Daniel Pliński dla Sport.pl: Jesteśmy faworytem! Ale Słowenia to nie jest drużyna ogórków

- Z którym blokującym na świecie Leon by sobie nie poradził? - pyta Daniel Pliński po kolejnym świetnym meczu polskich siatkarzy. W ćwierćfinale ME 2019 nasza reprezentacja wygrała z Niemcami 3:0 (25:19, 25:21, 25:18). W czwartek w półfinale w Lublanie zmierzymy się ze Słowenią. - To nie jest drużyna ogórków. Tam są zawodnicy z najlepszych lig świata. Ale oczywiście lepiej grać ze Słoweńcami niż z Rosjanami - twierdzi mistrz Europy i wicemistrz świata. Pliński pracuje dla telewizji nc+, a w trakcie ME 2019 jest ekspertem Sport.pl
Zobacz wideo

Łukasz Jachimiak: Poemocjonowałeś się trochę ćwierćfinałem z Niemcami, czy to był polski dzień jak co dzień na mistrzostwach Europy?

Daniel Pliński: Druga opcja. Polska drużyna przyzwyczaiła nas do takiego grania, które daje jej pełną kontrolę nad meczem.

Trochę emocji było - do połowy pierwszego seta.

- Tak, dokładnie tyle. Później jeszcze w trzecim secie zdarzyło się nam mieć tylko dwa punkty przewagi, ale wtedy znów odjechaliśmy po zbiciach Leona. To co Wilfredo wyprawiał w ataku było niesamowite. Co mieliśmy jakiś problem, to wystarczyło dać mu piłkę. Czy ta piłka do niego była rozegrana, czy tylko wystawiona, to on i tak robił łomot.

Statystyki CEV mówią, że Leon skończył 17 na 21 ataków. Bardziej wiarygodne są te z wewnątrz naszej ekipy, a i w nich dane dotyczące bombardiera są niesamowite - Leon zdobył 18 punktów w 24 atakach.

- Jedyny minus, że taki mecz może już mu się szybko nie zdarzyć, ha, ha. To jest skuteczność w okolicach 80 procent. Daj Boże każdemu chociaż jeden taki mecz. Wielu siatkarzy naprawdę marzy o chociaż jednym takim występie, a Lenowi to się zdarzyło już nie raz i nie dwa. Ale to jest raczej niemożliwe, żeby tak grać mecz w mecz.

Ale chyba wystarczy, że kolejne mecze zagra z 60-procentową skutecznością ataku. A pewnie poniżej takiego, bardzo wysokiego przecież poziomu, nie zjedzie?

- No nie, nie ma szans. Widać, że dobrze wygląda. I że z Fabianem Drzyzgą się spotkali. Jakiś czas temu można było mieć zastrzeżenia, bo nie mogli znaleźć wspólnego tempa, a teraz wszystko jest na odpowiednim poziomie.

Chwalimy Leona, ale chyba musimy też docenić Macieja Muzaja? On już nie wygląda na siatkarza, który ma problem z wytrzymywaniem presji.

- Vital Heynen to jest trener, który dużo widzi i wie, na kogo stawia. Muzaj rośnie, czuje się coraz pewniej. To zasługa trenera. Chłopak się rozwija z meczu na mecz, nawet z akcji na akcję. Nawet jego serw, niby niepozorny, robi już dużo krzywdy przeciwnikowi. On nie bije mocno, bo my mamy przede wszystkim popełniać mało błędów. To się sprawdza. Zobacz, o ile więcej zagrywek psują nasi przeciwnicy.

My zepsuliśmy 10 zagrywek, a Niemcy aż 21.

- Z tego Gyorgy Grozer ile? Osiem, siedem?

Sześć.

- Próbował coś zrobić, chciał grać mocno na Leona, żeby zaraz Niemcy mogli ustawiać do niego potrójny blok. Ale wszystko było na nic. Z którym blokującym na świecie Leon by sobie nie poradził? Niech ktoś wymieni.

Widzisz jakieś minusy w naszej grze? Coś Cię zaniepokoiło przed półinałem?

- Trzeba by się długo zastanawiać i szukać czegoś na siłę. Nie ma do czego się przyczepić. Nasza reprezentacja gra tak dobrze na tych mistrzostwach, że trzeba ją tylko oklaskiwać, podziwiać i zdejmować czapki z głów przed chłopakami.

W półfinale naszym wielkim rywalem miała być Rosja, a spotkamy się ze Słowenią. To dobrze?

- Słowenia ma kim grać, to nie jest drużyna ogórków. Tam są zawodnicy z najlepszych lig świata. Nie są chłopcami do bicia. Musimy uważać. Ale oczywiście lepiej grać ze Słoweńcami niż z Rosjanami.

Lepiej, bo nie są drużyną tak stabilną? Bo mogą zagrać świetny mecz, ale mogą też zaskoczyć na minus?

- Kto by przypuszczał, że przegrają z Macedonią, co się przecież stało kilka dni temu?

Ale my będziemy pamiętać raczej sierpniowy mecz ze Słowenią w Gdańsku w eliminacjach olimpijskich niż to, że przegrała z Macedonią.

- Tak, w Gdańsku Słoweńcy super zagrali pierwszego seta i go zasłużenie wygrali. W drugim długo wynik był na styku, aż indywidualność Leona zdecydowała, że Słoweńcy zostali przełamani.

Przypomnijmy: Leon zaserwował asy na 21:20 i 22:20.

- To był moment, w którym odwrócone zostały losy seta i całego meczu [wygraliśmy 3:1]. Teraz też na pewno nie będzie łatwo. Z pewnością półinał będzie trudniejszy niż ćwierćfinał z Niemcami. Ale Ameryki chyba teraz nie odkrywam.

Będzie trudniejszy, ale chyba musimy przyjąć, że to my jesteśmy faworytem? I bylibyśmy nim bez względu na rywala, skoro tak dobrze gramy, tak się budujemy kolejnymi meczami?

- Bez dwóch zdań. Z meczu na mecz rośniemy w siłę. Jesteśmy też lepiej przygotowani i lepiej wyglądamy niż na kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich. Widzę u chłopaków swobodę. Kubiak strzela sobie asa, a z libero, czy to Wojtaszkiem, czy z Zatorskim, cały czas utrzymuje przyjęcie. Później ktoś inny idzie na zagrywkę, dokłada, przez to u rywali pojawiają się błędy, i odjeżdżamy. Super nam idzie.

Czy jakiekolwiek znaczenie mogą mieć takie rzeczy jak fakt, że jedziemy do Lublany na jeden jedyny mecz, z daleka, a Słoweńcy grają tam od początku turnieju?

- Oczywiście, że to jest przewaga Słoweńców. Grają sobie cały czas w jednej hali, świetnie ją znają, a my będziemy się w niej musieli bardzo szybko odnaleźć. Na szczęście ta hala nie jest taka wredna, jak bywają niektóre. Są takie, w których trzeba sporo potrenować, żeby się zaaklimatyzować, znaleźć sobie jakieś odniesienie. Obiekt w Lublanie jest przyjemny, jest stworzony do siatkówki i myślę, że Polacy szybko się w nim odnajdą.