Siatkówka. Dawid Konarski: Przez halę w Amsterdamie przypomniały mi się czasy juniora

- Czasami takie rzeczy się zdarzają. Wyliczyłem go do 10, ale nie wstał i trzeba było ogłosić nokaut, haha - mówił o jednej z najbardziej emocjonujących akcji meczu Polska - Czarnogóra (nokaucie Marcina Komendy) atakujący Dawid Konarski. Siatkarz skomentował także niecodzienne warunki pracy komentatorów Polsatu Sport.
Zobacz wideo

Kurnik, grzęda czy bardzo specyficzna hala w Sosnowcu - jak opisałby pan halę w Amsterdamie?
Dawid Konarski: - Hala całkiem porządna jak na mistrzostwa Europy.

To jaka była gorsza?
- Nie wiem... Przypomniały mi się czasy juniora. W Częstochowie przy Norwidzie graliśmy mistrzostwa Polski tego szczebla. To właśnie tamta hala skojarzyła mi się z tą w Amsterdamie. Taki fajny comeback. Człowiek od razu poczuł się młodszy!

Koledzy komentatorzy musieli wchodzić na ich stanowisko po drabinie.
- Nie widziałem tego, ale ręczę za to, że trochę gimnastyki im się przyda. Mam nadzieję, że nikomu nic się nie stało - wszyscy weszli i zeszli bezpiecznie.

Komentatorzy Polsatu wchodzili po drabinieKomentatorzy Polsatu wchodzili po drabinie screen www.PolsatSport.pl

Najwięcej w meczu Polski z Czarnogórą stało się Marcinowi Komendzie, który dostał piłką w oko po ataku z pipe'a rywala.
- Czasami takie rzeczy się zdarzają. Wyliczyłem go do 10, ale nie wstał i trzeba było ogłosić nokaut, haha. Później się pozbierał. To twardy chłopak. Cieszę się, że zagrał to spotkanie, bo był to jego pierwszy pełny debiut na mistrzostwach Europy. Każdy starał mu się pomóc jak najbardziej.

To była najciekawsza akcja tego meczu? Do ich grona można by było zaliczyć również lekką zagrywkę Wilfredo Leona czy plasy Aleksandra Śliwki i Artura Szalpuka, które wywoływały popłoch wśród rywali.
- Leon zapisał swoje pierwsze floaty na koncie. W głowie utknęła mi jeszcze akcja z czterema odbiciami po naszej stronie i właśnie uderzenie Marcina w twarz. Wynik też zapamiętałem. To by było na tyle.

Można było poczuć, że rozgrywanie takich meczów na imprezie rangi mistrzowskiej to jednak lekka przesada?
- Dlaczego? Każdy mecz powinniśmy wykorzystać do budowania drużyny. Takie spotkania to także treningi. Wiemy, że najważniejsze starcia jeszcze przed nami, więc musimy wykorzystywać każdy moment, by się zgrywać, i by nasza forma szła w górę. Od początku tego turnieju jesteśmy na dobrej drodze. Wygrywamy. Został tylko jeden kroczek do zrobienia w tej grupie, a później zaczyna się poważniejsze granie.

To właśnie w meczu z Czarnogórą rozbrzmiała chyba najbardziej różnica między zespołami w grupie D. Fajnie, że wy widzicie sens rozgrywania takich spotkań.
- Nie graliśmy meczów sparingowych, dlatego właśnie te pierwsze w grupie traktowaliśmy w ten sposób. Ważne dla nas było, by wygrać i zająć pierwsze miejsce. Wszyscy wiedzą o tym, że dzięki temu mamy lepszą drogę dalej. Nie zmienia to faktu, że są w tym turnieju zespoły, które odstają od reszty. Stawiając się jednak na miejscu teamu z Czarnogóry, wcale mu się nie dziwię, że chce być na mistrzostwach Europy. Dla tych graczy liczy się każdy punkt, set i mecz. To jest bardzo fajne. Nie zmienia to faktu, że 16 ekip w turnieju to lepsze rozwiązanie.