtedy jestem - mówi nam kierownik polskiej kadry.

Ela Poznar jest pierwszą kobietą-team managerem w historii polskiej kadry. Obecność kobiety na tym stanowisku nie dziwi już tak bardzo jak kilka lat temu, choć w wielu środowiskach nadal jest to sytuacja nie do przeskoczenia.

- W sporcie pracowałam głównie z mężczyznami. Vital pracował w Niemczech i w Belgii z kobietami stąd jego prośba o żeńskiego managera biało-czerwonych. Trener twierdzi, że kobiety są lepiej zorganizowane. Czy tak jest - pozostawiam ocenie każdego z chłopaków. Kobietom w sporcie w Polsce nie jest łatwo. To widać szczególnie na wyjazdach. Organizatorzy turniejów często wolą rozmawiać ze starszym mężczyzną, a nie młodą dziewczyną. Irańczykom zajęło kilka dni, żeby zrozumieć, że to ja podejmuję decyzje - zdradza kierownik kadry.

"W Iranie zostałam milionerką"

Pracy jest sporo - również tej związanej z logistyką podróży. W grę wchodzi czuwanie nad wszystkim począwszy od zakwaterowanie po posiłki. - Odpowiadam też za sprawy formalne. Czasami muszę domówić podwieczorek, dodatkowe leki. To ja zbieram wszystkie kwity. Wszystko musi się zgadzać. To niby podstawowe rzeczy, bo ograniczają się do papierologii, ale bywało już tak, że na przykład zabrakło nam bananów na podwieczorek, kupiłam je bez paragonu z własnej kieszeni - zaznacza Ela Poznar.

Praca ta może generować nie tylko odpowiedzialność, ale i dość zabawne sytuacje. - W Iranie na przykład musiałam się rozliczać w trzech walutach. Nastąpiło nieporozumienie z wymianą na tamtejsze pieniądze i zostałam milionerką. Śmiałam się, że nie wracam! - dodaje team manager kadry mistrzów świata.

Szara codzienność? Ratuje ją "Love Island"

Praca w polskiej kadrze siatkówki to długie tygodnie spędzane z grupą 14 (lub więcej) siatkarzy. Przerw w pracy nie ma zbyt wiele. - Zajmuję się wszystkim i nigdy nie wiem, co nowego "wyskoczy". Jest to fajna praca, ponieważ nie ma w niej nudy, choć dni są podobne. Zwłaszcza wtedy, gdy się nie przemieszczamy. Składają się na nie śniadanie, trening, obiad, podwieczorek, trening, kolacja i fizjoterapeuta dla chłopaków. Czasami mamy dni wolne, ale na 3 tygodnie są one dwa. Na turniejach jest ciekawiej. Trzeba zrobić odprawy, ktoś zgubi walizkę lub ma nadbagaż - zdradza Ela Poznar.

- Brudy w polskiej kadrze pierze się różnie - zależy od kraju (śmiech). W Holandii miałam wycieczkę pod Apeldoorn, by znaleźć działającą pralnię. Jak się okazuje, Holendrzy nie pracują w poniedziałek do południa i w niedzielę. Nasz wielki wór z praniem wylądował więc pod miastem, bo słabo byłoby pojechać do Słowenii bez czystych ubrań. Chłopaki podpisują każdą sztukę ubrania markerem. Jeśli nie podpiszą, to ciuchy trafiają na wspólną stertę, skąd czasem nie wracają - dodaje.

Jak więc przełamać szarą codzienność? - Jak zrelaksować się podczas turnieju? Wspólnie oglądaliśmy "Love Island". Fascynujące widowisko i temat do rozmów. Ileż można gadać o siatkówce?